Narkotykowa ściema

Ludziom musi czegoś brakować, skoro uciekają się do dopalaczy. Co sprawia, że oszukują siebie i innych, zażywając takie substancje? Brak poczucia bezpieczeństwa? Moda? Wciąż bardziej głodni zapominają, że uciekając w doznania, nie doznają szczęścia.

Pod koniec 2008 roku w wielu polskich miastach pojawiły się sklepy z dopalaczami – używkami wprawdzie dozwolonymi przez prawo, ale działającymi tak jak narkotyki. Próby ukrócenia sprzedaży dopalaczy spalają na panewce, bowiem w miejsce zabronionej substancji chemicy są w stanie bardzo szybko wyprodukować kolejną, mającą identyczne właściwości, ale – przynajmniej przez pewien czas – dozwoloną. Przypomina to więc walkę z wiatrakami. Na dodatek właściciele sieci tych sklepów, w obawie przed roszczeniami ofiar dopalaczy i innymi działaniami zagrażającymi ich interesom, utrzymują, że sprzedawane przez nich substancje nie są przeznaczone do spożycia, lecz... kolekcjonowania. Ta kpina w żywe oczy tym bardziej usposabia nieprzychylnie do tego przedsięwzięcia.

W oparach hedonizmu
Medialna burza, jaka przetoczyła się po otwarciu sklepów z dopalaczami, chociaż pełna słusznego oburzenia, tak naprawdę nie pozwoliła wyjaśnić fenomenu „legalnych narkotyków”. Raczej nie dociekano, jakie są przyczyny ich popularności. A te musiałyby świadczyć bardzo źle o zachodnich społeczeństwach. Ludziom czegoś musi brakować, skoro uciekają się (dosłownie – to przecież forma eskapizmu) do dopalaczy. Co sprawia, że oszukują siebie i innych, zażywając takie substancje? Odpowiedź na to pytanie musiałaby pokazać kruchą kondycję psychiczną współczesnego człowieka, poszukującego w oparach hedonizmu szczęśliwego życia. Zasmucające. Brak poczucia bezpieczeństwa w niepewnym, stale zmieniającym się świecie wymusza nieustanne poszukiwanie kolejnych, coraz silniejszych podniet. Z tej perspektywy pogoń za nowymi, atrakcyjnymi, ale kompletnie nieprzydatnymi towarami, obsesyjna potrzeba wzbogacania życia erotycznego i „wypróbowywania” wielu partnerów, a także eksperymenty związane z doświadczaniem odmiennych stanów świadomości są przejawami tego samego zjawiska – konsumpcjonizmu. To najłatwiejszy, ale jednocześnie najbardziej powierzchowny i obarczony sporym ryzykiem sposób radzenia sobie z nieprzewidywalnym, płynnym otoczeniem, w jakim przyszło nam żyć.

Popyt na miękkie narkotyki nie zniknie, będą sprzedawane po prostu nielegalnie czy też wyrabiane chałupniczo według instrukcji, które można znaleźć w Internecie

A przytaczany często fakt, że przedstawiciele szanowanych zawodów – lekarze, prawnicy – także sięgają po dopalacze, wcale nie dowodzi ich nieszkodliwości. Pod względem moralnym górne warstwy drabiny społecznej już dawno przestały być wzorem do naśladowania, co tylko świadczy o prawdziwości powiedzenia, że ryba psuje się od głowy. W przedrewolucyjnej Francji do rzadkości należał arystokrata nie chorujący na syfilis, zależność zaś pomiędzy wykształceniem a skłonnością do rozwiązłości została potwierdzona naukowo.

W celach kolekcjonerskich
Inne próby usprawiedliwiania miękkich narkotyków są nader żałosne. Być może nieuzasadnione jest demonizowanie prochów i jednoczesne przechodzenie do porządku dziennego nad nadużywaniem alkoholu, ale z całą pewnością nie jest to argument przemawiający za łagodniejszym traktowaniem tych pierwszych. Przeciwnie – powinno to raczej skłaniać do wprowadzania kolejnych restrykcji związanych ze spożywaniem napojów wyskokowych. Poza tym istnienie sklepów z dopalaczami sprzedawanymi „w celach kolekcjonerskich” wywiera zgubne skutki wychowawcze. Podważa zaufanie do państwa, bezradnego w obliczu tak perfidnego oszustwa. Sankcjonuje jawną hipokryzję, co grozi rozpowszechnieniem się tego typu postaw w innych obszarach życia. A co ma powiedzieć rodzic, zapytany przez dziecko, co w tych sklepach się sprzedaje i czy on mógłby to kolekcjonować?

W majestacie prawa
Czy warto więc protestować, słać petycje, urządzać demonstracje, rzucać jajkami, za wszelką cenę nie dopuszczać do powstania kolejnych tego typu sklepów? Wydaje się, że nie. Rezultaty będą znikome, a właściciele tego interesu staną się męczennikami swobody działalności gospodarczej, zaś ich klienci – wolności osobistej. Nawet jeśli, w wyniku obywatelskiej akcji protestacyjnej, udałoby się zdelegalizować obrót takimi substancjami lub doprowadzić do zamknięcia istniejących czy nieotwierania kolejnych tego typu sklepów, zwycięstwo okaże się pyrrusowe. Popyt na miękkie narkotyki nie zniknie, będą sprzedawane po prostu nielegalnie czy też wyrabiane chałupniczo według instrukcji, które można znaleźć w Internecie.

Drogi moralności i legalności nigdy się w pełni nie pokrywały. Możliwość ćpania w majestacie prawa pokazuje, że coraz bardziej się od siebie oddalają. Cywilizacja śmierci? Zbliżamy się do niej coraz szybciej.

Komentarze: 1 / Skomentuj wpis
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();