Student

Codziennie, od rana zajęcia. Coraz częściej wychodzę z domu z myślą, że się spóźnię, nie zdążę. Z tego powodu szybko redukuję i zmieniam plan działania zanim wejdę na wydział. Tym samym, od rana mój umysł pracuje na najwyższych obrotach myślenia strategicznego. A im dalej w tydzień, tym trudniej.

Zajęcia, zajęcia, zajęcia! Tu coś przygotować, tam coś przeczytać, tutaj projekt, tam dyskusja. Przynieść, oddać, wymyślić. Magisterka, spotkania, radio. Sprzątanie. Jedzenie. Sen. Uff... Czasu na refleksję brak. A gdy niechcący takowa przyjdzie, zaczynam się zastanawiać, jaki to ma właściwie sens? Po co to wszystko? Gdzie w tym jestem ja? Gdzie człowiek? Życie? Nie wspominając o Panu Bogu… Zanim dojdę do czegoś sensownego, moje oczy zamykają się pod ciężarem dnia, a po przebudzeniu wita mnie kolejny zapracowany dzień, podczas którego trudno o refleksję.

Zwykły

Kiedy dopada mnie melancholia i zaprzeczanie temu wszystkiemu, co jest, obawy, obwinianie siebie, innych, poczucie bezsensu, złość, z pomocą przychodzi Pier Giorgio. Przystojny, dobrze zbudowany, młody mężczyzna. Klasyczne rysy twarzy, orli nos, czarne oczy, gęste, zaczesane w tył włosy. I ten jego uśmiech! Chłopak wysportowany, niesamowicie aktywny i oddany sprawie. Z bagażem nauki i trudnymi relacjami w domu. Normalny, młody człowiek, którego życie „na pierwszy rzut oka […] nie odznacza się niczym nadzwyczajnym”. Student zdający egzaminy z mniejszym lub większym trudem. Organizator górskich wycieczek i fascynat wspinaczki, przeżywający wielką miłość, a także cierpienie osobiste. Założyciel Towarzystwa Ciemnych Typów. Palił cygara. A do tego służył na wojnie jak wielu jego rówieśników.
Pier Giorgio Frassati przyszedł na świat 6.04.1901 roku w Turynie, jako syn Alfreda Frassatiego i Adelaidy z domu Ametis - dziecko malarki i założyciela oraz właściciela włoskiego dziennika „La Stampa”. W późniejszym czasie ojciec Piera został mianowany senatorem. Jako ambasador przebywał również w Berlinie. 17 miesięcy po narodzinach chłopca, na świat przyszła jego młodsza siostra Luciana. Najwierniejsza przyjaciółka i towarzyszka dziecięcych zabaw.

Niezwykły

Chciałabym napisać, że w domu otoczony był atmosferą miłości, zrozumienia i zainteresowania. Niestety… Przed jego narodzeniem, w 1900 roku, w wieku 8 miesięcy zmarła jego siostra Elda. Matka pragnęła dziewczynki, która złagodziłaby żal i ból po stracie córki. Urodził się Pier. Zaraz po urodzeniu spotkał się z brakiem akceptacji. „Rozczarowanie, że na świat przyszedł chłopiec zamiast upragnionej dziewczynki […] skłoniły mamę do traktowania Doda – jak malec sam siebie nazywał - jak dziewczynki; dziewczynki gwałtownej i stanowczej […]”. Mimo to, Pier „Bezgranicznie kochał swoją «mamusię, śliczną gwiazdkę promienną»”. Ojciec był dla niego surowy i niezwykle wymagający. Marzył, by „La Stampa” znalazła się w rękach syna.
Pier prowadził życie niezgodne „z wychowaniem i obyczajami swego domu”. Codziennie uczestniczył we mszy świętej, niemal cały czas odmawiał różaniec. Był życzliwy dla służby, pracowników ojca, chętnie pomagał obcym i angażował się w działalność społeczną.
Brak zrozumienia i poznania towarzyszyły mu przez całe życie. W domu spotykał się z surowym wychowaniem, oschłością, wygórowanymi ambicjami, pretensjami o częste spóźnienia i powroty do domu w niepełnym ubraniu (które, już jako mały chłopiec, potrafił oddać biedakowi spotkanemu na ulicy). Rodzice nigdy nie zapytali go o powód spóźnień: „nikt nie starał się poznać go naprawdę”. Dopiero podczas pogrzebu, na który przyszły tłumy, rodzice zobaczyli, jak wielu ludziom pomógł ich syn, jak wielu miał przyjaciół, ilu ludziom był potrzebny, ilu go znało. Dopiero wtedy otworzyły się im oczy. Dopiero wtedy oni go poznali.

