Roma, tam i z powrotem

– Mi scusi, È lontano da qui? (Przepraszam, czy to daleko stąd?)
– Si, bisogna andare nella direzione opposta... (Tak, trzeba iść w przeciwnym kierunku...)

Bała się. Wyjazdu, opuszczenia, pozostawienia niedokończonych spraw, przykrych niespodzianek... Jednocześnie czuła, że to ostatnia szansa na uwolnienie się od wyniszczających przywiązań. Obiecała sobie, że to będzie czas dla niej.

Szybko odnalazła się w nowej grupie. Dobrze trafiła. Nie czuła presji nieustannego bycia razem. To nie w jej stylu. Czasem wracały słowa: „nie uciekaj, nie odchodź od ludzi.” To dla nich tam była. Oni – dla niej. Podziwiali świat. Tworzyli historię. Byli razem. W gorących kolejkach palącego głodu nie narzekali, nikt nie marudził. Śmiali się najgłośniej. W tanecznym uścisku, nieporadnie stawiane, dopiero co poznane kroki malowały na ich twarzach niekłamaną radość. Biła w dobrym rytmie. W dusznym oczekiwaniu nie tracili czasu na deszcz. Sami organizowali strażacką ekipę butelkową, by ugasić pożądliwe pragnienia, wobec których nawet sprite przegrywał. Wystawiając się na pośmiewisko użytkowników komunikacji miejskiej, wyśpiewywali w niebogłosy pieśni przyszłości. Nie uciekali i wtedy, kiedy to najtrudniejsze. Byli i w chwilach refleksji, gdy łzy wzruszenia kapały na twardą posadzkę serc, krusząc gromadzone przez rok (przez lata?) doświadczenia, skrywane przed innymi. Niespełnione marzenia, porażki, niezrealizowane plany, potknięcia, nieodwzajemnione uczucia, zawalone fundamenty, z naiwnością sadzone drzewa... Oglądała dzikość ostatnich miesięcy jak klatki filmowe, które ktoś odsłaniał w nowych, pozornie niezwiązanych z nimi miejscach. Wtedy na krótką chwilę oddzielała się od grupy. Szła wzdłuż plaży. Przemierzała swoją prywatną pustynię w poszukiwaniu oazy. Czy pamiętała, że i drogowskazy mogą zrobić z szosy labirynt? Bała się wody. Paradoksalnie odnajdywała w niej też ukojenie. Zdawało się, że mogłaby tak iść bez końca. Zatrzymała się jednak przy wielkich kamieniach. Dlaczego? Ze zmęczenia? Może dlatego, że były takie majestatyczne. Z ich szczytu widok był jeszcze piękniejszy. Monumentalne skały i ona – kruszynka, przejmująca od nich siłę. Czuła się pokrzepiona. Odrabiała jedną z tych lekcji, które musiała zapamiętać na całe życie. Zrozumiała, że czasem przypadek przestaje być przeszkodą. Może okazać się zbawienny. Teraz wiedziała, że nie musi, że jeśli to ma tak wyglądać, to... nie, nie chcę, dziękuję. Wolała odejść. Na początku czuła się trochę nieswojo. Z czasem nabierała pewności co do słuszności decyzji. Nawet była dumna. Choć bardzo chciała... – widziała, że to było dobre. Nikt już nie cierpiał, nikt nie musiał czuć się zagrożony. Widać można się pogodzić. Tamto lato przeszło już do historii. A jednak łatwo powraca to, co niewypowiedziane: niewyrażone uderza z podwójną mocą. Ale już nie pali.

Popatrzyła na znikające za horyzontem słońce. Wróciła do tych, z którymi tu przybyła. Powoli zbierali się do odjazdu. Jedni pakowali głębie przeżyć, także religijnych, inni butelki wina i z dumą prezentowaną opaleniznę. Choć ostatnią noc wyobrażali sobie inaczej, po całym dniu wchodzenia w italiańską kulturę zrezygnowali z podboju tego brudnego, głośnego miasta. Siedzieli do późna. Była gitara i śpiewy. Rozmawiali, żartowali, wznosili toasty (intencja: obowiązkowo!), snuli marzenia o kolejnym spotkaniu... Razem patrzyli w gwiazdy. W ciszy. To była ich wspólna modlitwa. Pozbawiona słów, pozbawiona barier. Pożegnali się. Rozeszli do pokojów. Tylko nieliczni zdążyli się jeszcze położyć... o świcie. Nie było już czasu. Trzeba było pakować rzeczy, podziękować gospodarzom i wyjeżdżać. Przed nimi jeszcze długa droga.

Wróciła. Pierwsze spotkanie na moście. Pamięta tę scenę. Patrzyła, jak bitwa dogasa. Nie cofnęła się. Nie płakała. Robiła postępy. Dziwny to postęp, ale jednak... wychodziła na prostą. W jakimś sensie była szczęśliwa...

Nic się nie zmieniło. O nic nie pytał. Ona też nie mówiła. Choć chciała. Chciała, by wiedział, jak fantastyczne chwile przeżyła. Milczała. Przecież czegoś się jednak nauczyła. Mogła tylko apelować, żeby inni byli ostrożniejsi. Słowo to bowiem jest bardzo blisko Ciebie: na ustach Twych, ale czy i w Twoim Sercu, byś mógł je wypełnić? Przed nami długa droga. Wierzę, że jeszcze się na niej spotkamy.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();