Sport na łopatkach

Sport jest piękny, ale dlaczego polski sport kojarzy się już, przede wszystkim, z polityką i nieczystymi interesami? Dlaczego poszczególne dyscypliny poznajemy głębiej dopiero po zwycięstwach Polaków? I dlaczego sukcesy sportowe ostatnich lat zawdzięczamy jedynie wielkim indywidualnościom i nierzadko przypadkowi?

Nie bójmy się powiedzieć, że sport od zawsze był wielkim biznesem. Wiadomo, ile kosztuje reklama w przerwie finałowego meczu Ligi Mistrzów, zdarza się, jak wiemy, że pasmo reklam i sponsorów jest dłuższe od walki bokserskiej. Wszystko dlatego, że sport, rywalizacja przyciągają tłumy. Niestety, w Polsce gromadzą się one głównie przed odbiornikami telewizyjnymi. Jesteśmy takim dziwnym krajem, gdzie kocha się każdy sport, w którym ktoś z “naszych” odnosił i odnosi w danym momencie sukcesy. Bez wzajemności i bezwarunkowo uwielbiamy tylko piłkę nożną.

Na pewno każdy z nas pamięta najlepszy sezon Adama Małysza, większe i mniejsze osiągnięcia Kubicy na torach F1 i złoto Tomasza Majewskiego z Pekinu. To jednak tylko wielkie indywidualności ostatnich lat, ludzie, którzy właściwie sami zapracowali na sukces. Przy okazji wielkich międzynarodowych imprez sportowych zawsze czekamy sukcesy Polaków, ale, niestety, wiele wskazuje na to, że nie można liczyć na zbyt wiele. Zacznijmy jednak od początku.

Kondycja dzieci i młodzieży

Obecnie, w wielu szkołach, dzieci w wieku 7-14 lat noszą do szkoły plecaki, ważące tyle co 1/3 ich masy ciała (dla porównania norma BHP przewiduje limit przenoszonych ciężarów dla dorosłych do 25% masy ciała), 60% ma wady postawy, ponad połowa nadwagę, w tym 15% otyłość. Przy tym, jak doskonale wiemy, najmłodsi w dużej mierze odżywiają się słodyczami i chipsami, więc nie mają solidnej bazy, by wykształcić zdrowy organizm, w tym, prawidłowo funkcjonujący, układ ruchu. Oprócz tego, zdarza się coraz częściej, że, faszerowana hormonami, żywność powoduje, m.in., zaburzenia prawidłowego wzrostu. Od tego się zaczyna, a dalej nie jest lepiej.

Lekcje WF-u. W większości prowadzone są fatalnie, czasem kumulowane jednego dnia w tygodniu. Przede wszystkim jednak- jest ich za mało. Co oznacza „fatalnie”? Nauczyciele trzymają się tabeli wymogów, w których, dla każdego przedziału wiekowego, określane są limity, gwarantujące odpowiednią ocenę. Jest to najgłupsze rozwiązanie, jakie można było wymyślić. Wiadomo przecież, że możliwości poszczególnych uczniów, nawet w jednej klasie, są różne; oczywiste jest, że ktoś, kto ma 170 cm wzrostu, skoczy wzwyż więcej niż jego kolega o wzroście 150 cm. Fakt, to prawda, niższy może nadrobić skocznością, ale nie ma gwarancji, że tak będzie. Nie każdy ma też wrodzoną szybkość (jest to cecha motoryczna, którą najtrudniej wyćwiczyć) i w biegu na 60 m wynik 10.5 s będzie dla niektórych sukcesem, choć tabela nie wskaże dobrej oceny. Zapewne wielu z nas zna to bardzo dobrze ze szkoły podstawowej i gimnazjum.

Jeszcze niewielu nauczycieli wpadło na pomysł, by oceniać po prostu postępy uczniów i ich pracę w ciągu roku szkolnego. Kto jest uparty, pracuje nad sobą i próbuje, zacznie skok wzwyż z wynikiem 85cm, ale następnym razem skoczy już 95. Taki uczeń jest wart więcej, niż klasowy nr 1, który utrzymuje od lat wynik 130.

