Homo Internetus

Science-fiction stało się faktem. Jesteśmy Siecią. Second Life nie jest już tylko odległym, wirtualnym światem. Wirtualny świat mamy tu. I teraz.

Nie ma co się oszukiwać. Choćbyśmy nie wiem, jak się starali, nie mamy szans na ucieczkę z wirtualnego świata. Ewolucja cybernetycznego społeczeństwa poszła w kierunku, którego chyba nikt się nie spodziewał. Choć wydaje nam się, że nas to nie dotyczy, bo myślimy, że potrafimy się odłączyć od Sieci, jesteśmy jej członkami, a nasze dzieci będą doskonałymi jej przedstawicielami. I nie ma sensu dzielić świata na prawdziwy i wirtualny – przenikają się one wystarczająco mocno. Granica między tym, co rzeczywiste a tym, co wirtualne, już dawno została zatarta. Czujesz, że nie pasujesz do tej epoki? Przygotuj się. To ostatni gwizdek. Inaczej odejdziesz razem z precybernetyczną rzeczywistością.

Na początku było E-słowo

Informacja. Od niej wszystko się zaczęło i na niej się skończy. Jest ona naszą wodą i naszym ogniem. Naszą ziemią i powietrzem. Jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmów i giną one od jej nadmiaru. Tak, to my chcieliśmy ją tworzyć, rozpowszechniać i dzielić się nią. I to właśnie my uginamy się pod jej ciężarem. Ale to nie wszystko. Pośpiech codziennego życia sprawia, że na zdobywanie coraz większej ilości informacji możemy poświęcić coraz mniej czasu (póki co biologiczna część naszych cyberorganizmów działa w trybie 24/7/365 i na zmiany raczej się nie zanosi). Parafrazując nieco manifesty poetyckie znanych z lekcji polskiego Futurystów, można powiedzieć, że na informację człowiek może dziś poświęcić nie więcej jak piętnaście minut dziennie. A przy okazji, dobrze by było, gdyby dostarczyła mu ona nie tylko pełnego obrazu współczesności, ale również i rozrywki. Jednak głównym problemem, z którym przychodzi nam się coraz częściej borykać, nie jest właściwie nadmiar informacji, a raczej jej filtrowanie – tak, by z cybersłowotoku wybrać tylko tę najcenniejszą czy najtrafniejszą treść (ilekroć wspominam o słowie, mam na myśli również inne formy przekazu treści, jak np. dźwięk czy obraz). I im bardziej Sieć przypomina gęstą dżunglę, tym częściej umiejętności przesiewania jej pod kątem potrzebnej w danym momencie wiedzy (i skutecznego odsiewania spamu) i szybkiego jej przyswajania będą stanowić o naszym być albo nie być. Trafnym porównaniem jest tu polowanie na zwierzynę, bo w gruncie rzeczy my się nie zmieniliśmy. Mamy takie same problemy, a jedynie świat wygląda trochę inaczej.

Czy, im głębiej zanurzając się w zerojedynkową rzekę, nie odcinamy siebie od wolności, o którą walczyliśmy? Czy nie powielamy znanych wcześniej schematów biedny – bogaty?

Smutną prawdą Globalnej Wioski jest jednak to, że wielu perełek, niestety, nigdy nie odkryjemy, tak jak nigdy nie przesłuchamy wszystkich albumów z Jamendo, bo jest tego po prostu za dużo. Podobnie możemy mieć spory problem z zaistnieniem wśród milionów blogów czy przebiciem się przez gąszcz kanałów RSS. Dla naszego wewnętrznego spokoju warto jednak odnaleźć swój kawałek Sieci, miejsce, w którym znajdziemy interesujące nas informacje i zatrzymamy się w nim na dłużej niż tylko na poranną kawę i wafelka, na owe piętnaście minut.

I widział, że było dobre

Wchodząc do domu Adam przypomniał sobie, że miał zrobić zakupy. „Ewa znowu będzie zła” – pomyślał. Wszedł więc do kuchni, poinstruował lodówkę, co ma zamówić i nie dalej jak za dwadzieścia minut pod domem czekał kurier z zakupami.

