Zawsze byłem ciekaw tego po drugiej stronie sceny

O teatrze, filmie i niektórych gatunkach dziewic z Łukaszem Zaleskim rozmawia Mariusz ES

Pamiętam, że po obejrzeniu „Niektórych gatunków dziewic” pomyślałem, że wpłynie to na niektóre osoby, które znam – i myślę, że tak też się stało. Czy chciałeś coś ważnego przekazać w tej sztuce, coś od siebie, a może coś, co wypływa z niej samej, coś, co mogłoby wpłynąć na zachowania ludzi, ich relacje z innymi, czy też wręcz przeciwnie – po prostu dać widzowi rozrywkę?

Łukasz Zaleski: Ta sztuka na pewno ma w sobie rys rozrywkowy. To była miła odmiana po tak ciężkim materiale, jakim jest Słowacki. Z drugiej strony, na pewno nie zdecydowałbym się na zrobienie pustej farsy. Długo szukałem w tym tekście jakiegoś haczyka, czegoś, co ja sam chciałem tym tekstem powiedzieć, bo nie ma sensu przenosić po prostu utworu na scenę bez powiedzenia czegoś od siebie, czegoś indywidualnego. Gdy odkryłem, że w tym tekście jest coś takiego, co mogę powiedzieć właśnie ja, zabrałem się do pracy nad nim.

Tekst Domana w jakiś dziwny sposób rymuje się z „Balladyną”, którą zrobiłem (premiera styczeń 2005, patrz PD11 – przyp. red., http://podaj-dalej.info/czytelnia/article%2C536). Główne postaci tak samo udają, kryją się przed światem, zakładają różne maski, by tylko nie pokazać prawdziwego oblicza. I w obydwu spektaklach, choć bardzo smutnych, jest odrobina optymizmu, bo na koniec Balladyna poddaje się sumieniu, a Jacek też przyznaje się do swojego rodzaju winy. Obydwie te postaci odzierają się na koniec z masek, mówiąc tylko jedno słowo, choć są to słowa znacznie różniące się między sobą.

Jak natrafiłeś na tą sztukę?

Szukałem tekstu na dwoje aktorów, bo wiedziałem, że chcę pracować z Marleną Jasińską i Michałem Meiną. Pamiętałem o dwu takich, które były interesujące. „Blue room” Davida Hare'a i właśnie „Niektóre gatunki...” Domana Nowakowskiego. Obywa teksty były wystawiane w Teatrze Telewizji. Udało mi się nawiązać kontakt z Domanem, który wysłał mi swój dramat. Okazało się, że jest zupełnie inny, niż go sobie zapamiętałem. Szczerze mówiąc, to nie pamiętałem wiele, jedynie jakiś zarys. Trochę się na nim nawet na początku zawiodłem, ale im bardziej go czytałem, tym bardziej okazywał się „mój”.

Doman Nowakowski był na premierze. Jak odniósł się on do Twojej pracy, jak ją ocenił?

Był chyba zadowolony. Był zawiedziony, że nie pokazałem na scenie Araba, który jest w tekście, a z drugiej strony podobały mu się umieszczone przeze mnie i Mateusza Kucza, który przygotowywał wizualizacje, ślimaki. Cieszę się, że był wyrozumiały i nie miał pretensji o wszelkie zmiany w tekście, które poczyniliśmy.

Na premierę „Niektórych gatunków dziewic” przyszło sporo osób. Jaki był odbiór sztuki przez publiczność, z jakimi spotkałeś się opiniami, z jaką krytyką, uwagami?

