Nowy k-Rok, życie bez postanowień?

„ Wola naprawiania się sama z siebie jest i... niebezpieczna, bo wprowadza nas w złudzenie, że my możemy się poprawiać, czyli możemy do czegoś dojść, co po części jest prawdą. (...) Temat postanowień noworocznych to płaski temat. Człowiek w nich ani siebie nie znajdzie, ani siebie nie spełni.”

Wszędzie trąbią o tym, kto jakie w tym roku powziął postanowienie noworoczne: rzucę palenie, będę raz w miesiącu sprzątał w garażu, będę systematycznie się uczył. I co? I pewnie skończy się jak zwykle. Może ktoś zarzuci mi sceptycyzm. Proszę bardzo. Nawet się uśmiechnę, bo to znaczy, że rusza go to, o czym piszę. A może idzie bardziej o świadomość swojej ograniczoności, a dobitniej: grzeszności. Spokojnie, nie mam zamiaru nikogo moralizować, a raczej chcę zachęcić, by spojrzeć na temat postanowień noworocznych świeżym okiem. Zobacz, ile to już razy sobie coś tam postanowiłeś. Jasne, powiesz, że tyle a tyle udało ci się wytrwać w postanowieniu. Zawsze jednak dochodzisz do kresu swych sił i polegasz. Dlaczego? Skąd w człowieku wola do robienia postanowień noworocznych? Czy chrześcijanin także ich potrzebuje? O tym rozmawiałam z ks. Zbigniewem Kiernikowskim, biskupem siedleckim, prof. teologii UMK oraz o. Jackiem Aniszewskim, redemptorystą, niegdysiejszym duszpasterzem akademickim w Toruniu.

Skąd w człowieku silna potrzeba naprawy swojego życia, bo chyba tu jest główny nerw naszych postanowień noworocznych.

bp Z. Kiernikowski: Silna wola naprawy swojego życia pochodzi m.in. stąd, że my nie akceptujemy samych siebie, że nam jest z sobą niewygodnie, że widzimy wiele aspektów życia, z którymi się nie zgadzamy. Św. Paweł mówi, że chcemy dobra, a tego nie czynimy, gdyż odczuwamy w naszym ciele inne prawo, które prowadzi nas de facto do czynienia tego, czego nie chcemy. Wola naprawiania się sama z siebie jest dobra i... niebezpieczna, bo wprowadza nas w złudzenie, że my możemy się poprawiać, czyli możemy do czegoś dojść, co po części jest prawdą, ale zabiera nam możliwość konfrontacji z tym, co jest dla nas jedynym dobrem, jakim jest Bóg. Uzyskamy właściwą naprawę naszej egzystencji nie przez nasze poprawianie się, lecz przez konfrontację z Tym, który jedynie jest dobry (zob. Mk 10,18). Wtedy zobaczymy, że nie jesteśmy dobrzy i przyjmiemy działanie Jego łaski, zostaniemy przez Niego objęci Jego dobrocią i de facto będziemy czynić dobro. To co powiedział św. Paweł w Liście do Efezjan 2,10: „jesteśmy Bożym dziełem stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych dzieł, które Bóg przygotował, byśmy je pełnili.” To nie są nasze dobre czyny, czy nasze poprawianie się, tylko nasze zestawienie się z Bogiem, który jest jedynie dobry i uznanie, że my sami z siebie tego nie czynimy, tylko przyjmujemy działanie łaski Boga w nas. I wtedy to będzie nie tyle poprawianie, lecz pozwolenie na to, żeby Bóg w nas dokonał dobra. Trudne to, ale o to chodzi w chrześcijaństwie.