Myślicie, że to fragment powieści fantastyczno-naukowej? Nic bardziej mylnego. Zakupy przez Internet to powszechność, może jeszcze w naszym małym polskim ogródku nie są one tak bardzo popularne, ale wystarczy tylko pobieżne spojrzenie na trendy i wygodę, by zrozumieć, że to nie fikcja. Podobnie daleko nam jeszcze do pełnoetatowej pracy w domu za pośrednictwem Sieci, ale kto wie – w dobie kryzysu ta forma taśmy produkcyjnej może i u nas na stałe się zadomowić. Telewizja? Cóż to takiego? Czy potrzebny wam jest telewizor, skoro wszystko można obejrzeć w formacie FullHD w Sieci? Nie? To tylko kwestia czasu i łączy. Cyberświat nosimy przy sobie, w kieszeniach i już niedługo zamiast tradycyjnego portfela będziemy nosić mały terminal kart kredytowych. Czy telefon komórkowy służy do dzwonienia? Nie. To przede wszystkim terminal Sieci. Jej istnienie jest dla nas tak naturalne, że zapomnieliśmy, jak sobie bez niej radzić. Czy to źle? Nieunikniony jest postęp techniczny i byłoby wbrew naszej naturze go ograniczać. Sieć jest dobra, ale niczym w biblijnej opowieści w końcu musi pojawić się E-Kain.

Ja E-Abel, Ty E-Kain

W czym tkwi atrakcyjność cyberświata? Odpowiedź na to pytanie jest tak samo prosta jak dla pierwszych europejskich kolonistów Ameryki. Tak, Internet jest właśnie naszym Nowym Światem, w którym pod maską adresów IP i anonimowych loginów możemy stać się kimś innym, może lepszym, gdzie potrafimy radzić sobie ze sobą, z naszymi problemami, gdzie, niczym w Second Life, możemy rozpocząć nasze życie na nowo. Dla niektórych jest to obszar niewyczerpanej rozrywki, dla innych – ogromnych intelektualnych czy finansowych możliwości. W końcu znajdą się i tacy, dla których kontrola wolnej wymiany myśli jest sprawą priorytetową. Nie skłamię, jeśli powiem, że aktualnie stoimy u progu wojny o Internet i od tego, kto ją wygra, będzie zależał kształt świata i nas samych. Dotyczy to tak samo mnie, jak i Ciebie, i musimy opowiedzieć się po którejś ze stron. Ja jestem przeciwko cenzurze Sieci (podpowiedź: zapytajcie Wujka Google o cenzura + Internet: http://www.google.pl/search?q=cenzura+internet). A Ty?

Nasze codzienne problemy przeniosły się do cyberświata razem z nami. Ale o wiele bardziej martwiące są, bliżej dotąd nieokreślone, elektroniczna tożsamość i prywatność, które tak samo łatwo można stworzyć, jak i wymazać. Czy, im głębiej zanurzając się w zerojedynkową rzekę, nie odcinamy siebie od wolności, o którą zawsze walczyliśmy? Czy wskutek dostępności Sieci dla jednych i jej braku dla drugich nie powielamy znanych wcześniej schematów biedny – bogaty? Czy przedrostek „E” znaczy coś zupełnie innego, czy też po prostu próbujemy inaczej nazwać coś, co już przecież doskonale znamy? Sieć może nie być dla nas jedynie Nowym Światem. Walczmy o to, by nie stała się ona orwellowskim światem osiemdziesiątego czwartego roku.

Posłowie:: Homo Internetus nie jest Homo Gadżetusem

i odróżnia go od niego nie tyle pogoń za wszelkimi technologicznymi nowinkami, co korzystanie z nich w codziennej pracy. Dla przykładu, tak jak kiedyś kartka i długopis stanowiły główne narzędzie pisania, tak dziś można spokojnie pozdrawiać piszących słowami: „Niech Ci klawiatura lekką będzie”. Spędzanie lwiej części doby w Sieci, przy komputerze, nie oznacza wcale nieuleczalnego nałogu. Przeciwnie, świadczy bardziej o pracoholizmie jednostki. Jeśli do zestawu dorzucimy niedopasowane biurko i krzesło, osobnik z gatunku Homo Internetus charakteryzować się będzie również postępującym garbem. Szczęśliwi Ci, którzy w młodym wieku zaczęli uprawiać jakikolwiek ruchomy sport, tym garb grozi nieco później. Wcale się nie zdziwię, gdy na medycynie zaczną kształcić cyberologów, leczących wszelkie zwyrodnienia powstające w wyniku długotrwałych kontaktów ze sprzętami elektronicznymi.

Ale błędem byłoby zakładanie, że codzienny interfejs Homo Internetusa nie ulegnie ewolucji. Co prawda, niby nic w tej materii przez ostatnie trzydzieści lat się nie zmieniło, ale już wraz z przyjściem wiosny pierwsze elektroniczne wróbelki ćwierkają, że poruszanie się w Cyberświecie będzie wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczas.

