Adwokaci diabła

„Advocatus diaboli” to termin oznaczający dawniej urząd osoby, która w procesie kanonizacyjnym lub beatyfikacyjnym krytycznie oceniała przedkładane dowody świętości kandydata na ołtarze.

Jego kontrpartnerem był „advocatus angeli” albo „advocatus Dei”. Od czasu reform prawa kościelnego wprowadzonych przez Jana Pawła II urząd ten nosi nazwę „promotora sprawiedliwości”. Regulacje kanoniczno-prawne, których wyrazem jest istnienie takich urzędów i funkcji, wynikają z troski Kościoła nie tylko o rzetelność przebiegu procesów kanonizacyjnych, ale także o uniknięcie pośpiechu dyktowanego emocjami bądź jakimikolwiek względami ludzkimi.

„Hold the Halo”

Tydzień przed beatyfikacją Jana Pawła II, w Wielką Sobotę, 23 kwietnia br., na łamach „New York Times’a”, odezwał się głos adwokata diabła, wcielonego w publicystkę Maureen Dowd, z apelem: „Hold the Halo” (zatrzymać aureolę). Jej zdaniem Jan Paweł II nie zasługuje na beatyfikację, przede wszystkim z powodu rzekomego przymykania oczu na seksualne wykorzystywanie nieletnich przez księży. Dowd przyznaje, że Jan Paweł II był „godzien podziwu pod wieloma względami”, przypominając jego zasługi w walce z komunizmem i zniewoleniem krajów Europy Środkowo-Wschodniej przez ZSRR. Wspomina też z aprobatą jego sceptyczny stosunek do kapitalizmu, krytykowanego za powiększanie nierówności społecznych. Jednak to wszystko niknie wobec przypisywanej Janowi Pawłowi przez publicystkę winy. „Wstrzymanie beatyfikacji lub kanonizacji Jana Pawła II byłoby ogromnym krokiem symbolicznym, przesłaniem dużo potężniejszym niż przeprosiny i rekompensaty dla ofiar (molestowania seksualnego)” — konkluduje autorka.
Nie przywoływałbym tej sprawy, gdyby nie fakt, że w samą Wielkanoc streszczenie felietonu Dowd przedrukowały wszystkie poczytniejsze polskie portale internetowe. Tak oto liczba spóźnionych w działaniu adwokatów diabła wzrosła nie tylko o wielość miejsc przedruku, ale i tysiące agresywnych wpisów na internetowych forach.
Krótkie studium zjawiska doprowadza do jeszcze jednego źródła diabelskiej adwokatury. W sierpniu 2010 r. Artur Domosławski na łamach „Gazety Wyborczej” opublikował treściowo bliźniaczy tekst w stosunku do artykułu Dowd. Autor konkluduje swe dywagacje słowami: „Gdy 12 lat temu hiszpański filozof Fernando Savater wyraził w wywiadzie dla «Gazety» opinię, że Jan Paweł II jest fundamentalistą, jego wypowiedź stała się przedmiotem nie tyle krytyki, ile połajanki ze strony jednego z arcybiskupów. Dzisiaj jednak mamy już nie krytykę, lecz mocne oskarżenia, które, niestety, nie wyglądają na bezpodstawne. Czy potrafimy się z nimi zmierzyć? Czy ta sprawa pomoże nam w trudnej nauce rozmowy o naszych wielkich i - koniec końców - o nas samych? Czy skurczą się polskie sfery tabu?”.
Lektura z archiwum daje chyba klucz do zrozumienia ochoty przedruku amerykańskiego felietonu na polskim gruncie w tym akurat momencie, gdy Wielkanoc była przedsionkiem Święta Miłosierdzia i radością beatyfikacji. Postać Jana Pawła II uznano za „sferę polskiego tabu”, którą w imię „wyższych racji” należy naruszyć. Zaiste tak może działać tylko „advocatus diaboli” w najdosłowniejszym sensie, bo z pewnością nie promotor sprawiedliwości.

