Rozterki - projekcja prywatna

Zbliżają się święta, wypada zatem w jakiś sposób się do nich odnieść. Przeliczą się jednak ci, którzy oczekują przesłodzonego potopu słów, głoszących wszem i wobec, jak cudowne są święta. Przeliczą się ci, którzy czekają na kolorowe hasła o ich [świąt] dobroczynnym działaniu i mocy zbliżania do siebie ludzi (nie jest to w końcu reklama kawy). To nie będzie hymn pochwalny.

Konformizm

Centrum handlowe - jak zwykle, za pięć dwunasta, szukam prezentów dla moich bliskich. Boli mnie głowa, jest mi gorąco i czuję łzy napierające pod powiekami. Koniecznie chcę wydostać się na zewnątrz. Idą święta, więc nie mam nawet czasu o siebie zadbać. Nie wytrzymuję już presji – tego prawie moralnego nakazu, by uśmiechać się do wszystkich i wykrzykiwać radosne „wesołych świąt”. Mam dość. Tak totalnie. I wszystkiego.
Rokrocznie moja emocjonalna przestrzeń zamienia się w czasie okołoświątecznym w pole bitwy – chęć natychmiastowej ucieczki walczy dzielnie z ogromnym, ale dziecinnym pragnieniem, by przekrzyczeć wszystkie te wrzeszczące dzieciaki domagające się TEJ lalki i TEGO misia. Mam ochotę krzyczeć i tupać nogami. Może zamkną mnie w domu wariatów i będę miała święty spokój? Będę obijać się o ściany w kaftanie bezpieczeństwa albo śmiać się obłąkańczo...
Rokrocznie scenariusz jest podobny. Zmieniają się tylko pomysły na przetrwanie. Finał wariactwa też jest taki sam – nie jestem dzieckiem, więc w końcu przestaję snuć głupie myśli. Choć taki rodzaj autoironii to swoisty wentyl bezpieczeństwa – pozwala zachować względną normalność. A już na pewno daje możliwość zatrzymania się w świecie pędzącym nie wiadomo dokąd i wziąć się w garść (poza tym moje alter ego i tak używa sobie na mnie za te chwile słabości, więc nie chcę dawać mu jeszcze więcej radości moim kosztem). Zatem dość już dziecinady. Mam przecież zaszczepione przez kulturę silne poczucie obowiązku i świadomość pewnych obowiązujących norm społecznych, więc zgodnie ze swoją naturą ponuro snuję się pośród sklepowych półek. Niemniej jednak nieśmiertelne „Last Christmas”, spływające z głośników i mające zapewne w przekonaniu managera (czy kto tam zajmuje się wizerunkiem sklepu) ukoić mnie i nastroić odpowiednio konsumpcyjnie, w rzeczywistości przyprawia mnie o mdłości.
Co roku właściwie w ten sposób wygląda moje „oczekiwanie” na święta. Bardzo chętnie listopadowo-grudniowy okres wycięłabym z życiorysu. Nie znoszę świąt.

Percepcja dorosłego człowieka

Kiedy byłam mała, na pytanie o ulubione święto, bez wahania odpowiadałam: Boże Narodzenie. Wyprzedzało nawet moje urodziny. Co się zmieniło? Wszystko. Dziś dzieciństwo dawno już za mną. Mój punkt widzenia też jest już inny – zyskałam świadomość i wrażliwość, których brakuje kilkuletniej dziewczynce. A może właściwie tę wrażliwość utraciłam? Kto wie, może to jest właśnie cena poszerzania horyzontu intelektualnego związanego z wielopoziomowym dojrzewaniem? Widzę tyle rzeczy w tak wielu aspektach, szukam podstępów wszędzie i nie zauważam najprostszych rozwiązań.
Może fakt, że nie potrafię cieszyć się świętami tak po prostu, jest wynikiem mojego ograniczenia. Nie umiem jednak tego zmienić, mimo wielu prób, nie umiem. Ta dziecinna radość została zabrudzona świadomością pewnych mechanizmów, charakteryzujących współczesny świat. Stąd zdanie „Nie znoszę świąt” pozornie jest tylko przejawem mojego żalu do tradycji. W rzeczywistości bowiem skrywa głęboką niechęć w stosunku do tego, co współczesność ze świętami zrobiła. Właściwie, co MY – bo przecież współczesność nie jest żadną siłą sprawczą – zrobiliśmy z pewnymi fundamentalnymi wartościami.
Protestuję, machając gigantycznym transparentem z napisem PROTEST, przeciw temu, że kultura masowa rozpycha się łokciami i bezceremonialnie zagarnia kolejne przestrzenie życia człowieka. Przykładem może być choćby, doskonale wszystkim znana, świąteczna reklama Coca-Coli. Jakkolwiek pod względem wizualnym może dostarczać przeżyć estetycznych, o ile ktoś lubi estetykę tego typu, we mnie budzi niesmak. Usiłuje wmówić widzom, że bez tego produktu świąt nie będzie. Coca-Cola ukazana jest właściwie jako bożonarodzeniowy posłaniec przynoszący ducha świąt. Szklana butelka z płynem o cudownych właściwościach jest lekiem na całe zło. A świat kraśnieje z radości.
Jasne, naturalną przestrzenią reklamy jest perswazja. W tym celu reklama została stworzona, żeby nas, potencjalnych klientów, nakłaniać do kupna danego produktu. Nie znaczy to jednak, że twórcy reklam mają prawo zagarniać sferę religijną, moralną, emocjonalną czy jakąkolwiek inną i spłycać ją, wrzucając do wora z napisem KONSUMPCJONIZM i sprawdzając tym samym, jak bardzo elastyczna jest nasza moralność i ile głupoty przełkniemy bez zmrużenia oka.
Pewnie wielu wyda się to koloryzowaniem ponad miarę. Niemniej jednak reklama sięga po coraz intymniejsze środki wyrazu i próbuje jeszcze silniej ingerować w nasze życie prywatne. Prawdą jest, że reklama poszerza granice niedozwolonego. To, co nas za pierwszym razem uderzało i raziło, po jakimś czasie zostanie uznane za normalne – w myśl zasady, że często powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Reklama traktuje wszelkie wartości jak rozgrzany metal, poddaje je obróbce, wyginając na wszystkie strony.