Być może niektórzy z Was mieli okazję przeżyć prawdziwy akademikowy dramat. Brak Sieci, zwykle powodowany awarią instalacji elektrycznych i odcięciem serwerów od życiodajnego prądu. Najciekawszym jednak zjawiskiem, które bezpośrednio się z tym wiąże, jest nagłe zapełnianie korytarzy studentami. Ot co! Nagle poznajemy naszych sąsiadów, nawet ktoś przyniesie ze sobą gitarę, coś ciekawego się może rozkręci. Jeśli w takich chwilach czujecie olbrzymi brak Sieci i nie bardzo potraficie sobie z tym poradzić, bezapelacyjnie należycie do opisywanego wyżej gatunku. Jeśli pytacie o ratunek, to słyszałem, że być może leczą takie przypadki za siedmioma serwerami, w krainie, gdzie Web2.0 jeszcze (na szczęście) nie dotarło.

Komentarze: 10 / Skomentuj wpis

W skrócie:
Co oznacza "postęp"? Czy sytuację, w której człowiek musi być podłączony do czegoś, do urządzeń wszelkiego rodzaju (telewizor, komputer, telefon, etc.) 24h na dobę? Czy nie jest trochę tak, że ten boski, wirtualny świat to takie iglo - laboratorium, do którego ludzie - myślący (wydawałoby się?) dali się zapędzić jak szczury do klatki? Second life - przyszłość w świecie nieustannej symulacji, namiastki? Rajska hiperrzeczywistość? Nie mam nic przeciwko, ale może bez skrajności: ani całkowita negacja ani uwielbienie. Kolejny raz okazuje się, że zasada złotego środka działa? Apel o zdrowy rozsądek?
http://winciorek.pl/alexwin/category/simulacrum/
A co jeśli zabraknie energii? Smutne, że tak bardzo ufamy mimo wszystko wciąż tak zawodnym maszynom... - bardziej niż sobie (nawzajem)...

No nie, ale przyjdzie niedługo czas, że będziemy musieli sobie odpowiedzieć na pytanie co jest rzeczywistością, a co nie. Jeśli rzeczywistość jest tylko wynikiem interakcji naszych zmysłów z otoczeniem, to wystarczy że i w cyberświecie nasze zmysły będą zaspokojone i będą odbierać go jako rzeczywistość. Jeśli nasza głowa nie będzie w stanie odróżnić świata wirtualnego od nie-wirtualnego to czym będzie rzeczywistość?
I tak, jeśli zabraknie prądu to cofniemy się do epoki kamienia łupanego, albo dalej:|
Nie ma tutaj całkowitego uwielbienia cyberświata, on jest poprostu dla nas bardzo atrakcyjny, gdzie możemy uciec od naszych problemów itp. W gruncie rzeczy to przenosimy te nasze problemy razem ze sobą. Może należałoby bardziej patrzec nie na "modę" na cyberświat, ale na to, co do takiej mody doprowadziło (wychowanie, system itp.). Nie ma nic złego w prowadzeniu życia w cyberświecie, jeśli komuś to odpowiada, ale prawda jest taka, że raczej ten cyberświat nosimy przy sobie i jeśli tylko będzie on w stanie zapewnić nam pożywkę dla naszych cielesnych zmysłów to nie będzie różnicy...

"Jeśli rzeczywistość jest tylko wynikiem interakcji naszych zmysłów z otoczeniem, to wystarczy że i w cyberświecie nasze zmysły będą zaspokojone i będą odbierać go jako rzeczywistość." - a jeśli nie? Okazuje się, że to pytanie egzystencjalne... ;) "... to czym będzie rzeczywistość?" - ciekawe pytania :), ale ja jednak będę się upierać, że będzie różnica..., a jeśli nie to, ... hm... nie sądzę bym doczekała taki czasów - może moje prawnuki ;))), ale do rzeczy:

Co takiego sprawia, że człowiek daje się uwodzić Sieci? Co takiego jest w urządzeniu, które łącząc realność i jej symulacje, dokonuje takiego jej przekładu, iż kreacje, odrealnione postacie czyni bardziej atrakcyjnymi? Gdzie przebiega granica między: wykorzystywaniem możliwości ludzkiego rozumu, ich rozwijaniem i doskonaleniem a karmieniem własnej pychy, pragnieniem dorównania... Bogu?