Cieszę się, że tak wiele osób postanowiło zobaczyć to, nad czym pracowaliśmy ponad pół roku, a tak naprawdę jeszcze więcej, bo tekst zacząłem adaptować jeszcze przed wakacjami. Mamy nadzieję, że nie zawiedliśmy i cieszymy się, że są tacy, którzy uważają, że robimy dobrze to, na czym nam tak bardzo zależy. Dość uważnie słucham tego, co mówią osoby, które spektakl widziały. Ale staram się też do tego dystansować, bo wiele osób wypowiada się na jego temat w skrajnie różny sposób. Jedni uważają za największy plus to, co inni ganią. Słucham więc opinii, ale wprowadzam w nich ostrą selekcję. Z niektórymi się zgadzam i staram się coś poprawiać, inne nie mają wpływu na kolejne spektakle, ale żadnych z pewnością nie ignoruję.

Wróćmy do początków – od kiedy zaczęła się Twoja reżyserska pasja, co było, co jest jej powodem?

To chyba najtrudniejsze pytanie. Odkąd pamiętam ciągnęło mnie do różnych przedstawień, występów. Moja pierwsza rola to Wróbelek Elemelek w przedstawieniu na zakończenie przedszkola. Ale tak naprawdę najbardziej interesowało mnie samo przygotowywanie, tak jak w filmie, zawsze byłem ciekaw tego po drugiej stronie. W liceum przygotowywałem różne kabarety, wieczory poetyckie itd. Ale pierwszym prawdziwym spektaklem jest właśnie „Balladyna” Słowackiego. Śmieję się, że reżyseria łączy dwie rzeczy, które najbardziej kocham. Teatr i rządzenie.

Teatr i rządzenie – czy jesteś więc autorytarnym reżyserem, czy też pozwalasz na własną wizję aktora grającego daną postać?

Na pewno nie jestem autorytarny, choć to ja podejmuję wszelkie decyzje. Aktorzy mogą więc mieć swoje zdanie, mogą dyskutować i próbować przekonywać mnie do swoich racji. Czasem nawet im się to udaje. Mają duży wpływ na kształt spektaklu nawet przed rozpoczęciem prób. Zanim weszliśmy na scenę z „Niektórymi gatunkami...” długo z Michałem i Marleną rozmawialiśmy, o czym jest sztuka, jak my ją rozumiemy itd. W ten sposób wytworzyliśmy naszą wspólną interpretację. Moja rola od tej pory polegała na selekcjonowaniu pomysłów według dwóch kryteriów. Po pierwsze, wybierałem najlepsze, po drugie – te, które najbliższe były temu, co wspólnie ustaliliśmy wcześniej.

Czego oczekujesz od aktorów?

Hehe... Czasem mam wrażenie, że tylko tego, żeby byli punktualni na próbach, umieli tekst i stosowali się do moich wskazówek.

Wspominałeś już o Słowackim i Nowakowskim. Są jacyś dramatopisarze, których lubisz, cenisz najbardziej?

Moim ulubionym dramaturgiem jest zmarły jakiś czas temu Bernard-Marie Koltes. Napisał tylko kilka tekstów, ale są naprawdę dobre. Lubię mocne, wyraziste teksty, dlatego tak cenię Martina McDonagha, Davida Mameta i Harolda Pintera. No i wiadomo... każdy, kto miał do czynienia z reżyserią, marzy o Szekspirze. A z Polaków? Ostatnio sięgnąłem do kilku tekstów Różewicza i zrobiły na mnie wielkie wrażenie. A z młodszego pokolenia chyba najciekawszym nazwiskiem jest Lidia Amejko.

Reżyserowałeś może swoje teksty?

Nigdy. Jest zbyt wielu dobrze piszących dramaturgów, by zamęczać świat własnym grafomaństwem. Chyba wystarcza mi po prostu wyrażanie siebie za pomocą innych autorów. Czasem staram się jednak jakieś małe fragmenty napisane przeze mnie przemycać. W „Balladynie” napisałem polski tekst do piosenki Nicka Cave'a, którą do spektaklu dołączyłem. W „Niektórych gatunkach...” część wystąpień DJ'a została napisana przeze mnie.

Czy są może reżyserzy, na których się wzorujesz? Jeśli tak, to co od nich czerpiesz, czego chciałbyś się od nich nauczyć?