ks. Jacek Aniszewski: Myślę, że to jest tak, jak mówi św. Augustyn, że gdy człowiek nie będzie miał doświadczenia Boga w swoim życiu, to zawsze ze swojego życia będzie niezadowolony. Tylko, że my często sobie tego nie uświadamiamy i myślimy, że nasze zadowolenie czy radość z życia będzie płynęła z tego, że: albo zmienią się okoliczności zewnętrzne mojego życia, czyli np.: chłopak się zmieni, rodzice się zmienią, nauczyciel się zmieni, albo kiedy sami nad sobą będziemy pracować. Teraz, kiedy ogląda się filmy, szczególnie te amerykańskie, jest tam mocna katecheza: pracuj nad sobą, bądź silny, zwyciężaj, nie poddawaj się. My lubimy takie filmy oglądać, dlatego że często się w nich odnajdujemy. Ktoś na początku przegrywa, jest słaby, ale później pracuje nad sobą, jest systematyczny i osiąga cel, który zamierzył. I na koniec jest happy end. Przesłanie tego rodzaju filmów jest takie, że w tym momencie człowiek jest szczęśliwy. Oczywiście jest to pewne uproszczenie rzeczywistości, dlatego że człowiek jest szczęśliwy wtedy, kiedy pełni wolę Pana Boga. Odkryć, kiedy się pełni wolę Boga, jak to robić, nie jest rzeczą prostą. W człowieku jest naturalna siła do tego, by zmieniać rzeczywistość, by być tym, który modeluje swoje życie. Chcemy wziąć życie w swoje ręce i dlatego też robimy postanowienia, ćwiczymy naszą silną wolę. Chcemy być ludźmi, którzy coś osiągną i chcemy później to konsumować. Przez pewną satysfakcję z tego, że coś osiągnąłem, jestem kimś. Z punktu psychologicznego żyjemy w pewnym komforcie. W człowieku są siły, które pchają go do tego, by to życie uczynić łatwiejszym, wygodniejszym.

Czy to może przeszkadzać nam w stawaniu się chrześcijaninem?

bp Z.K.: Jak już powiedziałem, ta wola naprawiania się sama z siebie jest gdzieś jakoś dobra, a faktycznie jest niebezpieczna. Bo wprowadza nas w złudzenie, że my możemy się poprawiać, czyli możemy do czegoś dojść, co po części jest prawdą, ale zabiera nam możliwość konfrontacji z tym, co jest dla nas jedynym dobrem, jakim jest Bóg. Konfrontując się z Bogiem, który jest dobry, człowiek zaczyna dostrzegać, że jest grzesznikiem i zamiast wchodzić w logikę naprawiania siebie według swojej wizji, wchodzi na drogę nawrócenia.

ks. J.A.: To już jest pytanie całkiem innego kalibru. Dobrze byłoby postawić najpierw pytanie: Co znaczy być chrześcijaninem?

Co znaczy zatem być chrześcijaninem?

ks. J.A.: Najogólniej mówiąc: być chrześcijaninem to mieć w sobie naturę Jezusa Chrystusa. Czyli, jak mówi św. Paweł, być nowym stworzeniem. Paweł mówi, że są dwa typy ludzi: stary człowiek i nowy człowiek, cielesny i duchowy człowiek. Ten cielesny to nie jest człowiek, który grzeszy w kwestiach cielesnych, seksualnych, ale cielesny człowiek u Pawła oznacza człowieka, który generalnie ma lęk przed śmiercią, lęk przed Bogiem, lęk przed drugim człowiekiem, lęk przed życiem. I ten stary człowiek ucieka przed życiem w dwojaki sposób: albo bardzo dużo pracuje, działa, jest budowniczym w swoim życiu albo wchodzi w depresję, poddając się temu lękowi.