A może z innej strony: pogoń za, czy może raczej wielki skok do Sieci - może to wyraz tęsknoty za duchowością? Za tym co pierwotne, naturalne, bliskie, a jednocześnie zagubione i bezbronne w codziennym świecie naznaczonym kodem, który generuje chaos, w którym komunikacja to tylko gra pozorów. Wszak, Internet niejako odrywa od ciała, pozwalając zaistnieć duchowi - ?! (to raczej pozostaje w formie życzeniowej ;)), ale przecież to, że człowiek jest 'duchem ucieleśnionym' sprawia, że może funkcjonować w tzw. realu. Co z: płcią, imieniem, wyglądem i innymi czynnikami stanowiącymi o ludzkiej tożsamości? (Kim jest człowiek w Sieci?) Stają się mało istotne w świecie wirtualnym, czyli tam, gdzie człowiek jest swoją świadomością. To pokazuje: w jakiej kondycji jest człowiek (olaboga!;)), ale także... kierunek ludzkiej tęsknoty. Przypomina mi się Alicja w Krainie Czarów ;) i nasuwa się pytanie: tylko, jak długo można być pogrążonym w swojej nieświadomości?

P.S. I pytanie-wspomnienie ze spotkania podczas jednego z wykładów: Czy można zakochać się w kimś przez Sieć? "Nie?! Więc jak można kochać np. Matkę Bożą?" (niestety nie znam autora, który odpowiedział pytaniem na pytanie ;))

A propos uwodzenia, cytując siebie:

In­ter­net jest wła­śnie na­szym Nowym Świa­tem, w któ­rym pod maską ad­re­sów IP i ano­ni­mo­wych lo­gi­nów mo­że­my stać się kimś innym, może lep­szym, gdzie po­tra­fi­my ra­dzić sobie ze sobą, z na­szy­mi pro­ble­ma­mi, gdzie, ni­czym w Se­cond Life, mo­że­my roz­po­cząć nasze życie na nowo.

to chyba jasne, nie?

Gdzie przebiega granica między: wykorzystywaniem możliwości ludzkiego rozumu, ich rozwijaniem i doskonaleniem a karmieniem własnej pychy, pragnieniem dorównania... Bogu?

Nie wiem. W Sieci nie przebiega. Kiedyś były biblioteki. Czy tam jest ta granica? Nie. Są puby, kluby itp. Tam też nie ma tej granicy. Sieć jest nie tylko nowym światem ale i jego podstawowym narzędziem. To jest rzeczywistość, której nikt się jeszcze 20 lat temu nie spodziewał. A co będzie za 20 lat? Wszystko dąży w kierunku digitalizacji, bo tak jest łatwiej, jest przenośnie, mobilnie i wygodnie. Pomyśl o lasach równikowych, które nie pójdą na przemiałke na papier, bo już nikt papieru produkować nie będzie. Tak wiem, dla Ciebie może to straszne, ale takie są właśnie REALIA.

A może z innej strony: pogoń za, czy może raczej wielki skok do Sieci - może to wyraz tęsknoty za duchowością? Za tym co pierwotne, naturalne, bliskie, a jednocześnie zagubione i bezbronne

Czy aby na pewno pierwotne? Ludzie zachowują się w Sieci bardzo podobnie do tego jak w realu i m.in. dlatego zaciera się różnica między realem a cyberświatem. Nie wyciągałbym wniosków co do”pierwotnego ducha”, raczej pierwotne były inne zachowania -> zdobycz, przetrwanie itp. Nawet jeśli poszukać w człowieku pierwotnym ducha, to biorąc przeciętnego Internautę na tapetę może okazać się, że poziom duchowości jest identyczny (z przymrużeniem oka).

Bodźce można wygenerować, a jeśli nie jest to teraz możliwe, to zobaczysz, że będzie jeszcze za twojego życia. Jeśli potraktować nas jako informacje, samoświadomą informację, to czyż Sieć nie jest właśnie rajem do jej kształtowania? Rajem i piekłem zarazem. Sieć jest raczej miejscem, gdzie jest mnóstwo możliwości, a ludzie na samą możliwość posiadania możliwości od zawsze reagowali tak samo. Porównaj kolonizację Ameryki do kolonizacji i rozwoju Sieci. Trochę inaczej wyglądają konkwistadorzy, ale zachcianki są podobne. Sieć jest rynkiem zbytu, przez lata niezauważonym przez władze, które ostatnio chcą jak najwięcej z tego przemysłu zagarnąć dla siebie.

Co z: płcią, imieniem, wyglądem i innymi czynnikami stanowiącymi o ludzkiej tożsamości? (Kim jest człowiek w Sieci?) Stają się mało istotne w świecie wirtualnym, czyli tam, gdzie człowiek jest swoją świadomością.

