FINITO... NA POCZĄTEK

Jak to mówią –- „Coś się kończy, coś zaczyna”, więc tytuł nie jest znowu wcale taki przewrotny. Czasami też przychodzi moment, kiedy czujemy się niekomfortowo z własnym nieuporządkowanym życiem – czas podsumowań.

Wakacje definitywnie zakończone -– fakt widoczny nawet dla tych, którzy jeszcze na początku października myślami znajdowali się w zupełnie innym miejscu niż ich cielesna powłoka. Do drzwi naszej świadomości puka już bolesna rzeczywistość i trzeba dzielnie stawić jej czoła. Razem z prozą życia przyszedł także czas na podsumowania. Na pierwszy rzut oka wakacje nie są może żadnym wyraźnym przełomem, bo życiowych analiz dokonuje się raczej z racji kończącego się roku kalendarzowego, czy też w okolicach ważnych rocznic... Takie rozliczenia pomagają, przynajmniej w teorii, zamknąć pewien rozdział w dotychczasowej egzystencji (wyjąwszy nasze „ulubione” PIT-y –- one raczej nie ułatwiają nam życia). Niemniej jednak istnieją jeszcze swego rodzaju przełomy mentalne, emocjonalne, okolicznościowe, takie, które dokonują się w nas samych i zupełnie nie zwracają uwagi na to, że czas jest nieodpowiedni;) Zupełnie, jakby jakiś złośliwy Skrzat-Los wybrał na chybił trafił dzień z kalendarza i stwierdził, że nasze życie zmieni się dokładnie w tym momencie, zupełnie nie pytając nas o zgodę na dokonanie takich czy innych modyfikacji.

Wielkie nadzieje i to, co trzeba zrobić z ich resztkami

Niezależnie od tego, czy padliśmy ofiarą wspomnianej wyżej złośliwości, większość z nas wiązała z wakacjami pewne nadzieje, czy to czysto zarobkowe, czy miłosne, czy też zwyczajnie relaksacyjne. Mieliśmy pewne plany i mniej lub bardziej ważne cele. Ile z nich udało się Wam zrealizować? Jeśli wszystkie lub większość, to gratuluję. Są jednak osoby, które mogą sobie zanucić pod nosem: „Nasze plany i nadzieje coś niweczy raz po raz...”, bo nic nie udało im się osiągnąć. Są też i tacy, którzy dopięli swego, po czym stało się jasne, że to, za czym tak gonili, jest zupełnie inne niż się spodziewali. Cudowna bajka okazała się być niczym innym, tylko piękną atrapą brutalnej rzeczywistości. Z oczu spadły nam wreszcie łuski i pozostała jedynie gorzka świadomość własnej naiwności. A przecież do tej pory człowiek był zupełnie pewien, że zna się na ludzkich charakterach. O ironio!
„Life is brutal” — jak to mówią. Przy okazji doświadczania nielitościwości świata, wszystkimi swoimi nerwami odczuwamy wręcz namacalnie, że owo „life” trwa dalej i trzeba coś ze sobą zrobić. Tylko, że łatwo jest powiedzieć „Weź się w garść, świat się przecież nie zawalił”, kiedy my wyraźnie słyszymy łoskot walących się ścian naszego domku z kart, kiedy ekscytacja przeradza się nagle w rozczarowanie o bardzo cierpkim posmaku. Nie jest przecież łatwo przejść do porządku dziennego i pogodzić się z faktem, że coś, na co czekaliśmy, o co zabiegaliśmy, okazało się zwyczajnie pomyłką. I jest nam po prostu głupio przed nami samymi, że tak się zatraciliśmy, że uwierzyliśmy komuś pozornie tylko godnemu zaufania, że przeceniliśmy własne siły, odporność psychiczną i szczęście, wreszcie, że poświęciliśmy się gonitwie za mrzonką. Po drugie, co zrobić z opacznie spełnionymi marzeniami? Przecież nie da się ich ot tak spakować do worka i wyrzucić (a szkoda). Można udawać, że nic się nie stało, jest to jakaś metoda i podobno nawet skuteczna -– do czasu. Można też zacząć uczyć się na błędach -– sposób trudniejszy, wymagający konsekwencji i samodyscypliny, ale dający lepsze rezultaty. Sposób trudniejszy, ale nie niewykonalny, wszak zawiedzione nadzieje można przekuć na sukces. I nie mam na myśli sławy, pomyślności rozumianej w kategorii bycia gwiazdą. Nie chodzi też o jakiś materialny triumf. Perspektywa zwycięstwa rozwija się na płaszczyźnie duchowej, wrażliwościowej, emocjonalnej.

