Uzdrawianie przyszłości albo o życzeniach pobożnych

Życzenia zdrowia, toast na zdrowie, modlitwa o zdrowie i uzdrowienie są tak obiegowymi zwrotami, że nie pytamy, co wyrażają. A może jednak warto pomyśleć zanim się je wypowie?

Potocznie przez „pobożne życzenia” rozumiemy coś, co jest nierealne, co wbrew usilnym zapewnieniom spełnić się nie da. Ale pobożność, chcemy czy nie, wkracza w większość naszych życzeń. Odróżnijmy więc „życzenia pobożne” od „zbożnych życzeń”. „Zostańcie z Bogiem” – mawiała moja mama wychodząc na dłużej z domu. Życzenie zbożne – to takie, które pragniemy, aby się spełniło lub napełniło z Bożą obecnością.

Najczęściej życzymy sobie zdrowia. Najczęściej jest to tylko pobożne życzenie, bo tak naprawdę trudno zdefiniować, co to znaczy, a tym mniej można liczyć na to, że w stu procentach się spełni. Jednak życzenie zdrowia ma też i zbożny sens. Łacińskie słowo salus – zdrowie oznacza bowiem również zbawienie. Salvator – Zbawca to także uzdrowiciel. Życząc komuś zdrowia, po cichu życzymy mu… zbawienia.

Zbieżność znaczeń „zdrowie” i „zbawienie”, która wyrosła z teologicznej etymologii, bywa jednak źródłem nieporozumień. Fatalistyczna – w odróżnieniu od fundamentalistycznej – lektura tekstów biblijnych skłania wielu gorliwych, nawet chrześcijan, do utożsamiania braku zdrowia z karą Bożą albo działaniem złego ducha. Tak często rozumowali ludzie z czasów Starego Testamentu. Dlatego w kanonie Pisma Świętego jest m.in. Księga Hioba, która temu myśleniu przeczy. A św. Ignacy Loyola, jako znakomity znawca pułapek duchowości, nieprzypadkowo wskazuje w „Fundamencie” Ćwiczeń Duchownych, że dla chwały Bożej i zbawienia człowiek musi tak usposobić się wewnętrznie, „abyśmy nie pragnęli bardziej zdrowia niż choroby… życia długiego więcej niż krótkiego” (CD n. 23). Bo Bóg i Jego miłość jest celem, wszystko inne tylko środkiem. Zbawienie – salus – można wprawdzie w przenośni łączyć „ze zdrowiem duszy i ciała”, ale tylko pamiętając, że jest ono zjednoczeniem z Bogiem, od którego nic nas nie dzieli, przede wszystkim – grzech. Dlatego, zanim Jezus uzdrowił paralityka (Mk 2, 1-12) powiedział: „synu odpuszczają ci się Twoje grzechy.”

Wśród popularnych pojęć i zjawisk w dziedzinie duchowości pojawiło się w ostatnich latach „uzdrowienie międzypokoleniowe”. Kaznodzieje nawiązujący doń cieszą się wielkim wzięciem, a wydawcy książek na ten temat nie martwią się o popyt. Swego czasu, ks. Andrzej Siemieniewski, obecnie biskup pomocniczy Archidiecezji Wrocławskiej, nie bez humorystycznego sarkazmu odniósł się do tego fenomenu (http://www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=238294&t=238289). Warto w skrócie poznać jego przemyślenia:

Otóż okazuje się, że podobno grzechy naszych przodków mają na nas złowrogi wpływ, i to aż do trzeciego i czwartego pokolenia. Dziadek kradł kozy, a ja z tego powodu mam kłopoty z uczciwością. Praprababcia była lafiryndą: i rzecz jasna, stąd moje problemy z czystością…

Mam nawet przed sobą jedną z takich książek. Poleca uwalniać się od fatalnego wpływu minionych pokoleń w takich oto modlitwach:

– „Panie, w czternastym pokoleniu ojca przeciwstawiamy się beznadziejności i desperacji” (Hm, pomyślałem sobie przy tej modlitwie, to chyba mniej więcej za króla Batorego…).
– „Dziękujemy, Panie, za uzdrowienie rygorystycznego życia w trzynastym pokoleniu matki: za tych dotkniętych ciężkim ubóstwem i zimnem” (Czy ktoś jeszcze pamięta te mrozy w styczniu 1649 roku?)…

Jedna z książek na temat uzdrowienia międzypokoleniowego powołuje się na następujące wersety z Biblii: – „Pan, Twój Bóg, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia” (Wj 20,5).

