Pisanie jest dobre na wszystko...

...pod warunkiem, że jesteś pozbawiony wyobraźni, która podpowiadałaby ci, że coś jest niemożliwe.

Znowu to samo. Ta frustrująca szarpanina. Spokój tam! Myśli moje kochane, ubierzcie się w końcu – w słowa, zdania, akapity. A one, jak na złość: rozebrały się do naga i bawią się ze mną w chowanego. Próbowałam już chyba wszystkiego. Właśnie wróciłam z kolejnego spaceru. Jesień jest piękna. W tym roku szczególnie. To ciepłe powietrze, które jeszcze przed chwilą unosiło wirujące na wietrze barwne liście: tańczyły jak szalone... (ech, jak my w młodości, pamiętasz kochany?) napełnia jakimś tajemniczym spokojem. Nieśmiało przedzierające się promienie słońca sprawiają, że aż chce się odwzajemnić uśmiech przechodniów. Zaraz, chwileczkę, a skąd wiadomo, że nieśmiało? A może próbują przedostać się do nas ostatkiem sił walczących serc, błagając: pozwólcie nam tu zostać, chcemy rozgrzewać wasze twarze – o, na przykład jak w parku tam, na ławce obok, gdzie flirtują rozpromienieni do czerwoności chłopak i dziewczyna (Kto powiedział, że tylko wiosna jest romantyczna? Kto nadał jej, i dlaczego, ten przywilej?).

Pisanie to koszmar!

Im ciekawszy temat, tym trudniej cokolwiek napisać. Głoski nie odpowiadają na telefony (co dopiero, żeby maile odbierały), sylaby unikają spotkań, myśli zwodzą... Kiedy już je dopadniemy, nie chcą mówić. Siedzą cicho jak mysz pod miotłą. Czasem pisną tylko – akurat wtedy, gdy nie masz przy sobie kartki i długopisu (o laptopie nie wspominając). A gdy już się uda napisać choć jeden akapit, biuro ochrony alfabetyzacji żąda usunięcia go zgodnie z obowiązującym prawem autoryzacji: 160 znaków w kolumnie. Ech... I znów d...! Mijają kwadranse, mijają godziny, a ja nic... “Za całą herbatę Chin” – nie wiem, od czego zacząć. Mam tego dość! Wychodzę! Nie, nie mogę. Nie mogę wyjść z siebie – mogę nie wrócić. Siadam do komputera i w tym właśnie momencie, przypominam sobie o Tobie, od dawna nieobecnym w moim życiu, wykrzykując część bolesną litanii wniebogłosy: dlaczego mi to robisz, Boże?! Jak możesz odbierać mi jedyne, co mi zostało (prócz zaległych długów z powodu niedotrzymanych terminów...) – to minimum umiejętności i tę iskrę Bożą, o jakże niemiłosierną... Może zamiast do milówki, do wiśniówki wróć moja ty długo oczekiwana zdolności składania słów w zdania, rymowania, puentowania. Zakotwiczona w miejscu – także w sensie fizycznym, bo już nawet przestaje odczuwać potrzebę wstawania od komputera, wychodzenia do łazienki, jedzenia etc. i wszystkie inne zajęcia mi zbrzydły (tak, tak w pewnej fazie aktu twórczego nawet sprzątanie wydaje się atrakcyjniejsze niż ślęczenie nad tekstem), włącznie z imprezą – poddaje się autoterapii: wyciągam nogi na krześle, fotelu, łóżku (niepotrzebne skreślić) i niczym w gabinecie u dziadka Freuda na kozetce zastanawiam się: skoro pisanie to męka, to po jaką cholerę to robię? No po co? Czyżby ujawniała się sadomaso-osobowość? Ale podobno „tylko grafomani z rozkoszą wylewają na papier potoki słów”. Tak, im lepszy tekst, w tym większym rodzi się bólu?! Za jakie grzechy...

(Bez)wstyd

Pisanie jest jak striptiz. Albo jak burzenie świątyni. Zrzucasz z siebie kolejne warstwy, grube kilogramy fałszu, przykryte codziennością. Niepoprawne? Może. Ale prawdziwe, szczere i naturalne - tak jak dziecko bawi się klockami, tak my żonglujemy słowami. Trudne? Czasem nauka dystansu, ale i odpowiedzialności trwa latami. Poza tym, wystawić siebie na pokaz, pośmiewisko, odrzucenie, bo z poklaskiem rzadziej się spotykamy. Ale chyba to i lepiej. Bezbronne, ogołocone myśli, tworzące szkielet światopoglądu, wystawione na sprzedaż na rynku mediów. Świątynia myśli, uczuć, jeśli dość ważna i mądra, obroni się sama. Nie potrzebuje zbędnego adwokata sprostowań, wyjaśnień... Moja mała manufaktura słowa. Nawet, jeśli chwilowo w elektrowni brakuje prądu, jest siłą. Nie znoszę, gdy mnie zdradza, gdy odchodzi do konkurencji. Warto to przetrwać!

Odzyskane marzenia

Zazwyczaj, gdy tekst jest na tzw. wczoraj, a praca przypomina zmaganie z czasem i tajny ruch pokonywania oporu, nawet nóż na gardle nie pomaga. Przeterminowane wydają się też triki: podwójny zestaw: kawa i... jeszcze raz kawa oraz dodatkowy zasób: duże ilości czekolady, lodów, spacerów, rozmów, lektur, słuchowisk... Gdy już ostatkiem sił człowiek szuka w ciemnym, nocnym labiryncie drogi do łóżka, zjawiają się one... Wcześniej nie mogłyście? Szit! No no, trzeba z nimi ostrożnie, bo mogą strzelić focha i zniknąć, więc... zgodnie z powiedzeniem “mowa jest srebrem, a milczenie złotem” zamykam się i grzecznie nasłuchuję, co mają mi do powiedzenia. Dlaczego nie zadaję pytań? Na tym etapie to niewskazane. Od tego jest korekta. Na początku jest słowo. Dobre – złe. Bliskie – obce. Zwykłe – niebanalne. Łagodne – ostre. Dane – złamane. Słowo – dar. Słowo – klucz. Słowo – symbol. Brama do myślenia, odczuwania, rozumienia. Otwiera, rozjaśnia, znaczy. Jest niepowtarzalne. Poruszając, stwarza nową jakość. Jest drogą życia. Budzi wątpliwości, jest zalążkiem poszukiwania sensu... Lubię ten stan, gdy wszyscy śpią, a ja piszę. Cisza jest dobra. Cisza pomaga. Nie wiem, co w tym dziwnego. Czasem po prostu nie można inaczej, więc nie dziw się proszę, że kładę się, gdy ty wstajesz. I nie ma znaczenia, że już znów czwarta nad ranem. Ta radość się nie zmienia, wszak chodzi o marzenia. Ich sens ukryty w każdym słowie dłutem wyrytym. Błagam, spraw bym pamiętała, gdy następnym razem znów będę słowa składała: że moim zobowiązaniem jest słowo.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();