Wyobrażnia i miłosierdzie

Nie przypuszczałem, że po latach znowu znajdę się w radiu. Do Warszawy jechałem w środę, 7 kwietnia, w innym celu. Miałem umówione spotkania i kilka spraw do załatwienia ale przede wszystkim chciałem tam po prostu być, tak jak inni.

Wieczorem krążyłem po Placu Piłsudskiego, Krakowskim Przedmieściu, Placu Zamkowym, płynąc w rzece ludzi w rytmie myśli i modlitw. Po drodze mijałem kościoły. U Św. Brata Alberta z Duszpasterstwem Środowisk Twórczych, jak codziennie, od 18.00 do 21.00 na czuwaniu, przy poetyckim słowie i muzyce poważnej, trwali wybitni polscy artyści. U Św. Anny i Św. Krzyżu, Msze żałobne, lecz natłok uczestników tak wielki, że wejść dalej niż za próg świątyni nie sposób. Gdy z zadumy wyrwał mnie dźwięk telefonu komórkowego i zaprzyjaźniony dziennikarz pytał, czy nie zechciałbym przyjść do radia kolejnego dnia, w czwartek, odmówiłem. Wolałem pozostać sam na sam z myślami i emocjami, a propozycję przyjąłem wręcz w duchu, jako swoisty zamach na prywatność. W czwartek, 8 kwietnia, powtórzyłem swój rytuał. Rano, przy domu w Alejach Niepodległości 163, nieoczekiwanie natknąłem się na kolejny punkt naznaczony żałobą: kwiaty, znicze, wieńce i słowa współczucia od współmieszkańców kamienicy, w której zamieszkiwał w Warszawie Prezydent Ryszard Kaczorowski. Stąd odebrał go oficer BOR-u rano, 10 kwietnia... Kończąc więc tego dnia marsz po Stolicy zatrzymałem się przy Belwederze, gdzie kilometrowy szpaler ludzi oczekiwał na oddanie mu hołdu. Dopiero w wieczornej rozmowie z jezuitami zapracowanym w radiu i telewizji dotarło do mnie pełniej, jak trudno być w takich chwilach dziennikarzem. To było wyzwanie do niczego dotąd nieporównywalne, tak pod względem warsztatowym jak i psychologicznym, ludzkim, osobistym. W perspektywie było jeszcze zadanie o wyższej skali trudności: niedzielna relacja z uroczystości pogrzebowych w Warszawie i Krakowie. Im dłużej trwała ta rozmowa, tym bardziej słabła moja „osłona prywatności”, a wzrastała chęć solidarnego wsparcia medialnego trudu. Zapewne zdziałał odruch, impuls, że nie wystarcza tylko trwanie w świecie własnych przeżyć, że trzeba „coś” zrobić. Chyba podobnie uważali i ci, którzy nie bacząc na zmęczenie podróżą tylko po to przyjeżdżali do Warszawy, aby po kilkunastu godzinach oczekiwania na chwilę wejść do Pałacu Prezydenckiego lub Belwederu.

Do niedzielnej transmisji z Krakowa, do której w Polskim Radiu zostałem zaangażowany wraz z Krzysztofem Grzesiowskim i Wiesławem Molakiem, zbierałem myśli w piątek i sobotę Toruniu. Powróciły pierwotne refleksje związane z Niedzielą Miłosierdzia. Nieodparcie powracało kojarzenie 2 kwietnia 2005 i 18 kwietnia 2010. Nie na zasadzie porównywania nieporównywalnych faktów — śmierci Jana Pawła II i katastrofy pod Smoleńskiem. Raczej niezaprzeczalne przekonanie, że dotyka nas coś istotnego, że nasza polska historia naznaczona zostaje w chwilach dramatycznie trudnych bliskością przesłania miłosierdzia Bożego, które za sprawą św. Faustyny rozprzestrzeniło się na cały świat też z tej ziemi. Duchowe doświadczenie Faustyny Kowalskiej dojrzewało w czasie, gdy panował i zagrażał światu i religii ten sam system, którego ofiarą padli zamordowani w Katyniu. Uroczystości rocznicowe miały być dla nich „zadośćuczynieniem miłosierdzia”. Jan Paweł II dokonał decydujących aktów w szerzeniu tamtego przesłania: od encykliki „Dives in Misericordia”, przez kanonizację S. Faustyny, po ustanowienie w 2000 r. Święta Miłosierdzia oraz apel z jego ostatniej pielgrzymki do Polski, o „wyobraźnię miłosierdzia” (Kraków, homilia na Błoniach, 18.08.2002). Mówił papież m.in.:

„Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba 'wyobraźni miłosierdzia', aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: 'Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj'. Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! 'Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią' (Mt 5, 7).”

Te myśli skojarzyły mi się z zapamiętanym obrazem młodego człowieka, jednego z tysięcy w kolejce do Pałacu, z którym rozmawiał reporter którejś stacji telewizyjnej. Pytany, co dalej będzie po tej tragedii, odparł krótko: „Będziemy musieli bardzo szybko dojrzeć”. Miał głęboką rację. Bo będziemy musieli — jak sądzę — bardzo szybko dojrzewać do wyobraźni miłosierdzia. To może być ścieżka do wzajemnego zrozumienia i szukania jedności mimo różnic. Do większej odpowiedzialności elit świata polityki, kultury, mediów. A jeszcze bardziej trzeba szybko dojrzeć, aby z Katynia wyrosło, silniejsze niż drzewa ciemnego lasu śmierci, pragnienie pojednania między narodami, które zranione są wzajemnymi uprzedzeniami i wrogością po niemiłosiernych latach totalitarnego komunizmu: Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Gruzini, Ormianie, Litwini... i inni.

W katedrze na Wawelu, tuż obok siebie zasiedli na czas liturgii, prezydenci Rosji, Ukrainy, Litwy a nieopodal Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Polak, Jerzy Buzek. Wszyscy przekazali sobie znak pokoju. Myślę teraz, że to był symboliczny, mocny akord pośród wielu brzmień z tego dnia. Potrzeba jednak nadal wyobraźni i miłosierdzia.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();