Polisz jor inglisz

Jakiś czas temu, poszukując pracy zgodnej z moimi aspiracjami i talentami, miałem okazję poznać szerokie spectrum ogłoszeń, dotyczących rekrutacji nowych pracowników. Podczas przedzierania się przez internetowe zasoby tychże anonsów, moją uwagę zwrócił język. I nie chodzi mi tyle o sposób ich formułowania, co o język angielski, który, jak łatwo można zauważyć, na dobre zadomowił się w terminologii stanowisk pracowniczych. Wynika to zapewne z ogólnej tendencji do standardyzacji i tak jak posługujemy się w życiu jednostkami SI, tak język Albionu staje się w naszym kraju, w powyższym aspekcie, językiem wehikularnym.

Roi się więc wśród tych ogłoszeń od Account Managerów, Key Account Managerów, Brand Managerów (w wersji Junior i Senior), Sales Operations Managerów, Directorów różnych specjalności itp. Człowiek czyta i myśli: – Account Manager??? Nie, to nie dla mnie, tam nie aplikuję... Ale dlaczego? No właśnie: Account Manager – to brzmi dumnie, a zarazem może speszyć co mniej śmiałe jednostki. W końcu, co Manager to Manager. A tu do tego jeszcze: Account. Onieśmielonym takimi zwrotami, którzy często nawet już nie czytają tego, co należałoby do obowiązków na tym stanowisku, radzę spojrzeć, np. do Internetu, gdzie czytamy, m.in., iż „(...) osoba na tym stanowisku jest odpowiedzialna za utrzymywanie kontaktów z klientami firmy, za przekazywanie zleceń i uwag do odpowiednich działów firmy lub zamówień od klienta. Account manager to jedno z niższych stanowisk kierowniczych w usługach i handlu”. Zdziwieni? Myśleliście, że to człowiek, który przeprowadza fuzje międzynarodowych koncernów, a jego kichnięcie powoduje załamanie na giełdzie i spadek cen wydobycia ropy? Nic podobnego. Co najwyżej spotka się raz czy drugi z klientem osobiście, resztę załatwiając przez telefon. Nie twierdzę, że większość angielskobrzmiących nazw miejsc pracy to posady nudne i mało zajmujące. Ale po jakiego Accounta ten angielski? Nie można stosować istniejących w języku polskim terminów tj. Opiekun Klienta (tak właśnie można przetłumaczyć opisywane wyżej stanowisko), Kierownik, Dyrektor itd.? Oj, pewno imć Rej się w grobie przewraca, gdy słyszy te makaronizmy (może stosowniej by było: puddingizmy)...

Ktoś powie: – No, ale to normalny proces – wchodzi nowa rzeczywistość, a język ją utrwala, asymiluje w zastanych „okolicznościach przyrody”. Tak, ale zasadniczo te stanowiska istniały, a stosowany język, moim zdaniem, kreuje nową jakość. Cel: modernizacja społeczeństwa? Jego „europeizacja”? Nie wiem. Są, poza stanowiskami w firmach, inne słowa, zwłaszcza techniczne, które, jak dotąd, nie doczekały się tłumaczenia na język polski, ale zostały przyswojone. Najbanalniejszym przykładem jest „komputer”. Ale, np. Francuzi mają swój odpowiednik: „l'ordinateur”. A my? Wszak „Polacy nie gęsi...”. Ogłaszam zatem konkurs – na najbardziej pomysłowe tłumaczenie tego słowa. Propozycje proszę składać do dnia 15.02. na adres: redakcja@podaj-dalej.info. Najciekawsza będzie nagrodzona, a zwycięzcę oraz jego propozycję ogłosimy w najbliższym numerze „PD”, oczywiście w Fel-je-tą.

Zgadzam się, że czasem coś trudno wyrazić „po polskiemu” i przyswajamy sobie zwroty takie jak Internet czy laptop wraz z całą ich deklinacją. Ale znów zapytam: czy potrzeba, aby pewna polska firma, która w swej terminologii używa tylko angielskiego (mianowicie „management” ma tylko „meetingi” itp.), mieniła sekretarkę „Traffic Managerem”? Inna ciekawostka: popularne w kraju Kluby Międzynarodowej Prasy i Książki, przeszły ostatnio restrukturyzację nazewnictwa stanowisk. Otóż, z dobrze poinformowanych źródeł, wiadomo mi, iż niegdysiejszy Dyrektor Salonu przeistoczony został w Store Managera. Czy to oznacza, że biedak, zamiast kierować sklepem, opuszcza i podciąga w nim rolety? W obliczu zachodzących zmian językowych życzę P.T. Czytelnikom „PD”, aby nie zapomnieli swojego języka. W gębie. Oraz w mowie i piśmie.

Na ironię losu, zostałem zatrudniony w firmie (ale nie polskiej), gdzie nie tylko angielski jest językiem oficjalnym, ale, co gorsza, nagminnie używanym językiem jest tzw. polglish. Przykładowe zdanie w owej środkowoeuropejskiej odmianie Pidgin English brzmi: forłordnij mejla do Bek Ofisu, żeby zrobili Menedżment Owerrajda, a jak nie będzie Serwis Agrimentu to wyślij drafta do Saplajera i zdanuj to. I tak powiem.

Best regards,

Mateusz Łapiński
Maintenance BD
Global Welcome Center Warsaw
Front Office Analyst

Komentarze: 1 / Skomentuj wpis

Zdanie "gdy słyszy te makaronizmy (może stosowniej by było: puddingizmy)" prawie zwaliło mnie z krzesła! Pozdrawiam "co-workera"

Please register or login to post a comment.
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();