Weźmy na siebie odpowiedzialność

Zbliża się rocznica tragicznych wydarzeń w Smoleńsku. Rocznica katastrofy, która okazała się dla nas wszystkich oblanym egzaminem z odpowiedzialności. Odpowiedzialności, której nie chcieliśmy dźwigać.

Podejmowanie wyzwania

Kiedy myślę o ludziach, którzy zasłużyli sobie na miano świętych, nie widzę żadnego blichtru. W moim obrazie nie ma aureolki, kolorowego otoczenia i adoracji ze strony Kościoła. Mój obraz jest do bólu realistyczny - to nędza, przemoc, państwa Trzeciego Świata wykorzystywane przez lata imperializmu. Miejsca, w których rządzi prawo silniejszego, gdzie słabi są marginesem. To świat, z którego chciałoby się uciec. A jednak w tych miejscach pojawiają się ludzie gotowi oddać swoje własne życie za odrobinę szczęścia innych, słabszych istnień. Moi święci. Nie ci, którzy trafią do „oficjalnego” grona beatyfikowanych, ale ci, którzy czują się odpowiedzialni za drugiego człowieka, wspólnotę, swoje otoczenie. Nie szukają wymówek i nie użalają się nad marnością świata. Po prostu biorą się do ciężkiej pracy o lepsze życie bliźniego, gotowi zmierzyć się ze swoją psychiką i cierpliwością. Mówiąc prościej - gotowi, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność.

W roli świętych

Takie osoby stają się dla nas autorytetami - imponują nam, pobudzają do szczytnych działań, obojętnie, jakie myślenie reprezentujemy. Cel takiej walki „o lepsze jutro” może się wydawać bardzo odległy. Może tak jak odległe wydaje się pogodzenie naszej spolaryzowanej narodowej wspólnoty, która dzieli się na grupy, budując grube mury z kompleksów i fobii. Atmosfera po katastrofie Smoleńskiej wyraźnie pokazała, jak łatwo stajemy naprzeciw siebie. Po jednej stronie „fanatycy”, po drugiej stronie „zdrajcy”. Nagle okazało się, że „tu jest Polska”, a tam już coś innego, że ci, którzy nie chcą być z nami, z pewnością chcą nas zniszczyć. Wyszło więc na to, że w swojej „świętości” przez bardzo małe „ś” potrafimy zabrać rodakom przynależność do naszego, wspólnego państwa lub odmówić im prawa do wiary. Nie mówimy przecież o wojnach religijnych czy etnicznych - mówimy o pęknięciu we własnym gronie, skazie, która pojawiła się, gdy nie potrafiliśmy wziąć na siebie odpowiedzialności. Nie przypominam sobie, żeby osoby święte odmawiały komukolwiek podstawowych praw, żeby wykluczały go ze wspólnoty. Dlatego przeraża mnie, że spór wokół wypadku Tupolewa mógł jednocześnie stać się takim wypaczeniem nauki kościoła, taką niemocą episkopatu w pogodzeniu ludzi, z których zdecydowana większość deklaruje się jako osoby wierzące w Chrystusa.

Trudna sztuka samokrytyki

Mijały kolejne miesiące po tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu, a atmosfera wokół niej wciąż była napięta. Na grunt polityki przerzucono to, z czym społeczeństwo nie mogło sobie poradzić - ciężar odpowiedzialność za wydarzenia z 10 kwietnia. Łatwo przyszło nam wybielanie siebie i obwinianie wszystkich innych o wypadek. Dostało się więc Rosjanom, każdej partii politycznej i ich liderom. Język i poziom tej debaty nie są nawet warte komentarza. Cały ten medialny szum i teorie spiskowe pojawiły się, bo na to pozwoliliśmy, bo nie chcieliśmy słuchać argumentów, utarliśmy sobie zdanie i zamknęliśmy się na inny sposób myślenia. Dziś zastanawiam się, czy rocznica tragedii będzie momentem wspólnej zadumy - jak podczas pogrzebu pary prezydenckiej - czy może nową odsłoną starych problemów?

Taktyka małych kroczków

Wiem, że nie ma jednego cudownego antidotum na to zatrucie nienawiścią, ale przecież nie o to chodzi, żeby jeden człowiek nagle zerwał się i jak literackie postacie romantyzmu odgrywał rolę narodowego mesjasza. Chodzi o to, żeby każdy z nas patrzył na to, jak traktuje innych, starał się wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie. Niech każdy zrobi parę takich małych kroczków. Może wtedy następne wielkie wydarzenie w naszej historii, czy będzie dramatem, czy wyzwaniem, czy powodem do świętowania, będziemy już przeżywać wszyscy wspólnie. Bez obrzucania się obelgami, bez grymasów na twarzy, bez podziałów.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();