Odpowiedziałaś sobie sama na to pytanie;p Czy nasza płeć jest wyznacznikiem naszej świadomości? Czy to tylko tak jest, bo ktoś tak napisał? Swoją drogą, ktoś miał chyba taką teorię rozwoju ewolucyjnego, w skrócie: od małpy do energii w czystej (może być dla ciebie: duchowej) postaci;)

4

O nie! Autocytowanie? => Autoplagiat! ;) Ostrożnie! ;)))

Nowym Światem - ok, zmieniła się tylko forma nakładanych masek, ale... można być kimś lepszym (co to w ogóle znaczy?), nie będąc prawdziwym sobą?
"... gdzie po­tra­fi­my ra­dzić sobie ze sobą, z na­szy­mi pro­ble­ma­mi, gdzie, mo­że­my roz­po­cząć nasze życie na nowo." - paradoks goni paradoks! Brak logiki (więc jednak to nie epoka racjonalizmu, więc jednak człowiek nie jest istotą - przynajmniej nie w pełni (na szczęście?;)) - racjonalną?), bo tak jak zmienia się forma maski, tak zmienia się miejsce, płaszczyzna, przestrzeń (jak powiedziałby José Ortega y Gasset: "ja i moje okoliczności"), ale problemy pozostają te same - i co najgorsze: nierozwiązane... Ale, co się dziwić skoro człowiek wciąż ucieka do swoich kryjówek (wierząc, że będzie miał 'nieskończenie wiele żyć', bo przecież wystarczy kliknąć "Start a New Game")?! A podobno Braveheart... ;)

P.S. Homo Internetusie, zdradziło Cię "na szczęście" w ostatnim zdaniu artykułu! ;) Uff, jaka ulga, bo obawiam się, że bilety do tej tajemniczej "krainy za siedmioma serwerami" mają niezłe wzięcie! (na marginesie: pierwsze ośrodki odwykowe - leczenie uzależnienia od Internetu zorganizowano w Korei Południowej).

a co to znaczy być prawdziwym sobą? czy przebywanie w wirtualnym świecie (który zresztą mamy tu i teraz) to już nie bycie sobą? Co to znaczy być prawdziwym sobą? Czy to, że zmieniamy tożsamość w Sieci nieoznacza problemów ze sobą i niemożnością określenia siebie? To nie Sieć tu jest pułapką, tylko my.

Zgadzam się, że to nie Sieć tylko my. (A swoją drogą: skrupulatnie pilnujesz, by Sieć była pisana wielką literą, ale do czytelnika-internauty-komentatora zwracasz się”ciebie”,”twojego”;p).

Popieram. Bo żal mi lasów, żal mi tych łąk, tych pól zielonych... Co nie zmienia faktu, że choć notorycznie korzystam z dobrodziejstw Sieci i osiągnięć, rozwoju techniki w jakimś sensie tego słowa jestem dinozaurem, pochodzę z innej planety etc. - jeśli uznać, że jest coś dziwnego w sentymencie do papieru...

Odnoszę wrażenie, że pisząc o:”tęsknocie za duchowością”,”o pierwotnym duchu” a”poziomie duchowości w sieci” - mówimy o dwóch inny (choć może nie tak do końca odmiennych;)) kwestiach - tęsknota wskazuje na odwołanie do:”To nie Sieć tu jest pułapką, tylko my” i pójście dalej tym torem, ale...

Co do zachowań ludzi w Sieci i w tzw. realu - to są, jak przypuszczam, badania na ten temat wskazujące i podobieństwa i różnice. Generalnie... liczy się kontekst!;))

Tak wiem, że już 'wygenerowano bodźce' - przypuszczam, że pozostawiają (jeszcze) wiele do życzenia, ale... nie mam ochoty traktować siebie tylko jako informacji, nawet jeśli jest-miałaby to być 'samoświadoma informacja'. I co do Twoich jakże trafnych porównań:), znów wracamy do punktu wyjścia: człowiek i wiecznie głodna pycha?! (dla równowagi przypomnę, że i pokora bywa pyszna;)).

”Czy nasza płeć jest wyznacznikiem naszej świadomości?” - czytaj: to jeden z czynników, ale nie jeden jedyny wyznacznik.

”Pod względem dostępu do szerokopasmowego szybkiego internetu Polska, na 30 krajów, wyprzedza zaledwie trzy ostatnie na liście: Słowację, Turcję i Meksyk. Nie dość, że wolne, to jeszcze jedne z najdroższych. - wynika z raportu OECD, (organizacji najbardziej rozwiniętych krajów świata)”.

źródło: http://www.tf.pl/view.php?art=64892

...i dlatego zostajemy daleko z tyłu...

JĘZYK OBCY

czy wytłumaczyć można czcionkami
związek uczuć i myśli
nieporadnie składanymi słowami
wystukiwanymi czarnymi klawiszami?

Please register or login to post a comment.
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();