Nie przekonam tu żelaznych zwolenników systemu tabeli, ale wiem, jak wpływa ów system na ucznia. Zawsze bowiem znajdzie się grupa lub chociaż jedna osoba, która nie spełnia określonych wymogów. Takie dzieci reagują niechęcią na lekcje WF-u i jakiekolwiek formy ruchu, w tym gry zespołowe, poza szkołą, bo czują, że są “słabe”, a z czasem jedynym sportem, jaki lubią, pozostaje piłka nożna w telewizji. Kto tego nie doświadczył, nie potrafi sobie wyobrazić nerwów podczas wykonywania ćwiczeń na ocenę i świadomości, że, mimo dawania z siebie wszystkiego, skończy się to kolejną oceną 2 lub, w najlepszym wypadku, 3- w dzienniku. Nic więc dziwnego, że coraz powszechniejsze jest „załatwianie” sobie, przez całkowicie zdrowych uczniów, całorocznych zwolnień z zajęć.

Rekrutacja zawodników

Drugim problemem jest poszukiwanie zawodników. Zanim sportowiec trafi na wysokiej rangi zawody, przechodzi bardzo długą drogę, pełną wyrzeczeń, uporu i ogromu włożonej pracy.

Poszukiwania przyszłej kadry powinny zaczynać się jak najwcześniej. System rekrutacji w przypadku gier zespołowych działa w dużym uproszczeniu tak, że z dużej, standardowo 30-40-osobowej grupy dzieci, które poznają dyscyplinę przez zabawę, po kilku latach zostaje, w najlepszym wypadku, kilku nastolatków i dwoje z nich z czasem zostaje powołanych do drużyny w lidze. W jednej grupie wiekowej jest kilka roczników, odpowiedzmy więc sobie sami, ile czasu trzeba, żeby skompletować zespół lub wymienić zawodników.

Nie zamierzam krytykować systemu rekrutacji. Jest długotrwały z tego powodu, że wyszkolenie zawodników i wyselekcjonowanie najlepszych wymaga czasu. Niestety, do szczytu dociera tylko ich niewielki procent. Najczęstszym powodem jest to, że wielu młodym ludziom przestaje się chcieć.Zaczynają zabawę ze sportem (np. bo tak każą rodzice), ale z czasem odchodzą, bo nie ma czasu na treningi lub też trener za dużo wymaga. Pamiętam, że średnio 40-50 nowych osób, głównie dzieci, przychodzi na pierwszy trening karate, po miesiącu zostaje połowa, po roku czasem tylko 8. Ci, którzy nie odnajdą w sporcie przyjemności i celu, kończą swoją przygodę. Inaczej jest z zawodowymi sportowcami, z biegaczami, którzy powinni codziennie pokonać określoną ilość kilometrów, z pływakami, którzy codziennie przed świtem zaczynają kilkugodzinny trening na basenie. Nie każdy będzie chciał mieć na to czas, a od tego zależą wyniki.

Bywa też odwrotnie, kiedy zawodnikowi zależy, a nie ma się nim kto zająć. Gdy rozwiązuje się klub, a trener wyjeżdża. Tu jednak często sprawdza się zasada, że nie rzeka drąży kamień, ale kropla. Wiemy przecież nie od dziś, że nie mamy najlepszej jakości kadry trenerskiej (znów poza wielkimi wyjątkami), a średnia wieku polskich drużyn jest coraz wyższa. Jednak czasami pojawiają się ludzie, którzy, mimo wszystko, potrafią wywalczyć wysokie miejsca na światowych stadionach.

Stan obiektów sportowych

Wystarczy przespacerować się po okolicy, żeby ocenić stan obiektów. To prawda, że ostatnio sytuacja znacznie się poprawiła. Ale warto powtórzyć raz jeszcze, że brakuje dobrze wyposażonych obiektów, nie ma odpowiedniej ilości sprzętu, a młodzicy ćwiczą na zaniedbanych boiskach. Niektórych dyscyplin nie można uprawiać bez odpowiednio przygotowanych miejsc. Każdy preferuje treningi w dobrze przygotowanej, ogrzewanej i czystej sali, to oczywiste, że przyciąga to zawodników. Najczęściej mamy jednak do dyspozycji zupełnie inne miejsca. Jednak można zaryzykować stwierdzenie, że jest to najmniejszy problem. Z całą pewnością to czynnik ludzki jest najważniejszy. Na jakość treningu w niemal stu procentach wpływają chęci zawodników i zaangażowanie instruktora. Paradoksalnie, jako swoje najlepsze treningi wspominam te w starej, nieogrzewanej sali z połamanymi szczeblami drabinek i wypadającymi klepkami parkietu.