To wcale nie jest jednoznaczne dla wielu ludzi w Kościele…

ks. J.A.: Tak, to prawda. I myślę, że również na tym poziomie w Kościele istnieje pewne pomieszanie pojęć. Choćby nawet religijność naturalna, którą ma każdy człowiek w sobie, oparta na strachu przed śmiercią, przyszłością, starzeniem się, niepowodzeniem – po prostu przed niepewnością. Bo człowiek nie cierpi niepewności. Eliminujemy te rzeczywistości, nie chcemy ich, bo nie potrafimy sobie z nimi poradzić. Nie umiemy ich zagospodarować. Inicjatywa cały czas jest po naszej stronie. To ja decyduję, jakie będą moje postanowienia, o tym, co może a co nie powinno mi się w życiu przydarzyć. Cały czas ośrodkiem dyspozycyjnym jest moje „ja”. To moje „ja” decyduje o moim życiu. Nie trzeba być chrześcijaninem, by sobie robić różnorakie postanowienia noworoczne. Wystarczy nie chcieć mieć np. kaca i dlatego postanawiam sobie, że nie będę pił piwa.

A chrześcijanin?

ks. J.A.: Bardzo ciekawą rzeczą jest w ogóle wprowadzenie w chrześcijaństwo. Wiemy, że Bóg współdziała z człowiekiem, ale jak to się odbywa? Potrzeba, by człowiek zobaczył całą głębię Tajemnicy Paschalnej Chrystusa i całą głębię człowieka. Dramatem człowieka dzisiaj jest często fakt, że nie zna siebie samego. Nie wie, kim jest. Ważne jest odkrywanie siebie samego przez sadzawkę chrzcielną, przez katechumenat. Tak było w pierwotnym Kościele. I tu się niejako spotykają te dwie rzeczy: głębia życia człowieka, ten jego ogromny strach i lęk, który każdy z nas ma po grzechu pierworodnym z jednej strony, a z drugiej strony spotykamy się z bezmiarem łaski Bożej, gdyż Bóg kocha człowieka właśnie jako grzesznika. I to jest rzecz fascynująca. To jest rzeczywistość, gdzie człowiek odkrywa siebie samego i spełnia się. Temat postanowień noworocznych to płaski temat: człowiek w nich ani siebie nie znajdzie, ani siebie nie spełni.

Chrześcijanin to człowiek wolny. Czy wolny także od postanowień? Jak tę wolność mamy rozumieć?

bp Z.K.: Można tak to sformułować: chrześcijanin jest człowiekiem wolnym i swoją wolność odzyskuje dla siebie w swojej relacji do Jezusa Chrystusa. Chrystus daje program życiowy, który prowadzi przez Misterium Paschalne. Kiedy i jak ma się to dokonywać trudno określić, dlatego sprecyzowanie takich czy innych konkretnych postanowień może czasem nie być adekwatne do sytuacji życiowej, w jakiej się znajdziemy. Lepiej jest ustawić siebie tak, by chcieć być w jedności z Chrystusem, by chcieć iść za Nim drogą i w konkretnych sytuacjach, potem być wrażliwym, żeby odpowiadać zgodnie z Jego logiką, a nie ustanowić sobie pewien program życiowy różnych postanowień, który ja chcę zrobić, określając do przodu różne sytuacje, które nie wiem, czy zajdą, czy nie. To mogą być dwie ścieżki, które mogą iść równolegle. Ale ważniejsze byłoby to, że ja w moim postanowieniu kładę główny akcent na mój związek z Jezusem Chrystusem, chcę, by On mnie prowadził i proszę o to, bym ja się od Niego nie odłączył. Wtedy w różnych sytuacjach będę wiedział, jak zareagować. Jak mówi św. Paweł w Liście do Galatów: „pozwólcie się kierować Duchowi, a nie wypełnicie pożądania ciał.” I dlatego główne postanowienie w związku z Jezusem Chrystusem musi być zawsze nadrzędne do wszelkich szczegółowych postanowień, które mówią, że w takiej czy innej sytuacji będę tak czy inaczej reagował. Bo może się tak stać, że będę reagował, tak, jakbym chciał reagować, ale wtedy mogę się zagubić z powodu nietrzymania się Jezusa, tylko skupienia się na realizowaniu swoich postanowień.

