Drzewo Życia, czyli kilka uwag o filmie "Źródło"

Zdecydowanie godnym polecenia -– i nawiązującym do tematyki nowego numeru PD -– jest film „Źródło” autorstwa Darrena Aronofsky'ego. Co mnie w nim uderza, niepokoi, zachwyca? I dlaczego polecam?

Trzy historie, w trzech odległych przestrzeniach czasu na przełomie tysiąca lat, łączy osoba głównego bohatera, Toma. W XVI wieku, jako konkwistador Tomas „wierny sługa” hiszpańskiej królowej Izabeli, wyruszył w podróż do Nowego Świata (Nowej Hiszpanii), by odnaleźć Drzewo Życia. U progu XXI wieku, dr Thomas Creo szuka niestrudzenie lekarstwa, by uratować przed śmiercią swą nieuleczalnie chorą żonę. Pięć wieków później, bohater jest astronautą, przemierzającym przestrzeń kosmiczną w nadziei odnalezienia utraconej ukochanej, by spędzić z nią wieczność. Dostrzegamy tutaj niezwykłą historię, podszytą metafizyką, psychologią, wręcz pewnym synkretyzmem religijnym.

Atuty

Reżyser -– podobnie jak w swoich poprzednich znakomitych dziełach „Pi”, „Requiem dla snu”, „Zapaśnik” — dotyka spraw trudnych, a zarazem pięknych. Mamy do czynienia z oryginalną wizją autora. Osobliwe kino, z przesłaniem duchowym, wymieszane stylowo i gatunkowo. Dramat psychologiczny z nutą mistycyzmu. Okraszony wysoką jakością audiowizualną. Zdjęcia do filmu realizowano w Kanadzie, Australii i Gwatemali. Reżyser chciał zachować ponadczasowy charakter filmu, dlatego zrezygnował z animacji komputerowych na rzecz kolażu z mikrofotografii. Wizja kosmosu, jaką przyjdzie nam zobaczyć nie jest dziełem komputera, lecz mozaiką powiększonych fotografii, przedstawiających reakcje chemiczne, zachodzące na płytce Petriego, które to stanowią tło dla podróżującego w szklanej kuli astronauty. Innym atutem filmu jest również muzyka autorstwa Clinta Mansella (stale współpracującego z Aronofskym). Ścieżkę dźwiękową skomponował, współpracując z kwartetem smyczkowym „Kronos” (twórcą muzyki do filmu „Requiem dla snu”) oraz szkockim zespołem rockowym „Mogwai”. Aurę mistycyzmu tworzą piękne zdjęcia Matthew Libatiqu'a. Również kreacje, które stworzyli Hugh Jackman („Van Helsing”, „Prestiż”) i Rachel Weich („Wierny Ogrodnik”, „Agora”) zasługują na uznanie. Znakomicie odnaleźli się we wszystkich konwencjach; w ich aktorstwie dostrzec możemy pasję, autentyczność, emocje. Obraz jest wymagający dla widza. Tak więc niebanalną rolę do odegrania ma oglądający, który musi wczuć się w atmosferę, uruchomić wyobraźnię i wrażliwość, a zarazem zdobyć się na niełatwą interpretację, zwłaszcza gdy przychodzi mu chłonąć ogrom symboliki.

Pochwała Miłości

Na płaszczyźnie fabularnej film jest wzruszającą historią miłości — nieśmiertelnej i trwającej mimo wszelkich przeciwności. Przez tysiąc lat, mężczyzna, który próbował zyskać nieśmiertelność, kochał tą samą kobietę. Ukazane mamy piękno uczucia, które nigdy nie umiera: „miłość cierpliwa jest, łaskawa jest, nie szuka poklasku [...], wszystko znosi, wszystkiemu wierzy [...], wszystko przetrzyma” („Hymn o Miłości” św. Pawła). Idąc dalej, to z miłości czerpiemy życie. Ona jest źródłem, które nasyca, nadaje smak i pozwala trwać. W godzinach cierpienia i samotności pomaga nam przetrwać i przynosi ukojenie. Ten rytuał miłości znakomicie odzwierciedla estetyka obrazu, która niesie ze sobą ładunek emocjonalny. Codzienne przejawy umiłowania drugiego człowieka — kąpiel, spacer, sen — uświęcają powszedniość! Konkwistador Tomas z miłości do królowej rusza w nieznane, wiedziony uczuciem i obietnicą. Stajemy również przed pytaniem: komu i czemu się służy i wobec czego tak naprawdę jesteśmy wierni?