Lenistwo i zbyt szybka rezygnacja

Z tym wiele osób się nie zgodzi, ale zapewne będą to ci, którzy trenują. To według mnie największe problemy, z jakimi boryka się nasz sport. Co gorsza, wydaje się, że łatwiej będzie wybudować nowe obiekty i zmienić system nauczania, niż walczyć z tymi przypadłościami. Z własnej obserwacji: gdy dziecku nie udaje się przewrót w przód, nie próbuje dalej, bo nie chce, żeby inni się z niego śmiali. Gdy na treningach osoba nie radzi sobie z określonymi technikami, z czasem rezygnuje. Gdy sparing kończy się piątą przegraną z rzędu, myśli: „to nie dla mnie”. W takich wypadkach nawet najlepszy trener i najlepsze warunki sprzętowe na niewiele się zdadzą.

Ci, którym chce się ćwiczyć regularnie, bo wiedzą, że po tysiącu prób będą efekty, których podbudowuje krytyka, którzy mimo wielu spraw na głowie przychodzą na kolejne treningi i którzy walczą z ekstremalnymi warunkami naszych sal sportowych, na pewno osiągną sukces.

Czytelnik zapyta: no dobrze, ale co to wszystko ma do wielkiego sportu? Otóż, do wielkiego sportu wchodzi się po szczeblach, które wcale nie są łatwe do pokonania. Pomyślmy o przyszłości. Spróbujmy poszukać przyszłych medalistów w szkołach, gdzie połowa dzieci ma problemy ruchowe i brakuje sal sportowych, w liceach, gdzie większość uczniów wstydzi się ćwiczyć i poza lekcjami WF-u wcale nie ćwiczy, w klubach, które bankrutują, w reprezentacjach gier zespołowych, gdzie nadal grają zawodnicy dużo starsi niż być powinni, którzy nie zmienią stylu gry, a trzymają się swoich miejsc, bo jest to dobre źródło pieniędzy. Działacze zawsze mówią, że wszystko jest w porządku, podkreślają sukcesy i bronią przegranych, ale robią to głównie dlatego, że nikt nie podcina gałęzi, na której siedzi.

To, że są inicjatywy, że pojawiają się sponsorzy, że sami sportowcy podejmują działania na rzecz rozwoju dyscyplin, daje trochę nadziei. Jednak ogólna kondycja polskiego sportu na dzisiaj nie jest najlepsza. Łatwo jest krytykować, łatwo jest napisać o tym artykuł, dużo trudniej jest zachęcić znajomych do gry w piłkę i wstać wcześnie rano, żeby pobiegać po parku.

Komentarze: 11 / Skomentuj wpis
5

Jestem pod wrazeniem jak autor(ka) tekstu poradził(a) sobie z tak trudnym tematem polskiego sportu.Ukazuje nam jak naprawde jest z sportem w naszym kraju i poza nim.Widać że nie boi się kontrowersyjnych tematów i nie ukrywa jak naprawde jest.Szacun

5

bardzo dobry tekst, oby autorka umieściła takich więcej,
bo świetnie uchwyciła sedno problemu

5

szkoda ze tak dobry autor nie daje artykuł w newsweeku albo wyborczej :(

5

Myślę, że temat będzie kontynuowany, głównie ze względu na oczywistą sportową zapaść na UMK. Sam, jako członek Klubu Maratońskiego wiem, jaki jest odsetek biegających studentów, a z doświadczenia uczelnianego wf-u widać skutki złej sportowej polityki na wczesnych etapach nauki. Daleko nie trzeba szukać - w Półmaratonie Św. Mikołajów organizowanym przez Klub od 6 lat pod patronatem UMK, który jest Mistrzostwami Akademickimi w półmaratonie rekreacyjnym, średnia wieku grubo przekracza 30 - 35 lat. Wiem, trudno wymagać, żeby wszyscy biegali, ale myślę, że jednak o czymś to świadczy. A co dopiero mówić o szkole. Na jednych koloniach letnich miałem okazję widzieć jak trudno było zachęcić do chociażby małej kolonijnej olimpiady - dzieciaki naprawdę wolały siedzieć i grać w karty, czy oglądać telewizję, niż wyjść na dwór (piękna pogoda) i się poruszać. Potem się dziwimy, że mamy jednego Małysza, jednego Kubicę i jedną (M)Otylię...

5

Bardzo fajny i rzeczowy artykuł, poruszający istotne zagadnienia w sferze wychowania fizycznego człowieka już od najmłodszych lat. Widoczna szczegółowa wiedza autora z zakresu szkolenia w tej dziedzinie to największy atut tej pracy. W ostatnim akapicie znalazłem coś o swojej postawie, więc tym bardziej zmotywuje mnie to do wznowienia treningów. Pozdrawiam, czekam na kolejne artykuły.