Czyli Ksiądz Biskup zachęca nas do wejścia w ten Nowy Rok w sposób zupełnie nowy?

Bp Z.K.: Tak jest. Trochę tak, jak mówi Papież Jan Paweł II w Liście Apostolskim „Novo Millennio Ineunte”, że my mamy program w Jezusie Chrystusie. Nie musimy się więc koncentrować na czynieniu zbyt szczegółowych programów, bo trudno jest robić na cały rok szczegółowe programy. Ten program jest stale nowy, gdyż Jezus Chrystus jest dla mnie stale nieprzewidywalny w różnych konkretnych sytuacjach. To znaczy, że z jednej strony zawsze dla mnie jest jednakowy, bo prowadzi przez swoje Misterium Paschalne w różne sytuacje życiowe, ale z drugiej strony wprowadza mnie stale z nowym, tzn. nie z moim, tylko z Jego, Duchem. Ta Nowość polega na tym, że to ma być On, a nie ja, to ma być Jego plan na moje życie, a nie realizacja moich wizji.

Czy dzisiejsze duszpasterstwo w Kościele często oparte jest na schemacie: zepnij się (módl się, pość, przyjmuj sakramenty), a wytrwasz w postanowieniu?

ks. J.A.: Żeby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba najpierw zauważyć, że Kościół jest w świecie i zawsze poddawany jest presji świata. Z drugiej strony – ma ten świat przemieniać, gdyż jest ze swej istoty rzeczywistością misyjną. Występują tu dwie rzeczywistości, które na siebie naciskają. Dzisiejsza wizja człowieka, którą podaje świat, jest bardzo naskórkowa, gdyż pokazuje człowieka jako istotę, która musi ładnie wyglądać, musi dobrze zjeść, ma mieć samochód. To jest styl życia bardzo drobnomieszczański. Z drugiej zaś strony widzimy, że człowieka jest stać na różne straszne rzeczy: II Wojna, Holocaust, zbrodnie w Ruandzie. Zatem widzimy, że człowiek jest istotą niebezpieczną dla siebie i dla drugiego człowieka. Ważną staje się kwestia duszpasterstwa w kościele, bo ci ludzie, którzy są w kościele, żyją także w tym świecie. I żeby dziś człowieka formować, trzeba mieć to na względzie, trzeba dawać głęboką wizję człowieka, nie naiwną, że wszystko będzie cool, ponieważ człowiek jest w stanie być potworem. Chrześcijaństwo posiada właśnie odpowiedź na sytuację człowieka. Odpowiada, że człowiek realizuje siebie wtedy, gdy ma relację do Boga, ma doświadczenie Boga, czyli Jezusa Chrystusa w swoim życiu. Duszpasterstwo powinno w tym kierunku pójść, żeby dawać głębokie doświadczenie Boga w tym świecie. Dlatego II Sobór Watykański, który był owocem Ducha Świętego, mówi, że dziś trzeba wrócić do kościoła pierwotnego, do źródła, do fundamentu. Elementem decydującym w kościele pierwotnym była sadzawka chrzcielna, był katechumenat. To jest bardzo ważne. Gdy nie będziemy robili katechumenatu dzisiaj pochrzcielnego, o którym mówił Jan Paweł II i Paweł VI, to duszpasterstwo jest w dużej mierze ślizganiem się po powierzchni, jest pewną naiwnością.

