I-vi-es bez wstydu

Niektórzy to wstydu nie mają. No naprawdę, żeby tak jechać do innego kraju, mieć opłacony bilet, mieszkanie, wyżywienie. Ba! - jeszcze kieszonkowe dostawać! I to za co! Za to, że się popracuje w jakiejś NGO przez teoretycznie 35 h w tygodniu. Co gorsza, w praktyce jeszcze mniej. I co to za praca?! Przeważnie taka, co ci jeszcze przyjemność sprawia. I żeby jeszcze za darmo pracować, w obcym kraju, bez przyjaciół, znajomego jedzenia, gdzie ludzie może nawet gorzej mówią niż po chińsku! Przecież to się powinno w Polsce zostać, rodzinę założyć, pracować na to nasze polskie PKB. Podatki płacić. A nie – wojaży się zachciewa!

Marta: I kto do tego wszystkiego zachęca? Nikt inny, tylko starsza siostra Unia Europejska. A raczej jedna z jej powierniczek – Komisja Europejska i program grantowy – Młodzież w Działaniu.

Justyna: A kto jest przeciw? Czy przyjaciele, tak właśnie ci, którzy karierę na „zmywaku robią”? Dodajmy do tego rodziców, tych, którzy nie przesypiają nocy z powodu wizji straty pracy w fabrykach, którym to grozi zamknięcie z powodu kryzysu. Czy te osoby mogą być dla nas młodych, którym „poprzewracało się” w głowach, autorytetem? Nie, bo ze mną jest wszystko w porządku, ja wiem, co dla mnie jest lepsze. Nie szukam pieniędzy, nie szukam podziwu w niczyich oczach, nie tego oczekuję. Bo ja szukam szczęścia, czyli dla mnie tego co jest nowe i sprawia mi przyjemność. Bo czym dla studentki, która skończyła Inżynierie Chemiczną i Procesową, jest zmiana pieluch w żłobku? No czym? Jest tym, co kocham robić, bo wolę bawić się z tymi dziećmi, niż siedzieć w urzędzie, przewracać papierki.

Marta: No niby tak, ale przecież ty tym biednym Węgrom pracę zabierasz i chleb od ust odejmujesz! Pewnie słyszałaś już i takie komentarze? A co jak co, ale nawet nosząc okulary 5 dioptrii można ten demonizowany kryzys zauważyć.

Justyna: Komu odbieram ten chleb? Pieniądze, które dostaję, nie pochodzą z mego miejsca zatrudnienia, wszystko opłacane jest z pieniędzy Komisji Europejskiej. Dzięki temu, że tam pracuję, moje przedszkole może przyjąć więcej dzieci, a co za tym idzie ich rodzice mogą pójść do pracy. Nie będę zważać na ludzi mnie nierozumiejących. Nic nie poradzę na przepitych młodych, wyrzucających mi teksty w stylu: „nie masz prawa używać mojego języka”, „nie możesz przebywać na terenie mojego kraju”, „zdradzasz mój kraj i swój”. Owszem, takie sytuacje mogą załamać. Wiem, że to, co robię jest słuszne, a uśmiech tych małych istot każdego dnia dodaje mi sił.

Marta: Czyli w końcu zdradzasz ten swój kraj czy nie?

Justyna: Tak, codziennie, tylko nie wiem, czym? Nie wiem, jak można zdradzać swój kraj.

Marta: W sumie racja. Nie myślałam, że kiedyś to powiem, ale faktem jest, że tutaj można bardziej docenić swoją ojczyznę. To rozwija jakoś wewnętrzny patriotyzm. Widzisz, co prawda piękny kraj, 3 linie metra (czwarta w budowie), ładne pociągi. Z drugiej strony jest mnóstwo rzeczy, które potrafią człowieka doprowadzić do szewskiej pasji – przede wszystkim ten węgierski chaos i brak organizacji są dla mnie dobijające. No i tęskni się jednak za prostymi rzeczami: piwem z sokiem, truskawkami po 1,5 a nie 15 złotych za kilogram, warzywami do obiadu, młodymi ludźmi w kościele.

Justyna: Za truskawkami nie tęsknię, za to w przeróżnych odmianach brzoskwiń się rozsmakowałam. Młodzi ludzie w kościele? Ja pamiętam tych, co pod drzwiami w czasie mszy piwo popijają. Ja przestałam czuć się Polką, straciłam złudzenia, do niedawna gdzieś tam we mnie chowane. Nie chcę, by patrzono na mnie przez pryzmat kraju, który jest wpisany w mój dokument. Ja przedstawiam ideały we mnie istniejące, a nie te prezentowane w Polsce.

Zdradziłam swój kraj, bo jestem wolontariuszem w innym kraju? Skoro mam taka okazję, by poznać inną kulturę, inny język, dlaczego mam z tego nie skorzystać? Chcę się rozwijać, chcę wiedzieć więcej i więcej. Kompetencje ludzi na Węgrzech nie różnią się od tych w Polsce. W urzędach pracują ludzie, dla których najważniejszym etapem dnia pracy jest przerwa na kawę. Taki sobie szary człowiek czeka w kolejce po ich poradę, dokument. Jak szczęście mu dopisze, to uda się mu rozwiązać swój problem. Jakimże zdziwieniem jest potem wezwanie do sądu na rozprawę, znalezione w skrzynce na listy, ponieważ pani w urzędzie była niedouczona. Szkoda, że to nie ją będę skarżyć.

