Co to jest efekt latte i jak się ma do oszczędzania?

Początek kolejnego tygodnia. Trudny poranek, szybka kawa, sprawdzenie bieżących wiadomości i aktualnych notowań na giełdzie. Znacie to? A czy słyszeliście o „efekcie latte” w finansach?

„Efekt latte” to wszystkie wydatki, które realizujemy na co dzień, mimo że moglibyśmy ich uniknąć. Innymi słowy to wszystkie drobne nakłady pieniężne, których tak naprawdę nie potrzebujemy. Można by zapytać „jak to?” i kłócić się, że nie mamy zbędnych kosztów. Ale tak z ręką na sercu, czy naprawdę ich nie ponosimy?

Przykład jest prosty. Kawa latte na wynos kupowana codziennie przed pracą to najmniej 10 zł. W miesiącu mamy 20 dni roboczych, co daje 200 zł. W ciągu roku to około 2400 zł. A gdy weźmiemy pod uwagę jeszcze to, że czasem pozwalamy sobie dodatkowo na ciasteczko…

Pojęcie to wymyślił ekspert finansowy, David Bach, zainspirowany obserwacją osób mijanych w drodze do pracy. Otóż każdego dnia miały one kubek z kawą. Dostrzegł, że to co uważamy za drobną i „niegroźną” przyjemność, powtarzane cały czas może nas kosztować niemałe pieniądze.

Gdy uświadomimy sobie, co jest naszym „efektem latte”, musimy uważać, by nie wpaść w błędne koło i nie wydać zaoszczędzonych pieniędzy na coś zupełnie zbędnego, np. jakiś ciuch, którego w rzeczywistości nie potrzebujemy. Mechanizm trwonienia pieniędzy mamy bowiem we krwi. Co więc zrobić?

Wystarczy odrobina konsekwencji i cierpliwości. Trzeba wyznaczyć sobie cel, na który będziemy zbierać. Nie wolno też zaniechać regularności odkładania kwoty, którą codziennie wydalibyśmy na kawę/ lody/ coś słodkiego etc.

Unikanie zbędnych kosztów może być sposobem na niezłe oszczędzanie. Warto więc zastanowić się, jakie korzyści przyniesie nam ograniczenie „kupowania kawy” codziennie i na co moglibyśmy wykorzystać te pieniądze. Czasem warto zmienić niektóre przyzwyczajenia. Oczywiście, jak wszystko, to także trzeba robić z głową. Nie chodzi przecież o całkowitą rezygnację z przyjemności, chociażby takich na poprawę humoru.