W wyścigu życia

Tłum ludzi – jak zawsze o tej porze. Wszyscy się śpieszą, chyba nikt nie myśli o innych. Tylko o sobie. Wśród tego wyścigu, co jakiś czas, pojawia się brudny, stary człowiek sunąc powoli, bo mu się nie spieszy. Idzie pomiędzy eleganckimi, żywymi ludźmi. I ja też idę szybko i mijam go. Znowu obojętnie. No i chyba znowu spóźnię się do pracy. Będą czekać, jak zawsze.

Przyspieszam, lecz nieznacznie, bo przypatruję się w tym czasie twarzom przechodniów. Obliczom, które są takie nieludzkie i nieczułe. Tylko niektórzy, idąc w większych grupach, czasami – jednak rzadko – rozmawiają i śmieją się szczerze. To wzbudza we mnie błysk nadziei i radości. Jednak są i tacy, którzy potrafią się zatrzymać na trochę w tej codziennej gonitwie...

Dochodzę do mojego budynku. Szary i stary, jak większość tu, w centrum miasta, gdzie przyszło mi pracować. Wchodzę spokojnie z jedną torbą w ręku, a drugą na ramieniu.

Nigdy nie lubiłam toreb. Trzeba je trzymać w ręku lub, co gorsza, pod pachą... okropieństwo. Kiedyś zawsze nosiłam plecaki lub ewentualnie dużą torbę przewieszoną na skos przez ramię. Dlaczego mimo że nie lubię, robię to?

***

Drzwi otworzył mi dozorca, przemiły i rozgadany człowiek.
- Dzień dobry, Tadziu! Dziękuję – witam go.
- A dzień dobry, czekają już na panią!
- Tak, wiem, wiem – uśmiecham się zdyszana i szybkim krokiem skręcam w długi, wąski korytarz.

Drewniane solidne drzwi były uchylone. Przed wejściem do środka poprawiam bluzkę i fryzurę – tzn. czochram włosy, bo i tak nic ładnego z nich nie zrobię. Uff! Wchodzę...
- Dzień Dobry! Przepraszam, ale... – przerwałam, bo w dużej sali, zwykle wypełnionej gwarem rozmów, panowała cisza.
- Nic nie mów, ktoś na Ciebie czeka – poważnie powiedziała sekretarka, pani Ewa. – Zostaw tu te papiery i idź do siebie.

Kieruję się więc posłusznie do swojego pokoju. Przyklepując tym razem włosy, podchodzę do drzwi na samym końcu korytarza. Serce mi kołacze, chyba też się trzęsę. Delikatnie dotykam klamki...

***

Biurko tradycyjnie zastawione książkami. Na środku stoi mój kubek. W całym pokoju czymś niesamowicie pachnie. Wyczuwam wanilię, konwalie i jakby las... Podchodzę do biurka. Biorę kubek i piję łyk herbaty, mojej ulubionej jak się okazało. Przypomina mi się jezioro, przy którym pierwszy raz gotowałam ten napój. Byłam wtedy jeszcze taka mała.

Spoglądam na okno. Przy odsłoniętej firance stoi mężczyzna w szarym garniturze. Wysoki i wyprostowany... Podchodzę i staję obok niego. Na parapecie znajduje się wazonik z pęczkiem konwalii – moich ulubionych kwiatów. Mężczyzna trzyma w dłoni kubek z tą samą herbatą, jaką mam ja. Jego ręce są silne i spracowane, a na serdecznym palcu widnieje obrączka. Spoglądam na jego twarz. Uśmiecha się ustami schowanymi w gąszczu zarostu. Patrzę w oczy - tak szare i tak niesamowite: radosne, lecz zaszklone. Obejmuje mnie jak nikt inny. Mój tata...

***

Wróciliśmy do mojego mieszkania po całym dniu spacerowania po mieście, jego nieznanych zakamarkach. Słów już dość było wypowiedzianych dzisiejszego dnia. Zmęczenie odeszło jednak od razu, kiedy dzieciaki otuliły nas po swojemu i zasypały dziwnymi pytaniami. Ich głosy i uśmiech wynagradzają wszystko. Jak to dzieci dla rodziców: są wszystkim...

***

Czy to historia jej życia?
Nie to pomysły na życie, kiedy nie ma innego wyjścia jak dorosnąć. Myśli zebrane, gdy stoisz na środku skrzyżowania i jest Ci wszystko jedno...

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();