I ja dodam kamyczek. Problem poruszony przez autorkę znany jest nie od dziś. Wielki sport telewizja, polityka to rzeczy wg mnie nieistotne. Czyż nie lepiej dla nas samych zamiast oglądać koejne zawody w telewizji samemu się trochę pomęczyć. Jestem zwolennikiem ogólnej rekreacji ruchowej. Ćwiczenia dla dobrego samopuczucia nie dla wyników.

5

Super-tekst, ujmujący trafnie problematykę. Temat wart kontynuacji. Jeśli chodzi o oceny na lekcjach WF, to uważam, że należałoby raczej zaliczać udział i zaangażowanie ucznia, a nie wystawiać ocenę za konkretną umiejętność. Być może to strach przed oceną powoduje wszechogólną niechęć młodzieży do ćwiczeń?! Nie każdy kto świetnie skacze, równie świetnie biega. Jeszcze raz gratuluję autorce! Być może sama doświadczyła "niesprawiedliwości" takiego oceniania!!!

4

Artykuł dobry. Nawet bardzo. Masz płynność pióra, potrafisz żąglować argumentami, nie wpuszczając jednocześnie czytelnika w gąszcz danych, niedopowiedzeń czy inne toki argumentacyjne. I to jest świetne.
Do merytoryki też nie mam zastrzeżeń. Co prawda, spoglądam na temat z perspektywy drugiej strony i tu muszę przyznać Ci rację - wielu brakuje po prostu wytrwałości. U mnie od roku nie został nikt na dłużej (a nie mówię, że nowych nie ma), więc nadrabiam stażem na macie, ale... przecież nie o to chodzi. Do kompletu wątków moję wrzucić z kolei swoistą modę na sztuki walki. To przecież tak fajnie i łatwo wygląda w Tv. Tylko, że z takim podejściem to na trzeci, czwarty i kolejny trening to już telewizyjny fan nie przyjdzie...
Swoją drogą, mieliśmy już akcje społeczne w typie "pij mleko, będziesz wielki' albo czytanie bajek dzieciom. Chyba czas na promowanie ruchu =].

Tak naprawde, to nie jest wazna sztuka walki dla samoobrony (bo to przydaje sie rzadko, a najlepiej nigdy), ani sport dla medali czy kolejnych miejsc. To prawda, ze fajnie cieszyc sie z wygranej”naszych”, a ciezko jest zabrac sie samemu nawet za najprostsze cwiczenia. A przeciez sprawność fizyczna przyda sie zawsze i na długie lata.
Tak naprawde, to problem lezy u podstaw. Dlatego zwróciłam uwage na problem edukacji i przyblizyłam system szkolenia. Dzis dzieciom i młodziezy po prostu sie nie chce. Zyja w atrakcyjnym swiecie kolorowych słodyczy, gier, TV. Po co im sport? Przeciez nikt nie chce robic sobie obciachu pokazując ze za wolno biega, ze nie wybroni karnego w podwórkowym meczu albo nie umie przewrotu w przód. Poza tym, wiem, jak ciezko wrócic na treningi po jakims czasie przerwy, a im dłuzsza przerwa, tym łatwiej tłumaczyc sie przed sobą, ze mam duzo pracy, nauki, innych spraw na głowie i nie mam czasu na cwiczenia.
A co do ocen na WF-ie, to miałam naciaganą tróje w podstawówce i gimnazjum, bo nie miesciłam sie w tabeli:) W liceum było za to szóstkowo (zmiana systemu oceniania), ale zaczełam tez przygode ze sztukami walki i miałam juz wieksza swiadomosc swoich zdolnosci ruchowych. Poza tym warto było sie starac, zeby za kazdym razem przesuwac granicę zwaną”nie dam rady” troche dalej i udowadniac cos sobie, a nie nauczycielowi.
”Wytrwałosc siłę woli oznacza”
Dziekuje za komentarze:)

Odpowiedź jest prosta dla czego kojarzy się z polityką i nieczystymi interesami - bo jest i polityką i biznesem psiesiąknięty - prawdziwą piłke nożną to ja mam jak gram z przyjaciółmi albo na euro-sporcie ;p A szkoda, że nasza liga się tak popaprała :(

taka refleksja: jak ogladam mecze z lat 70 to pokazuje się tam grę, tor piłki, bramki itd. teraz często nie wiadomo gdzie jest piłka, za to realizator pokazuje nam złość po przestrzeleniu karniaka, zawód/radosc kibiców, czy jakies ostre faule, bo to się lepiej sprzedaje w TV niż sama gra. sami pomyslcie czy pamiętacie wynik finałowego meczu Francja-Włochy FIFA 2006 czy tylko akcję Zidane i Materazzi?

Please register or login to post a comment.
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();