Krawędź

Ciemne, szare miasto. Tysiące świateł. Tysiące głosów. Tysiące ludzi. A w oddali jaśniejąca poświata zmienia się, przechodząc z ciemnego granatu w odcienie niebieskiego i żółtawego. Chłód wieczoru i zapach miasta – spalin, fast-foodów, perfumów i ludzi. Bo każdy człowiek pachnie inaczej... Tak jak różnimy się głosem, imieniem, charakterem, życiem... tak też zapachem. I dlatego nie da się określić, jak naprawdę pachnie miasto. Bo po prostu za dużo w nim wymieszanych woni...

I wyboru za dużo... Jakiś młody chłopak stoi przed wystawą gier komputerowych. „Ta fantasy czy wojenna...a może lepsza realistyczna...” Nie wie. Odchodzi... Jakaś mała dziewczynka stoi z mamą przed cukiernią. „Które chcesz ciasteczko, kochanie?” „Chyba to z budyniem, albo nie - to z makiem...albo może jednak to.” Wychodzi z pustymi rękami i brzuchem, tylko oczy jej są pełne łez. Nie umiała się zdecydować... Pewien samotny człowiek stoi na skrzyżowaniu. „Którędy pójść?” Jeśli wybierze prawą drogę, trafi na szefa, który wyrzucił go z pracy 2 dni temu. Jeżeli zaś w lewą, spotka smutną, zaczytaną dziewczynę. Idzie prosto – naokoło – i pomaga starszej kobiecie... Tak dużo jest wyborów, niespodzianek, niesamowitości...

W tym wielkim mieście, w którym toczy się nieprzerwanie życie, tak wielu ludzi. I łączą się oni ze sobą, i przerywają, i mijają. Jak przechodnie w tłumie... Jesteśmy szarzy...

Ja też jestem szara. Wybijałam się czymś, ale to było kiedyś... Za dużo wyborów, za dużo tego. Ale wciąż rosnę, dorośleję, choć nie chcę. Czasu jednak nie zatrzymam – myślę, spoglądając na zegar stojący 2 metry za mną: dochodziła dziesiąta... – czasu nie zatrzymam...

Ale ja się zatrzymałam. Siedzę ze skrzyżowanymi nogami i bezradnie rozłożonymi na nich rękami. Siedzę i patrzę w przestrzeń przed sobą... Szare wielkie miasto, które wieczorem wygląda tak inaczej. Może romantycznej, może smutniej, może spokojniej – nie umiem tego określić, ale lubię patrzeć w jego rozległe przestrzenie. Zwłaszcza wtedy, kiedy niebo mieni się kilkoma kolorami, a potem staje się już prawie czarne z małymi punkcikami gwiazd, które czasem pojawiają się pośród chmur. Wtedy leżę, patrzę i staram się całym sercem nie myśleć... A teraz znów siedzę bezczynnie i bezradnie. Próbuję wyczuć wiatr...

***

Głuchy tupot na pustej klatce schodowej. Nagle cisza. Schodząc po schodach ze swoim starym plecakiem i startą lekko kurtką, zatrzymałam się przy oknie na półpiętrze. Stąd widać najlepiej okna na strychu w budynku naprzeciwko. Stanęłam na palcach i przyglądam się uważnie.

W oświetlonym pokoju siedzi stoi chłopak, mały artysta. Jak co dzień gra na skrzypcach, a po chwili siada przed otwartym oknem i coś bazgrze. Często chciałabym, zobaczyć, co... W mieszkaniu obok dwoje staruszków siedzi na kanapie i, opatuleni kocami, czytają książki albo rozmawiają. O czym mogą tak gadać...?