Marta: Ale wracasz do Polski, czyli jednak chcesz tam żyć?

Justyna: Chcę żyć przy moich bliskich, przy osobach, które dużo dla mnie znaczą. Nie jest ważne miejsce, tylko to, co będę tam czuła. Ważne jest, by obok była osoba, która zrozumie mój smutek, moje szczęście. Nie nazwa kraju jest istotna, tylko uczucie, jakie się ma wchodząc do domu, do miejsca pracy, do przyjaciela. Zapomniałam o podziałach, dla mnie nie są ważne granice czy nazwy kolejnych krajów.

Marta: Tutaj nie można się tak czuć?

Justyna: Można, bo ja się tu, na Węgrzech tak czuję. Mam wrażenie, że tu odnalazłam swój świat. Liczę jednak na to, że w innej części świata również znajdę dla siebie miejsce. EVS był piękny. Niestety, czas to zakończyć i poszukać nowych wyzwań. Wracam nie do swej Ojczyzny, tylko do rodziców, przyjaciół. Ten program pomógł mi zrozumieć wiele spraw, pomógł mi uwierzyć w siebie. Teraz daje mi „kopa w tyłek” i każe pójść dalej. Z nowymi doświadczeniami. Czas bym odnalazła sama coś dla siebie. Nie zrobi tego już za mnie moja organizacja czy Narodowa Agencja. Teraz czas na mnie.

Marta: Pojechałabyś jeszcze raz na EVS, gdybyś mogła?

Justyna: Oczywiście, że tak i to na nowo w to samo miejsce. Moja praca sprawia, że jestem szczęśliwa, widzę również, że inni są ze mnie zadowoleni. Miła atmosfera w moim przedszkolu sprawia, że chętnie tam chodzę, a zdarza się, że przy długich nieobecnościach za nim tęsknię.

Nauczyłam się, ze jestem silniejsza niż myślałam. Potrafię sama przeżyć w obcym kraju, poradzić sobie w kryzysowych sytuacjach, jak na przykład: rozmowa z węgierskim hydraulikiem. Zrozumiałam, że jestem dorosła i sama muszę podejmować decyzje. A przede wszystkim uwierzyłam w siebie. W Polsce nie dokonałabym tego. A ty, czy wyjechałabyś jeszcze raz?

Marta: EVS dla mnie był realizacją marzeń. Kolejnym krokiem w życiu. Długo to planowałam, chociaż na początku nie wychodziło. Po prostu bardzo chciałam wyjechać z kraju. Wiedziałam doskonale, że jak zacznę pracę w Polsce, to już kaplica – zostanę tu na zawsze. Wiem, jak się mówi, że to nie tak, ale taka jest prawda. Praca, rodzina, dom i tak w kółko. Ja jednak jestem zbyt niespokojny duch. I zawsze muszę zrobić coś na przekór oczekiwaniom tak zwanego społeczeństwa. Bardzo chciałam wyjechać i decyzję podjęłam praktycznie jednego dnia. Węgry - nic nie wiedziałam o tym kraju. Ale pomyślałam, że skoro dostałam się na ten projekt to maczała w tym palce jakaś wyższa siła. Sama praca w organizacji proekologicznej nie jest dla mnie szczególnie rozwijająca i po pierwszym zachwycie przyszło rozczarowanie, ale poznałam w Budapeszcie naprawdę świetnych i inspirujących ludzi, którzy pokazali mi, że naprawdę jeśli się tylko chce, to można zmieniać świat w skali makro. Że to możliwe, mimo tej beznadziei, która na Węgrzech jest o wiele bardziej uderzająca niż w Polsce. A takie pragnienie zawsze gdzieś we mnie było. Więc cieszę się że jestem tu, gdzie jestem, mimo że przyjaciele są bardzo daleko. Wiedziałam, że są alternatywy, ale dopiero tutaj poznałam je w namacalny sposób. EVS to szkoła życia. Nie tylko w obcym kraju – bo to tylko taka bardziej długoterminowa turystyka. Ale przede wszystkim sztuka budowania relacji z ludźmi w obcym języku, szkoła tolerancji (bo życie przez dłuższy czas w obcym kraju jest bardzo irytujące) no i przede wszystkim sztuka rozwiązywania problemów, które czekają tutaj na każdym kroku.

Justyna Lewandowska i Marta Lis

Justyna – podczas swojego projektu EVS (European Voluntary Service) pracuje w przedszkolu dla dzieci w wieku 1-3 lat w Szekszárd, w południowych Węgrzech. Jej projekt trwa 11 miesięcy.

Marta – pracuje w organizacji proekologicznej w centrum Budapesztu. Jej projekt trwa 9 miesięcy.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();