Śmieję się, że chciałbym tak adaptować tekst jak Jarzyna, tak inscenizować jak Warlikowski i prowadzić aktorów jak Glińska. Nie będę jednak ukrywał, że moim największym idolem z całej tej trójcy jest Krzysztof Warlikowski. Nie mogę też zapomnieć o Krystianie Lupie. A po premierze „Pułapki” Różewicza w naszym teatrze im. W. Horzycy zacznę chyba dołączać to tych nazwisk Petera Gothara.

Teatr czy może coś więcej, np. film? Czy zamierzasz pozostać reżyserem teatralnym czy filmowym? A może jedno i drugie?

Jeszcze nie wiem, czy zamierzam zostać reżyserem w ogóle, choć zaczyna mi to sprawiać coraz większą radość i daje niezwykłą satysfakcję. Jestem na czwartym roku studiów i w najbliższym czasie będę musiał zdecydować, czy wybieram drogę filmową i Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego czy drogę teatralną i Szkołę Teatralną w Krakowie. Wtedy moje być albo nie być reżyserem pozostawię komisji rekrutacyjnej.

Jaki gatunek kina jest Ci najbliższy, jakie kino poleciłbyś naszym Czytelnikom? Filmy naprawdę warte obejrzenia? Czy wśród nich znajdą się jakieś nowości?

Dla mnie najważniejsze nazwiska to Peter Weir, Michael Haneke, Patrice Chereau. Gorąco polecam ich twórczość. Do kin niedawno wszedł film Atoma Egoyana, bardzo interesującego reżysera z Kanady – twórcy „Słodkiego jutra” i „Podróży Felicji”. Z pewnością jest to kino warte polecenia.

Polska kinematografia – jak oceniasz nasze ostatnie kinowe „hity”?

Lubię polskich twórców, którzy robią kino autorskie, mają własny, rozpoznawalny styl - Andrzeja Barańskiego, Dorotę Kędzierzawską czy Jana Jakuba Kolskiego, choć jego ostatnie dwa filmy mocno mnie zawiodły. Cenię Izabelę Cywińską i jej niepokorność, która pozwoliła Cywińskiej zrobić chociażby świetny „Cud purymowy”. Ostatnio zajmuję się jednak głównie młodym Łukaszem Barczykiem, twórcą „Patrzę na Ciebie, Marysiu”, gdyż jego twórczość jest tematem mojej pracy magisterskiej.

Jesteś na początku swojej reżyserskiej drogi. Jak oceniasz możliwości i szanse młodych reżyserów? Czy są może tacy, którzy według Ciebie zasługują na szczególną uwagę?

Niedawno powstał nowy urząd, który ma podobno wspierać młodych twórców filmowych. Mam nadzieję, że przyniesie to rezultaty. Złote Lwy na Festiwalu w Gdyni coraz częściej przypadają debiutantom i jest to chyba jakiś znak czasów. „Warszawa” Gajewskiego i „Pręgi” Piekorz są z pewnością jednymi z najciekawszych polskich filmów ostatnich lat. Jest jednak wielu twórców, którym udało się świetnie zadebiutować i nie mogą zdobyć funduszów na drugi film. Tak jest chociażby z Markiem Lechkim („Moje miasto”) i Andrzejem Urbańskim („Belissima”).

Najbliższe reżyserskie plany?

Pracuję nad nowym projektem i powinienem rozpocząć próby w październiku. Nie chcę jednak zdradzać tytułu, ani autora, żeby po raz kolejny zaskoczyć. Podpowiem, że będzie to powrót do klasyki, choć już nie tak odległej jak Słowacki, i znowu będzie czas na głośny śmiech i głęboką zadumę. Już dziś zapraszam na premierę.

Słowo do Czytelników „Podaj Dalej”

Pozdrawiam wszystkich Czytelników i po wakacjach zapraszam na „Niektóre gatunki...”, które mamy zamiar jeszcze pokazać w Domu Muz, no i oczywiście na przygotowywany przez nas nowy spektakl.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();