Brzydka prawda

Mamy sytuację krytyczną: na tacy zostaje nam podana prawda o nas samych i niekoniecznie są to informacje, którymi chcielibyśmy się podzielić ze światem. Ilu z Was uświadomiło sobie, że wcale nie mogą powiedzieć o sobie: „Jestem Piotr, czyli SKAŁA”? Zimny prysznic boli, prawda? Nagle okazało się, że ulotniła się gdzieś tak chętnie deklarowana tolerancja, że irytują Was niepomiernie zachowania innych, które nawet w niewielkim stopniu odbiegają od powszechnie przyjętych norm. Albo silna wola wcale nie jest taka silna, bo nieugiętość poszła w rozsypkę i zaczęliście robić rzeczy, które do tej pory były zakazanym owocem. Momenty ekstremalne, stawanie na granicy naszych zasad najlepiej pokazuje, jacy jesteśmy (przy czym, każdy ma owo ekstremum umiejscowione gdzie indziej, nieprzekraczalne granice są kwestią indywidualną). Wtedy, w chwili odrzucenia pozorów, na jaw wychodzi wrodzone tchórzostwo, materializm, egoizm. Sytuacje graniczne to swego rodzaju punkty w życiorysie sprawiające, że nic już nie jest takie jak przedtem. To brzmi banalnie, przyznaję, ale prawda ma to do siebie, że często prozaiczna i banalna bywa. Jedno ale: przy kuriozalności niektórych prawd niekoniecznie jest nam do śmiechu.

I przykra konieczność

Kolejny banał i kolejna znana, jak świat stara, prawda –- „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Co tu ukrywać, to nie radości, nie sukcesy, nie szczęśliwe chwile kształtują charakter człowieka. Przeciwnie, swoistymi formami modelującymi poszczególne psychiki ludzkie są przykre zdarzenia, nieszczęścia, potknięcia i wszystkie inne bardziej lub mniej bolesne upadki. Dopiero wstrząsy pobudzają uśpione, rozleniwione umysły do analizy i przemyśleń głębszych niż „w co mam się ubrać”. W obliczu nieprzyjemnych doświadczeń nieistotne problemy — błahostki — przestają mieć znaczenie. Nasza uwaga skupia się na tym, co ważne, na wartościach, które często umykają gdzieś w codziennym maratonie. Nieszczęścia są niezbędne, choć to może i brzmi niedorzecznie. Są koniecznością, ponieważ pozwalają nam spojrzeć na życie, na dotychczasowe priorytety pod innym kątem, oby bardziej krytycznym, jeśli dotychczas błądziliśmy, a może nieco łaskawszym, jeśli byliśmy dla siebie czy otoczenia zbytnio wymagający. Sądzę, że to po części za ich przyczyną dorastamy i stabilizuje się nasze wielopłaszczyznowe postrzeganie świata. Oczywiście nie uderzyłam się w głowę i nie twierdzę, że jeśli dotknie mnie tragedia, będzie to równoznaczne z wygraną na loterii. To nie jest tekst o afirmacji nieszczęść. Chciałam jedynie przypomnieć i uświadomić, że porażki i nieprzyjemności mogą mieć, jeśli się o to postaramy, także swoje pozytywne aspekty. Niemniej jednak, te pozytywy trzeba sobie wypracować. Co znów łatwe nie jest, kiedy do góry nogami przewraca się żelazna hierarchia wartości -– świętość, której nic nie powinno ruszyć. I tak po pierwsze, zburzył się nasz dotychczasowy porządek, po drugie, nikt nie uporządkuje za nas naszego życia. W obliczu początku jesteśmy sami. Pół biedy, jeśli to porażka małego kalibru, taka, która nie wprowadza totalnego chaosu. Bywa jednak tak, że człowiek jest zmuszony od zera stworzyć obraz własnego „ja” (lub przynajmniej zebrać w stabilną całość te porozrzucane tu i ówdzie fragmenty szanownego jestestwa). Tutaj zaczynają się schody.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();