Gra pozorów

Nie tylko tematy wykorzystywanie w reklamie są obrazem kryzysu wartości. Zmianę naszej mentalności – na gorsze chyba – widać także w świątecznych przygotowaniach. Spójrzmy na zwyczaj zostawiania pustego nakrycia dla niespodziewanego gościa.
To długa tradycja, powiecie, wszyscy tak robimy. To prawda, wszyscy tak robimy, ale co z tego? Dla mnie to właściwie tylko pusty symbol, taki, który nie ma przełożenia na rzeczywistość. Ilu z Was zrobiło z niego użytek? Rzecz jasna, nie nawołuję do tego, by w wigilię zgarniać ludzi z ulicy. Wiadomo, jakie są czasy. Ta sytuacja pokazuje jednak, jak bardzo zakłamani jesteśmy. Niewielu wpuściłoby do swojego domu obcą osobę, która szukałby w tym czasie schronienia czy dobrego słowa. Ja nie wpuściłabym – przyznaję się, mea culpa – bałabym się. Dla mnie jednak tradycja, która jest jedynie pustym symbolem, przejawem konwenansu, kiedy jedynym argumentem są słowa „tak wypada”, to hipokryzja w czystej postaci. Z reguły nie jestem przeciwniczką tradycji. Jest ona w końcu ważnym elementem, jednym z filarów podtrzymujących tożsamość narodową. Jest wyróżnikiem – czerwonym punktem na mapie identyczności. Jednak pielęgnowanie zwyczajów, które mają udawać, że postępujemy dobrze, a w święta wszyscy bez wyjątku zamieniamy się w aniołki, jest okłamywaniem samego siebie. Jaki ma to mieć skutek? Czujemy się dzięki temu lepiej?
I to parcie na idealne święta... Podczas świąt zwiększamy obroty i staramy się dotrzymać kroku maszynom produkcyjnym. Wszystko ma być zaplanowane i dopięte na ostatni guzik – idealna choinka, idealnie zapakowane prezenty, idealnie odśpiewane kolędy. Ludzie, trochę więcej luzu! Doba ma tylko 24 godziny – też nad tym ubolewam, ale wiem, że jej nie rozszerzę, choćbym wychodziła z siebie. Nic się przecież nie stanie, jeśli nie będzie tych 12 dań, jeżeli ciasto wyjdzie z zakalcem albo drzewko trochę się wykrzywi. Spoglądając na siebie krytycznym okiem, mam wrażenie, że dopada mnie jakaś dziwaczna choroba. Chodzę zestresowana i naburmuszona, bo wszystko miało być zrobione na wczoraj. Nerwowość w domu można porównać do himalajskich szczytów. Wszystko z powodu silnego przeświadczenia, że nie sprawdzimy się, jeżeli nie zorganizujemy magicznych świąt.

Ktoś może mi zarzucić, że całkowicie pomijam wartości duchowe. Owszem, w tym tekście niewiele o nich mówię. Wszak taka jest tendencja, żeby wszystko skomercjalizować i spłycić, nieprawdaż? To samo dzieje się z Bożym Narodzeniem – warstwa wrażliwości (religijnej, etycznej, moralnej - przymiotnik nie jest istotny) niknie gdzieś pośród popkulturowych świecidełek. Święta stają się jedynie ładnie opakowanym, choć pustym pudełkiem. To gorzki prezent.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();