Sad

Wiosna w pełnej krasie. Prawie u progu lata. Przynajmniej taką można dziś zobaczyć. Piszę ten tekst 20 maja. Jak będziesz go czytać, będzie już pewnie połowa czerwca, a może później. A może natrafisz na ten tekst w kolejnym maju pełnym wiosny. Świerszczy gra w zieleni łąki. Poranna rosa ukryta w niskiej trawie chłodzi i ożywia stopy zmęczone od upału i chodzenia. Pojawiają się pierwsze maki. Coraz ich więcej. Mimo niezwykłej intensywności swego koloru tak idealnie zestawiają się z otaczającą je zielenią. Nie ma w tym agresji. Wyróżniają się, zwracają uwagę, wybijają się z tła. Nie muszą jednak używać przemocy. Nie musi ich być słychać. Są ciche i piękne. Głośne swym pięknem. Pięknem niewinności. Pięknem nieświadomym i naturalnym.

Liście osiki drżą przy najmniejszym powiewie. Gdy inne drzewa stoją niewzruszenie, ich gałęzie zdają się lekko tylko wzdychać. Osika klaszcze cicho swymi liśćmi, to znów migocze zielono i mieni się w ruchu. Jest trochę jak lękliwa kobieta. Krucha, zwiewna, delikatna. Wszystko czuje i reaguje całą sobą.
W jej sąsiedztwie stoją brzozy. Te już starsze. Bogatsze w doświadczenie, z charakterystyczną biało-czarną korą. One wiedzą, że świat jest czarno-biały, a może nie wiedzą, tylko mają o tym bezwiednie przypominać. Są trochę smutne, ale ich liście też zielone. Młode. Trochę mniej wrażliwe na podmuchy wiatru, na targnięcia burzy. Kiedy już nadejdzie, pochyla je nisko. Kłaniają się bez ociągania. Nie można im odmówić pokory. A może sprytu. Dlatego żyją. Dość mocne, by się nie złamać. Dość giętkie, by nie pozostać zupełnie nieczułymi na rozmowę wiatru.

Niedaleko, przy nasypie, tuli się do siebie kępka maków. Jeszcze w pąkach, wygrzewają się na słońcu. Po stronie południowej. Zbierają siły, by ich barwa dojrzała i wydała owoc. Utajone w zieleni włochatych pąków. W kępkach po trzy, pięć i więcej. Podglądam je i nie mogę się doczekać, kiedy wychylą jaskrawe główki.

Nie koniec drogi. Biegnie dalej, do sadu po lewej stronie. Niczyjego, opuszczonego. Z połaciami drobnych kwiatów. Niebieskich. Białych. Ukrytych, rozsypanych wśród trawy. Podobno są tu też konwalie. Pozostałości ogrodu. Ktoś je sadził. Czyjeś ręce pielęgnowały. Rosną dalej ukryte. Drzewa owocowe, na których kwiaty już przekwitły, a owoców jeszcze nie ma. Szaro-zielenią liści trwają na tle błękitu nieba. Sad z dwiema lekko wydeptanymi ścieżkami. Ktoś wciąż jednak tu zagląda. Zagajnik wytchnienia. Kilkadziesiąt metrów kwadratowych, które wyglądają jak kilka. I tylko pobieżne obliczenia matematyczne, pomnożenie przybliżonej długości jednego boku sadu przez drugi daje ogólne pojęcie o tym, jakiej jest on wielkości. Zdawał się być jak większe pudełko zapałek. Prostokąt uratowany od prawa własności między jednym płotem i drugim. A może go kupię? Od kogo? Czy do kogoś należy? Zdziczały, pozostawiony sam sobie. Bez ram i ograniczeń. Bez nazwisk i tabliczki z napisem: Uwaga, zły pies.

Tam odpoczywam. Między jedną niewidoczną ścianą sadu a drugą. Między brązowym płotem domu po lewej i drucianą siatką własności po prawej. Po dwóch ścieżkach drepczę marząc, by się nie kończyły. Trwam w sercu sadu, gdzie nie widać miasta w tle.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();