– Kolejny raz siedziałam na dachu tego wieżowca, myśląc o moich beznadziejnościach i bezczynnościach. Zastanawiałam się już tyle razy, jak to zatrzymać, jak skończyć. I jeszcze nigdy nie zrobiłam tego kroku w przód, o jednego za dużo – szepnęłam do pustki i ciszy klatki schodowej...
– Bo masz za dobrą pamięć! – usłyszałam nagle niespodziewanie spokojny głos mężczyzny.
Stał na schodach i przyglądał się mi już dłuższą chwilę.
– Za dużo wspomnień pamiętasz. Za dużo w nich ludzi, o których miłości wiesz. I to dla nich robisz krok w tył...
Zaskoczona wcisnęłam się w ścianę pod oknem. Próbuję wypatrzyć w ciemności twarz mężczyzny. Nie odzywam się, lecz nie ma we mnie strachu. Choć serce wali jak młot.
– Nie boisz się ani teraz, ani tam na krawędzi...

***

Przejechało kilka samochodów i w przemijających blaskach reflektorów ujrzałam znajome oczy, twarz i w końcu uśmiech... delikatny i spokojny. Poczułam nagle ciepły dotyk na swojej dłoni, która nadal kurczowo trzymała plecak. Pomału rozluźniłam uścisk.
– Często tak tu ze mną siedzisz, braciszku? – spytałam, zapominając o ciemności.
Poczułam się bezpieczniej. Tak jak zawsze przy nim...

***

– Chodźmy na lody, siostro! – zaproponował energicznie chłopak, otwierając ciężkie drzwi kamienicy.
– Chyba zwariowałeś, jest noc, ciemno i zimno!!! – ze śmiechem zaprotestowałam. – Chodźmy do domu...
Spojrzeliśmy na siebie takimi samymi szarozielonymi oczami. Ruszyliśmy pustą już ulicą w znanym kierunku. Zaczęła się rozmowa.

Równe tempo – te same kroki. I dwa zdarte plecaki. Ktoś mógłby pomyśleć, że to rodzeństwo – bliźnięta, które chcą się do siebie upodobnić. Nie... My po prostu znamy się jak łyse konie i lubimy to samo – jakoś tak wyszło. A teraz znowu idziemy obok siebie jak brat i siostra. Bo tak naprawdę łączy nas wszystko oprócz rodziny...

***

Stanęliśmy na rogu pustego całkiem skrzyżowania. Popatrzyliśmy na czarne dzisiaj niebo. Nagle zaczął padać deszcz.... Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.

Deszcz to dziwne zjawisko. Przegadaliśmy o nim już tyle wypełnionych deszczem nocy. Można na niego patrzeć geograficznie albo chemicznie, a może fizycznie lub psychicznie, a także duchowo czy muzycznie... Oboje uwielbialiśmy deszcz.

Znów spojrzeliśmy sobie w oczy. Patrzyłam trochę do góry, bo jest ode mnie wyższy o głowę. Pogłaskał mnie opiekuńczo po rozwianych włosach – to był znak pożegnania, bo on nie lubił mówić pierwszy „do widzenia!”.

– Zatem dobrej nocy! A i niech ona Ci się przyśni – powiedziałam z uśmiechem wspominając naszą rozmowę podczas drogi.
Już zrobiłam krok w tył, lecz jeszcze zatrzymałam.
– Powiedz jeszcze tylko, jak często siedziałeś tam... ze mną...wiesz na dachu? – spuściłam głowę i patrzyłam na niego wyczekująco.
– Różnie... Właściwie tylko wtedy, kiedy sam czułem się beznadziejnie... Siadałem tak z drugiej strony i próbowałem Cię wyczuć...ja także stawałem na krawędzi... Tak dla adrenaliny – odpowiedział najpierw spokojnie, a przy ostatnich słowach zabrzmiała w jego głosie charakterystyczna ironia.

Potem uśmiechnął się i znów pogłaskał mnie po głowie...

Ciemny pokój. Tysiące rzeczy. Tysiące spraw. Całkowita cisza i tylko wyrównane oddechy tuż obok. Zapomniałam już, jak dobrze może być we własnym pokoju. Odetchnęłam cicho. Odłożyłam plecak i po chwili już leżałam w łóżku. Popatrzyłam w biały, pusty sufit. Miałam wybór. Postanowiłam zasnąć, choć nie chciałam się jutro budzić...

***

Czy to problem?
Ależ skąd! To tylko jego rozwiązanie: spontaniczne i niezależne od nas. To, co pod zamkniętą powieką objawia się człowiekowi, który boi się zrobić krok do przodu...

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();