Sprawa sprzed lat

Śledząc bezdroża mediów w „obalaniu kościelnego tabu”, nie sposób w tym momencie nie przywołać sprawy sprzed nieomal 20 lat. 11 listopada 1993 r. w wieczornych wydaniach wiadomości amerykańskich stacji radiowych i telewizyjnych poinformowano, że kard. Joseph Bernardin, cieszący się ogromnym autorytetem arcybiskup Chicago, został oskarżony o nadużycia seksualne popełnione kilkanaście lat wcześniej. Oskarżenia przekazał dziennikarzom prawnik z New Jersey, reprezentujący Stevena Cooka, byłego kleryka z seminarium św. Grzegorza w Cincinnati, gdzie Bernardin był biskupem przed przyjściem do Chicago. Steven został w tamtym czasie usunięty z seminarium pod zarzutem problemów psychicznych i homoseksualnych. Media podawały informacje o kardynale na czołówkach. Telewizja CNN co godzinę emitowała krótkie reklamówki programu „Upadek”. Kardynał zdecydował się na konferencję prasową. „Po prostu będę mówił prawdę” — mówił. „Czy ksiądz kardynał prowadzi aktywne życie seksualne?” — pytał młody dziennikarz. „Zawsze żyłem w czystości i celibacie” - odpowiadał hierarcha. Potem było jeszcze czternaście takich konferencji.
„Za każdym razem doświadczałem coraz większego poczucia wolności” — zapisał hierarcha później, u schyłku życia, zmagając się z chorobą nowotworową. Wyznania opublikowane w książce „Dar pokoju” wstrząsnęły opinią publiczną. Po śmierci kardynała publicyści przywoływali postać biblijnego Hioba, człowieka sprawiedliwego, który cierpiał. Pisano, że Bernardin stał się ofiarą bezwzględnego fundamentalizmu prawniczego, tak charakterystycznego dla Ameryki. Inni dodawali, że kardynał jest współczesnym męczennikiem, zamordowanym przez „globalne” media. Steven Cook wycofał oskarżenie.
Kardynał Bernardin opisał też spotkanie ze Stevenem, który poprosił o Mszę św.: „W całym życiu kapłańskim nie byłem nigdy świadkiem równie głębokiego pojednania... Nigdy tego nie zapomnę”. Kiedy u kardynała wykryto raka, Steven jako jeden z pierwszych przysłał serdeczny list. Sam był już coraz słabszy. Zmarł wycieńczony przez AIDS i pojednany z Bogiem. Miał zaledwie 30 lat. Dziennikarze nie przeprosili kardynała Bernardina. Jedynie lokalna stacja CBS od początku sprawy zachowywała ostrożność sugerując, że być może wchodzi tu w grę intryga.
Kardynał Bernardin mówił, że najważniejsza jest umiejętność „wypuszczania z rąk”, a więc zdolność uwalniania się z uścisku wszystkich tych rzeczy, które przeszkadzają nam rozwijać więź z Jezusem. „Wypuszczanie z rąk nigdy nie jest łatwe. Tak naprawdę, jest to zadanie na całe życie”.

Niebezpieczeństwo drogi na skróty

Ironia losu sprawiła, że portal Onet.pl, który jako pierwszy zamieścił w Wielkanoc informację o felietonie Dowd z „New York Times’a”, w tym samym dniu przepraszał lubelskiego adwokata Mirosława Kuchnickiego za publikację z 2005 r. pt. „Co adwokaci przemycają za kraty” i zawarte tam pomówienia. Było to wykonanie wyroku sądu z 15 lipca 2010 r. Portal „tylko” przedrukował tekst z „Gazety Wyborczej”. Jednak według sądu, fakt, że publikowane skróty informacji stanowią przedruki z renomowanych gazet, nie zwalnia właściciela portalu z odpowiedzialności. Przeciwnie, odpowiedzialność autora takiego przedruku jest nawet większa, gdy robiąc skróty, dokonuje takiej selekcji informacji, która wpływa na zaostrzenie wymowy artykułu odnoszącego się do danej osoby. Warto przy tym zauważyć, iż taka jest właśnie natura przedruków, w których przedstawia się zazwyczaj przede wszystkim „najsoczystsze” fragmenty oryginalnych artykułów.
Pozostaje smutna refleksja –- czy notka na samym dole strony internetowej, po prawie 6 latach od zniesławienia, jest w stanie przywrócić dobre imię poszkodowanemu prawnikowi? A w związku z medialnymi igraszkami w „naruszanie sfer polskiego tabu” nasuwa się gorzka myśl, że media coraz bardziej skłaniają się ku temu, aby obwołać swym patronem Poncjusza Piłata z cynicznym „Cóż to jest prawda?” na ustach.

Źródła:
A. Luter, „Wypuszczanie z rąk” (http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1692,1137102,1,dzial.html),
R. Cisek, „Portal odpowiada za naruszenie dóbr osobistych w przedruku internetowym” (http://www.nowemedia.org.pl/joomla/index.php/orzecz/item/745-portal-odpo...).

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();