Opowieść o człowieku

Historia ukazana w tych trzech wymiarach jest metaforą ludzkiego życia. Życia, które spełnia rolę tajemnicy. Uniwersalna opowieść o człowieku, niestrudzenie zmierzającym do celu. To próba odzyskania pamięci o zagubionym sensie, miłości, prawdzie. Przy tym, wszystko osnute aurą mistycyzmu i legendy. Wędrówka, podróż, ekspedycja zahaczające o abstrakcyjność i absurdalność. A mimo to całość i tak sprawia wrażenie racjonalnej i logicznej. Ośmieliłbym się rzec, że film jest próbą spojrzenia na życie na płaszczyźnie wiary i rozumu, potrzeby równowagi, złotego środka, gdyż popadanie w skrajności okazuje się zgubne, wyniszczające.

Powrót do źródeł

Opowieści te wyrastają z Genesis — Księgi Rodzaju. Metafizyczna podróż przez kolejne inkarnacje i świadomości człowieka jest dla niektórych symbolem inspiracji New Age i mistycyzmem. Wydawać by się mogło, iż film jest konfrontacją z religią. Gdzieś przez mieszankę tych różnych systemów filozoficznych, ideologii przebija fakt nieśmiertelnej opowieści o poszukiwaniu. O powrocie do źródeł, do początku, do miejsca, gdzie zrodziła się nasza inspiracja. Rodzą się pytania o początek — jaki był — a zarazem, jaki może być koniec. Równocześnie inspiruje do pytań o kondycję współczesnej kultury czy też o to, co drzemie u korzeni „nowego świata”.

Sens śmierci

Historia doktora Thomasa Creo jest swoistym świadectwem. Jego pragnienie znalezienia nieśmiertelności można odczytać jako współczesne bezowocne, ale niestrudzone poszukiwanie lekarstwa na raka czy AIDS. Odzwierciedla próbę przezwyciężania naszego lęku przed śmiercią, którą bohater uważa za chorobę możliwą do wyleczenia. Głośne wołanie o akceptację śmierci, zwłaszcza bliskiej nam osoby, próba radzenia sobie z odchodzeniem i ze stratą. Kontemplacja śmierci: „Śmierć to droga do zdobycia chwały” (słowa te wypowiada kapłan Majów). Anna Kamieńska w „Notatniku” pod datą 2 września 1974 napisała: „Kto myśli o miłości -– pisze o śmierci. Kto myśli o śmierci -– pisze o miłości” (s.95). Stąd też film Aronofsky'ego nabiera wręcz formy misterium religijnego przekazanego z wyrafinowaniem, precyzją i pasją.

Drzewo Życia

Autor nawiązuje do wierzeń i mitów starożytnych Majów, jest naszpikowany symboliką. Drzewo życia to symbol charakterystyczny dla wierzeń wielu religii (odsyłam do „Słownika symboli” W. Kopalińskiego). Wyobraża wiecznego ducha i nieśmiertelność, wystarczy przytoczyć fragment z Księgi Hioba: „Drzewo ma jeszcze nadzieję, bo ścięte, na nowo wyrasta, świeży pęd nie obumrze” (Hi 7, 14). Drzewo życia to Mądrość naszego życia duchowego. Łączyć je możemy z drzewem Krzyża Świętego jako symbolem zbawienia, życiodajnym źródłem.

Podsumowałbym myślą wyjętą z Koheleta: „Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca” (Koh 3, 9-11). Kompozycja stworzona przez Aronofsky'ego może zachwycać i rozczarowywać, ale niewątpliwie budzi zainteresowanie, gdyż jest obrazem intrygującym, wysmakowanym. Prosta historia, poruszająca odwieczne tematy, podana w niezwykłej formie. Warto obejrzeć, choćby poglądowo.

Komentarze: 1 / Skomentuj wpis

Jakim kosmonautą? Powielone bzdury ze streszczenia przez kogoś kto filmu nie oglądał.
Owszem gość leci z drzewem w bańce ale jest to alegoria kosmiczna "prochem jesteś i w proch się obrócisz... ale z prochu powstanie kolejne życie". To nie jest żaden XXVI wieczny statek kosmiczny.

Please register or login to post a comment.
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();