Bliskie wędrówki i dalekie wojaże

Moja przyjaciółka i współlokatorka zarazem zapytałam mnie kilka dni temu, czy oglądałam film „Into the Wild”. Naturalnie, że oglądałam; ba! byłam na nim dwakroć w kinie (nie offowym, ale wielkim komercyjnym) i uważam go za jeden z najlepszych filmów roku 2009.

„Into the Wild” wypełnia schemat filmu podróżniczego… ale dość nieszablonowo. Nie jest to bowiem kolejna opowieść przygodowa ani też skomplikowana, głęboko psychologiczna podróż do wnętrza ludzkiej duszy. Główny bohater, w którego wciela się przemiły Emile Hirsch, udaje się w podróż, która ma zmienić jego życie. Spotyka na swej drodze ludzi z historiami i bez, zagubionych i pewnych, pełnych swobody i zniewolonych. Podróż ma być swoistym sprawdzianem i doprowadzić do zmiany w jego życiu; zdobyte po drodze doświadczenia mają zaś przynieść odpowiedź na nurtujące go, pochodzące z klasycznego zestawu filozoficzno-egzystencjalnych zagadnień, pytanie… Nie ma to być jednak recenzja ani streszczenie filmu. Chodzi bowiem o istotę zagadnienia podróży, która niedawno wyklarowała się w moim zakresie pojęć, mających oswoić otaczający świat.

Sedno

Chyba każdy lubi podróże. Może nie ciągłe, nie każden duch wszak jest niespokojny i poszukujący masy nowych doznań. Bo na czym opiera się podróż? Na zmianie miejsca, zmianie otoczenia kulturowego, które poddaje nam wzorce i antywzorce, na zmianie otaczającej nas mentalności, wreszcie na zmianie maski, którą przybieramy stosownie do różnych okazji. Szukamy tego, co nowe, pobudzające, napawające zadowoleniem. W czasie podróży możemy zmienić skórę, możemy przedstawić się jako ktoś zupełnie inny od osoby, którą jesteśmy na co dzień, w unormowanym, zakotwiczonym w jednym miejscu życiu. Bo podróż to bardzo często ucieczka. Każdy potrzebuje czasu dla siebie, oddechu i przestrzeni tylko na własny użytek. Czasem w podróży chodzi głównie o możliwość spojrzenia z dystansu na swoje życie – w całości lub aspektowo.

Tymczasowe rozwiązania

Jestem już pełnoletnia, studiuję, mieszkam na tyle daleko od domu, że muszę sama troszczyć się o prawie wszystkie sprawy swego życia. Wiem też, niestety, że wciąż przybywa spraw, które wiążą z „ziemią”. Myślę o tych wszystkich uciążliwych, prozaicznych czynnościach dorosłego życia, które niesie rutyna dni. O konieczności okiełznania nieskrępowanych lotów ducha i poddaniu go kontroli rozumu. O zmaganiach z dorosłością, niepowodzeniami, stratą bliskich, przymusem zmieniania swego życia. O rzeczach, które wymagają cierpliwości i systematyczności, mozolnej pracy, nie zaś wyobraźni i kreatywności.
Wszyscy wiemy, że każdego dnia zanurzamy się w natłoku obowiązków, w oszałamiającym tempie intensywnego życia. Zatapiamy wzrok w notatkach, przechodząc przez ulicę, oglądamy serial (niekoniecznie ulubiony) „do obiadu”, by zaoszczędzić czas, który sami i tak sobie nadmiernie zagęszczamy.
Chwili spokoju od „codziennościowego” myślenia szukamy w kinie czy teatrze, w ciszy, we śnie i w muzyce, która potrafi świetnie uspokoić targające nami emocje. I, od czasu do czasu, w podróży.
Na co dzień dystans i obiektywność, zewnętrzną perspektywę oglądu, jaką nam daje podróż, zastępujemy wyjściem do miasta na pogaduszki nad piwem czy kawą, wizytą u znajomych. Oddajemy na chwilę swe życie w ręce przyjaciela lub „konfesjonału”. Nowe doznania często zastępujemy korzystaniem z coraz ciekawszych, powszechnie dostępnych zjawisk kultury czy sportów ekstremalnych (w wersji studenckiej – raczej ekstremalizujących). I wciąż pragniemy odpoczynku, pragniemy go mocno.

Małe radości

A ile razy zdarza się, że chcielibyśmy być gdzieś daleko od miejsca, w którym aktualnie się znajdujemy? Ile razy wspominamy o chęci wyjazdu w góry czy nad morze, choćby na kilka dni? Kiedy będziemy starsi, zapewne zaczniemy odkładać na wakacyjne czy „feryjne” podróże do krajów wciąż ciepłych (efekt cieplarniany;)) i nieco bliższych, łatwiej dostępnych komunikacyjnie i finansowo. Pragniemy podróży. Większość naszych działań w zakresie wolnego czasu podporządkowujemy temu, by móc choć na klika godzin wyrwać się z codzienności.
I bardzo często, zwłaszcza w tej codziennej, przymusowej, półświadomej wędrówce zapominamy, co w owych małych i dużych podróżach jest najważniejsze. O momencie, kiedy w zachwycie odwracamy głowę, by wyrzucić z siebie kilka nieartykułowanych westchnień podziwu nad oglądaną egzotyczną architekturą czy krajobrazem. O uścisku ręki, który pomaga nam wstać i drapać się na dalej na Giewont. O zadowolonym spojrzeniu znad okularów przeciwsłonecznych, które możemy rzucić na przyjaciółkę w czasie relaksu na plaży. O wspólnym podśpiewywaniu przy gitarze w czasie rajdu. O kojącej świadomości czyjegoś sennego ciała tuż obok w czasie namiotowego, autostopowego zwiedzania kraju. O dialogu i śmiechu nad zdjęciami. A co najważniejsze – o uściskach, które czekają na nas zaraz po wyjściu z pociągu, samolotu czy samochodu. O okrzykach powitania, wyznaniach tęsknoty z ust ukochanego i pomrukach zadowolenia rodziny. O świetle, które zapalone nad drzwiami do domu przypomina, że ktoś na nas czeka. O świeżym ręczniku w łazience, kiedy zechcemy z siebie zmyć trud, niewygody i zmęczenie podróży. O kubku herbaty, którą czyjeś ciepłe ręce podają nam, gdy po całym dniu poza domem i szybkim marszu na mrozie siadamy zziębnięci w kuchni.

Ten ktoś

Chciałam więc przypomnieć, że nieodłącznym (a często zaniedbanym) elementem każdej podróży – i tej egzotycznej, i małej, codziennej, nawet kilkuminutowej – jest fakt istnienia drugiego człowieka, towarzysza, kogoś bliskiego. Nasze oddalanie się dla lepszego oglądu problemu, codzienne dreptanie w sprawach, o których chcąc nie chcąc musimy pamiętać, zyskują sens dopiero wtedy, kiedy mamy kogoś, kto nasz wysiłek doceni. A kiedy już dotrzemy tam, gdzie chcieliśmy, zwiedzimy zamki, wdrapiemy się na szczyty, apetycznie się opalimy nad morzem; kiedy napełnimy płuca wonnym powietrzem; kiedy już nasz środek lokomocji zacznie zwalniać i zobaczymy znane na wylot miejsca – poczujemy wyraźnie, że prawdziwy sens każdej podróży nadaje… moment powrotu do domu. Do tych, którzy ucieszą się na nasz widok i wysłuchają marudzenia i zachwytów.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();