– „Pan (...) zsyła kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia” (Wj 34,7)…

Czytałem i czytałem, i czułem się coraz głębiej wdeptany w ziemię. Pomyślałem o grzechach pradziadka. O złych myślach i zaniedbaniach prababci. I dudniło mi w uszach: Bóg karze! Pan zsyła za to kary na mnie! Wpatrywałem się w przeszłe pokolenia. Strumyk błotnistej wody grzechów i win spływał na mnie: tu właśnie był powód moich niepowodzeń. Mam kłopoty – z powodu pradziadka; mam problemy – z powody praprababci. Oni są winni! Błotnista woda płynąca z poprzednich pokoleń zatruwa nieustannie moje życie… Coraz wyraźniej widziałem: słusznie pisali o uzdrowieniu międzypokoleniowym, że przyczyn trzeba szukać w złym wpływie poprzednich pokoleń na nas. Teraz cierpię za grzesznych dziadków, pradziadków i prababcie. Coraz wyraźniej precyzowało się w moich myślach wynikające stąd przykazanie: „Posądzaj ojca swego i matkę swoją, że to przez nich wzięły się twoje problemy; dziadkom swoim nie ufaj, pradziadków zaś miej za podejrzanych. Jesteś owocem własnego drzewa genealogicznego, a drzewo to dobrych owoców przynosić nie może.”

Na wszelki wypadek sięgnąłem do Starego Testamentu, aby odszukać tamte groźnie brzmiące wersety. Okazało się, że są one trochę dłuższe, niż cytowano to w książkach o uzdrowieniu międzypokoleniowym. Niewiele, ale jednak dłuższe.

– „ Pan, Bóg twój, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia (…), okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia względem tych, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań” (Wj 20,5).

– „Pan zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia – ale miłosierny i litościwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia” (por. Wj 34,7).

Przeczytałem to w Piśmie Świętym raz, drugi, przetarłem oczy, podszedłem do światła: cały czas stało jak wół: „Bóg okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia!” Skutki grzechu przodków, owszem, istnieją: mają taką siłę, by dotrwać do trzeciego lub czwartego pokolenia, a potem wygasają. Istnieje jednak wpływ silniejszy: skutki świętości przodków. Mało tego: te dobre wpływy są setki razy silniejsze niż te złe. Jeśli „pobożna arytmetyka” ma nam choć trochę pomóc, to można by w przenośni powiedzieć, że są co najmniej 250 razy silniejsze, skoro trwają aż do tysiącznego pokolenia, a złe – tylko do czwartego.

Jeśli więc minutę mówiliśmy o złym wpływie minionych pokoleń, to teraz o wpływie dobrym powinniśmy mówić 250 razy dłużej, czyli cztery godziny!

Z tych refleksji ks. Siemieniewski słusznie wnioskuje o ważności IV Przykazania: Żegnajcie więc, upiorne myśli o grzesznych pradziadkach, żegnaj, lęku o przodkach-złodziejach i praprababciach-ladacznicach! Nie musimy bać się ich grzechów. Nie musimy ich wspominać. Nie musimy stosować nowego przykazania według ludzkiego pomysłu: „Posądzaj ojca swego i matkę swoją, że to przez nich wzięły się twoje problemy; dziadkom swoim nie ufaj, pradziadków zaś miej za podejrzanych; rozważaj ich grzechy, słabości i niewierności, i stale miej je w pamięci.” Wystarczy nam stare, dobre, Boże przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył na ziemi” (Wj 20,12).

Zacytowałem obszernie trafione uwagi teologa, gdyż nazbyt często spotykałem ostatnio osoby zdesperowane, wstrząsane skrupułami i lękiem, które pod wpływem udziału „w modlitwie o uzdrowienie międzypokoleniowe” jeszcze bardziej pogrążyły się w pesymizmie i beznadziei. Modlitwa „nie zadziałała”, a więc – jestem pod wpływem szatana. Pewien biskup z troską opowiadał o przypadkach zaniechania koniecznej terapii onkologicznej, zakończonych zgonem pacjentów, wskutek obietnicy „uzdrowienia modlitwą.” Sam, dla zyskania bezpośredniego poznania, wysłuchałem nagrań ze spotkań z autorem książek o „uzdrowieniu międzypokoleniowym” i doznałem wstrząsu. Mówca powołuje się na C.G. Junga i to w koncepcji archetypów osadza przekonanie o „grzechu przekazywanym między pokoleniami.” Z jednej z koncepcji psychoanalizy czyni uniwersalny „model teologiczny.” Tyle, że powstaje teologia zupełnie niechrześcijańska. Nie ma w tym deterministycznym fatalizmie miejsca na „nieciągłość” z łaski Boga. Nie ma otwarcia na przyszłość. Nie ma tego, o czym świadczą słuchane przez nas ze znużeniem w adwencie genealogie Jezusa z Ewangelii Mateusza (rozdz. 1) i Łukasza (rozdz. 3), że zbawienie ludzkości spełnia się pomimo i wbrew grzeszności praprzodków. Tak zwane „uzdrowienie międzypokoleniowe” zaliczyć trzeba więc do… pobożnych życzeń.

Problem leży zapewne w tym, że te i podobne koncepcje oferować chcą łatwy lek na niepokoje i lęki ludzkiego serca, których aż nadto dostarcza współczesny świat i postmodernistyczna kultura. Lek może być jednak groźniejszy niż choroba. Tak jak armatni wystrzał do komara może nie tylko ogłuszyć, ale i zranić ochoczego o kanoniera.

Najbardziej mnie osobiście podnoszące na duchu słowa znajduję u św. Jana: jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko (1 J, 3, 10). I dlatego ośmielam się zbożnie życzyć uzdrawiania naszej przyszłości.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();