Wyjątkowy

Umierał sześć dni. W samotności. W tym samym czasie, co jego ukochana babcia Linda - wzór i źródło jego głębokiej wiary. Domownicy, przejęci jej stanem, niemal bez przerwy trwali przy niej, by nie umarła w samotności, by towarzyszyć jej i pomóc w tych ostatnich chwilach. Pier Giorgio również przy niej czuwał, jednocześnie znosząc docinki rodziny, wyrzuty, że wychodzi z domu, gdzieś biega, coś załatwia, śpi, że nie ma go przy babci. Nie powiedział nic o tym, że sam źle się czuje. Nosił swoje cierpienie cicho i samotnie. Dopiero po śmierci babci jego stan pogorszył się tak bardzo, że przykuł go do łóżka. Pier zmarł 4 lipca 1925 roku na skutek choroby Heinego-Medina. Miał 24 lata.
Młody, zabiegany, pełen życia i energii. Radosny i widzący sens głębszy, dalszy w tym, co robi, komu służy. Każdy jego dzień był modlitwą. Każde spotkanie, spotkaniem z Bogiem. Nie szukał Go w cudownych, nadprzyrodzonych zjawiskach, nie wypatrywał jakiegoś WOW! Spotykał się z Bogiem w codzienności. Tak po prostu, codziennie, bez rozgłosu i gwałtowności, bo: „Prawdziwe dobro – mówił – można czynić jedynie niepostrzeżenie, stopniowo, każdego dnia, w pełnej zażyłości”. Oddawał siebie tym, którzy go potrzebowali, których kochał. Szacunek, miłość, radość, zainteresowanie wypływały z jego nieustannego Spotkania. Jedna z jego przyjaciółek powiedziała kiedyś: „Pier Giorgio przekraczał drugie przykazanie, gdyż kochał bliźniego bardziej niż siebie samego”.

Spójrz, on był normalnym człowiekiem. Po ludzku nawet przegranym i trochę nieżyciowym. Bo kto teraz zajmuje się innymi, zamiast dbać o swoją przyszłość, karierę? Kto oddaje biednym swoje ubrania, ot tak, na ulicy? Życie to dżungla, a my mamy w niej przetrwać, przepychać się łokciami, dążyć do celu niemal każdym kosztem. A on? Wiem - to były inne czasy. Czasy innych problemów, ludzi, innego kraju. A jednak Pier wydaje się być do nas – młodych ludzi - tak podobny i tak zwyczajny. Zwyczajny, w swej niezwyczajności, syn, brat, student, przyjaciel. Zaangażowany, zabiegany, zmęczony, tak jak ja. Może również Ty. On znalazł w tym sens. Spotkanie z człowiekiem uczynił spotkaniem z Bogiem, przekazaniem dobra, miłości. Widział w tym coś więcej i było to dla niego tak naturalne! Dawało radość, zadowolenie! Zastanawiam się nad tym, czy każda zwyczajność jest niezwyczajna… chyba tak… Każdy z nas ją ma i każdy realizuje ją inaczej, bo każda zwyczajność jest inna i każda zwyczajność może doprowadzić do świętości.

Korzystałam z następujących źródeł:
L. Frassati, Mój brat Pier Giorgio, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1962.
L. Frassati, Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1999.
http://ddmgniezno.pl/teksty/908-bl-pier-giogrio-frassati-wspomnienie.html; dostęp: 14.03.2011.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();