Podróż (nie)sentymentalna

Każdy wyjazd do Torunia wiąże się dla mnie z bliżej nieokreślonym lękiem... Czy to nie był czasem błąd? Czy nie dojdę do wniosku, że źle zrobiłam, wyjeżdżając? Zawsze jednak wracam w Bory ze spokojem w sercu... bo TU jest moje miejsce.

W Toruniu spędziłam sześć lat. Sporo. Wybrałam gród Kopernika jako miasto, gdzie chcę studiować, ponieważ zawsze zauroczona byłam magią toruńskiej starówki, gotyckich uliczek, strzelistych kamienic... To była dobra decyzja. Studia to czas, który pozwolił mi rozwinąć skrzydła, zarówno intelektualnie, jak i emocjonalnie oraz duchowo. Godziny spędzone w murach poczciwego Maiusa, szperanie w bibliotekach w poszukiwaniu materiałów do prac zaliczeniowych, listy lektur napawające mnie początkowo wielkim przerażeniem, nawet niekończące się kolejki w punkcie kserograficznym — takie obrazy przesuwają mi się przed oczami, gdy myślę „studia”. Przede wszystkim jednak widzę ludzi. Pierwszą „poważną” miłość. Osoby, które tylko przewinęły się przez moje życie, odcisnęły jakiś ślad albo nie, i odeszły, ale i te, bez których już nie wyobrażam sobie mojego świata. Przyjaciele. Zwłaszcza pięć cudownych dziewczyn, z którymi działałam w Kole Językoznawczym. Agnieszka, Ola, Ania, Gosia i Kasia. Spędziłyśmy ze sobą mnóstwo czasu, razem wyjeżdżałyśmy na obozy, by badać gwarę w różnych zakątkach Polski. Długie nocne Polaków rozmowy, noclegi w wiejskich remizach, ogniska... A w Toruniu cotygodniowe spotkania połączone ze wspólnym gotowaniem, lody na Bulwarze, tańce do upadłego w którymś z toruńskich klubów. Mnóstwo wspomnień. Przyjaźnie, które, mam nadzieję, przetrwają. Po studiach rozpoczął się nowy etap — ale nadal towarzyszymy sobie w ważnych wydarzeniach naszego życia, takich jak np. śluby. Niedługo może narodziny dzieci? Mimo że oddalone od siebie geograficznie, duchowo pozostałyśmy sobie bliskie.

Toruń to dla mnie też miejsce, dzięki któremu rozwinęłam się duchowo. Tutaj trafiłam do Duszpasterstwa Akademickiego. Najpierw była Oaza, potem grupa absolwentów, a także korekta w „Podaj Dalej”. Wiara zawsze była w moim życiu istotna, ale udział w cotygodniowych spotkaniach wspólnot, świadectwa, które poznałam, rozmowy z opiekunami, pozwoliły mi na dojrzalszą refleksję. I znów ludzie, którzy pojawili się na mojej drodze. Kolejni, którym tak wiele zawdzięczam...

Wydawać by się zatem mogło, że po studiach będę chciała pozostać w mieście, które przyniosło mi tyle dobrych emocji. I tak właśnie myślałam. Skakałam z radości, gdy już w sierpniu udało mi się znaleźć pracę. Z entuzjazmem rozpoczynałam nowy rozdział życia. Szybko jednak wpadłam w rutynę codzienności – pobudka, praca w jednym z urzędów, zakupy, powrót do mieszkania... Nawet nie zauważyłam, kiedy to wszystko zaczęło mnie przygnębiać. Praca bardzo mnie rozwinęła, umożliwiła zdobycie cennego doświadczenia, ale, po początkowym okresie zachłyśnięcia się nowością, w szybkim tempie zaczęła przytłaczać. Uświadomiłam sobie, że tęsknię za rodzinnymi stronami — za Borami Tucholskimi, za moją wioską, w której są (dosłownie) trzy domy. Denerwowało mnie to, że zmęczona wracam do mieszkania w bloku i nie mogę wyjść do lasu. Brakowało mi przestrzeni. Kiedy zatem po roku nagle otrzymałam propozycję pracy w szkole w Tucholi, długo się nie zastanawiałam. Mimo że zewsząd słyszałam opinie typu: „Popełniasz błąd, tutaj masz dobrą pracę, szanse na awans, spore zarobki”, „No coś Ty, wrócisz na jakąś zapadłą wieś, uwstecznisz się”, „Szkoła? Chyba żartujesz? Chcesz użerać się z uczniami?”, złożyłam wypowiedzenie, spakowałam walizki i wróciłam w moje lasy... I wreszcie poczułam w sercu spokój. Wraz z powrotem w Bory rozpoczęłam też zaocznie drugie studia. Teraz zgłębiam tajniki leśnictwa. Tak, ja — polonistka, walczę z matematyką, botaniką, fizyką, geodezją czy statystyką. I co najbardziej zaskakujące — czuję się na tych studiach bardzo szczęśliwa i spełniona. Dzisiaj, po dziewięciu miesiącach, które minęły od wyjazdu z Torunia, wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Kiedy wstaję rano, spoglądam za okno i widzę las, kiedy nocą, zamiast latarni, zaglądają mi w okna gwiazdy, kiedy nie budzi mnie szum samochodów, ale, co najwyżej, śpiew ptaków — jak bardzo naiwnie by to nie brzmiało — upewniam się w przekonaniu, że to jest moje miejsce, mój skrawek nieba.

Co zatem z Toruniem? Zawsze mieć będę dużo ciepłych uczuć dla tego miasta. Uważam, że jest to wymarzone miejsce, by spędzić w nim studenckie lata. Czy jednak jest to także idealne miasto na dorosłe, dojrzałe życie? Na to pytanie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

PS. Dwa tygodnie temu odwiedziłam Toruń. Chodziłam uliczkami starówki i czułam się... dziwnie. Niby „moje” miasto, ale już nie do końca. Weszłam na końcu do kościoła oo. jezuitów. Spowiedź. I nagle niesamowite uczucie –- tak, tutaj zawsze będę się czuła jak u siebie...

Komentarze: 2 / Skomentuj wpis

Łezka w oku mi się zakręciła :)

to chyba dobrze Miciu:)

Please register or login to post a comment.
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();