Słowo Boże czytane w Kościele jest przecież skuteczne i ostre jak miecz obosieczny. Czy to nie wystarczy?

ks. J.A.: Oczywiście. Ale z drugiej strony trzeba dziś robić duszpasterstwo, gdzie ludzie będą nie tylko jeden raz, czy nawet kilka razy w tygodniu słuchali Słowa Bożego, ale żeby słuchali Słowa w konkretnej grupie ludzi, która nie jest anonimowa, ale która się zna, która się wspólnie nawraca i ma świadomość, że składa się z grzeszników. Definicja człowieka przecież, którą daje Pismo Święte jest taka, że człowiek jest grzesznikiem, tzn. wrogiem Boga. Gdyż po grzechu pierworodnym powiedzieliśmy Bogu, że sobie poradzimy bez Niego. Dlatego Paweł mówi, że czymś wspaniałym jest miłość Boga do człowieka, bo Bóg umiłował nas jako grzeszników. Dlatego duszpasterstwo musi iść w tym kierunku, żeby pokazać, że odpowiedzią na dramat życia człowieka jest potężne objawienie się Boga, który szanuje wolność człowieka i tym objawieniem jest Jezus Chrystus, który żyje w Kościele mocą Ducha Świętego. I dlatego to duszpasterstwo jest tak istotne nie tylko wobec ludzi młodych, ale także wobec ludzi starszych, czy ludzi, którzy stoją przed śmiercią i którzy też przeżywają dramat swojego życia, polegający na pustce i samotności. Kościół ma odpowiedź na tą ogromną pustkę człowieka. My chrześcijanie w obliczu krzyku człowieka mamy ten okrzyk radości, że odpowiedzią Boga na dramat życia człowieka, na cierpienie, jest miłość Boga objawiona w Jezusie Chrystusie. Trzeba najpierw ewangelizować samych ludzi w kościele, żeby tej Tajemnicy doświadczali, żeby to stało się centrum ich życia.

Zatem Ksiądz życzy nam, abyśmy weszli w ten Nowy Rok otwarci na to doświadczenie, że ja jestem grzesznikiem i że Bóg mnie – tego grzesznika kocha, tak?

ks. J.A.: Tak! Ja myślę, że Bóg przygotował każdemu w Nowym Roku mnóstwo darów, które pozwolą na to, by spotkać się z Nim. To mogą być też niekiedy sytuacje upokorzeń, niepewności czy nawet sytuacje, w których my z początku będziemy sami siebie źle oceniać albo będziemy z nich niezadowoleni. To może być moment, kiedy zaczniemy szukać Boga. Jest wielu ludzi zdrowych, którzy świetnie żyją, którzy mają mnóstwo postanowień i którzy w ogóle nie szukają Boga, w ogóle ich to nie interesuje. Jestem pewien, że Bóg przygotował dla każdego w Nowym Roku mnóstwo łask. Jest tylko kwestia tego, byśmy mieli mocno otwarte oczy na fakty, które będą nas spotykać i żeby nam diabeł nie powykręcał interpretacji tych faktów. Bo niekiedy Bóg mówi do nas przez fakty trudne. Może to być wypadek samochodowy czy jakaś inna trudna sytuacja, chociażby uczuciowa. I to są momenty, kiedy człowiek musi zadać sobie pytanie: dlaczego tak się stało? czy jest Bóg? jeśli jest, to co przez ten konkretny fakt do mnie mówi? To może być zaproszenie przez Boga do głębokiego dialogu z Nim, jestem o tym przekonany.

Tego samego życzyć Ojcu w Nowym Roku?

ks. J.A.: Tobie, nie ojcu. Myśmy mieli parę lat temu kapitułę, gdzie wyeliminowano przedrostek „ojciec”, choć wielu współbraci dalej go używa. Ojciec jest jeden w niebie, my jesteśmy redemptoryści. Mów: Tobie, nie tytułuj mnie „ojciec”.

Dobrze. Czego życzyć Tobie w Nowym Roku?

ks. J.A.: Żebym nie marnował tylu łask Bożych.

A czego życzyć Księdzu Biskupowi?

bp Z.K.: Wspomnianego wcześniej trzymania się Jezusa Chrystusa, Jego Słowa i Jego Łaski. Trzymania się Jezusa Chrystusa.

Dziękuję za rozmowę.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();