Błądzić w Świetle

Każdy z nas błądzi. Pytanie tylko, na ile i jak nasze błądzenie możemy rozpatrywać w kategoriach zysku i straty lub dobra i zła? Na ile wiara w słuszność tego, co robię, jest właściwa? I gdzie zaciera się granica między rozsądkiem a ślepotą?

Giordano Bruno nie został spalony na stosie tylko dlatego, że wyznawał poglądy naukowe sprzeczne z istniejącą doktryną. Podejrzewam, że o jego tragicznym losie zadecydowało to, że dał się nieźle we znaki ówczesnym dygnitarzom. Dla porównania wystarczy wziąć przykład innego włoskiego astronoma, Galileusza, którego proces zakończył się dość polubownie, dożywotnim aresztem domowym, w czasie którego uczony mógł spokojnie pracować naukowo. Ale wyroków Inkwizycji nie należy wyrywać z oryginalnego kontekstu — wiara w taką, a nie inną wizję świata, okupiona krwią męczenników i heretyków nie należała pewnie do najłatwiejszych i trwanie przy niej musiało być nie lada wyzwaniem, mimo wszystko jednak było to w pewien sposób uzasadnione. W sytuacjach niesprzyjających wiara w taki, a nie inny bieg wydarzeń, w taki, a nie inny system wartości może decydować wprost o naszym życiu bądź życiu naszych bliskich. Odrzucanie wszystkiego, co w jakikolwiek sposób jest sprzeczne z naszym (wewnętrznym lub nabytym) światopoglądem, co jest dla nas niewygodne, bo często i niebezpieczne, jest naszym naturalnym mechanizmem obronnym. Z drugiej strony, niezależnie od sytuacji społeczno-politycznej, każdy z nas ma potrzebę nie tylko wyznawania czegoś, ale również bycia z tą wiarą zaakceptowanym. Pytanie tylko, co jesteśmy w stanie poświęcić za wyznawanie czegoś, co nie do końca może się zgadzać z oficjalną doktryną? Co chcemy przez to osiągnąć? I na ile jesteśmy zdolni do powiedzenia „Nie” — nie tylko w sytuacjach krytycznych? Na ile jesteśmy zdolni do przeciwstawienia się autorytetowi, czy to w postaci konkretnej jednostki, czy bezosobowego tłumu?

Tłum

W tym kontekście na myśl przychodzą mi dwa z pięciu najważniejszych eksperymentów psychologicznych — eksperyment Asha z 1953 roku i eksperyment Milgrama z 1961 roku. Pierwszy z nich ujawnił potęgę konformizmu. Nawet jeśli decyzja tłumu jest wyraźnie zła, nasza wewnętrzna potrzeba do bycia zaakceptowanym w danej grupie skłania nas do przyjęcia opinii większości. Szczególnie w sytuacjach mniej czarno-białych niż, oryginalnie, w badaniu wzroku za pomocą odcinków różnej długości.

W drugim eksperymencie badane osoby grały rolę „nauczycieli”. Ich zadaniem miało być karanie „uczniów” wstrząsem elektrycznym za nieprawidłowe odpowiedzi. Eksperyment dowiódł, że w obecności autorytetu (w tym wypadku osoby w laboratoryjnym fartuchu) nasze poczucie niezależności, przekonanie o tym, że autorytet może się mylić, spada. W wyniku tego jesteśmy w stanie robić rzeczy, które kłócą się z naszym światopoglądem, o ile autorytet mówi, że tak jest właściwie.

Co, jeśli takim autorytetem i takim tłumem jest właśnie nasz światopogląd? Co, jeśli zaczynamy wierzyć w niego i w to, co robimy, bezgranicznie, bez zadawania pytań, bez wątpliwości? Czy to nie jest tak, że ta wiara prowadzi do nietolerancji i fanatyzmu? Do postawienia siebie ponad wszystkim, co wokół? Do zbudowania wokół siebie wąskiej strefy zaufania, poza którą wszystko jest złe? Co, jeśli ktoś odważy się nam powiedzieć, że coś jest nie tak w tym, co robimy, jak się zachowujemy wobec innych, że jest błąd w naszym rozumowaniu? Czy to nie jest moment, w którym zaczynamy tracić rozeznanie między tym co jest dobre, a co nie?

Przytoczone badania pokazują, jak bardzo jesteśmy wewnętrznie słabi wobec tłumu, w którym żyjemy, wobec ludzi, za którymi podążamy. Jak więc bardzo musimy być słabi wobec siebie samych? Jak łatwo musimy ulegać samym sobie?

Jednostka

Zatłoczone metro, przelewający się między ulicami tłum, pośpiech. Wydaje się nam, że w całym tym ślepym potoku twarzy, rozmów, oddechów, otwarte oczy mamy tylko my. I że tylko my dostrzegamy, że coś w tym tłumie jest nie tak. Wydaje się nam, że tylko my właśnie stanęliśmy wbrew temu wszystkiemu, co jest wokół. Wydaje się nam, że to wszystko jest samo w sobie sprzeczne i że dlatego należy się temu przeciwstawić. Chcemy wytoczyć proces myślenia istniejącemu porządkowi i wprowadzić nowy, lepszy ład. Stop.

Jak często postrzegamy siebie przez pryzmat świata, którego szukamy, ale nie możemy dostrzec? Jak postrzegamy naszą rolę w społeczności, którą z definicji, chcemy odrzucić? Bo nie widzi? Bo nie rozumie? Bo jest tylko szarym, ślepym tłumem? Dlaczego z natury stawiamy siebie ponad nim? To dla nas bardzo łatwe uwierzyć, że otaczająca rzeczywistość jest niekoniecznie zła, ale przynajmniej wadliwa. I że tylko my jesteśmy ją w stanie naprawić. To proste uwierzyć w nieomylność naszego wewnętrznego autorytetu, ale czy jesteśmy w stanie go zakwestionować? To łatwe twierdzić, że coś jest dobre, a coś innego nie –- tak w końcu podpowiada nam nasz światopogląd. I tak samo łatwo jest się w nim pogubić.

A przecież nie różnimy się tak bardzo od siebie. Mamy podobne potrzeby, stawiamy podobne pytania i chcemy na nie znaleźć odpowiedzi. Dlaczego więc uważamy, że jest inaczej? Dlaczego wydaje się nam, że jesteśmy od innych lepsi albo wręcz odwrotnie –- dlaczego czasem stawiamy siebie poniżej tego wszystkiego, co nas otacza i czym żyjemy? Granica między ja-w-tłumie i ja-poza-tłumem jest tak cienka i niedostrzegalna dla nas, że nie zauważamy, jak szybko stawiamy siebie na zewnątrz. Nie zauważamy, jak szybko nasz wewnętrzny autorytet pokazuje nam świat innymi oczyma. I to niezależnie od wiary, systemu wartości i wiedzy.

Autorytet

Autorytet jest po to, by w niego wątpić. By mu zadawać pytania. Autorytet nie powinien udzielać jednoznacznych i łatwych odpowiedzi. Tak jak mistrz nie może zrobić wszystkiego za swojego ucznia, ale powinien go zmusić do wysiłku, do myślenia, do poszukiwań. Wskazać drogę, ale nie zmuszać do jej wyboru. Wskazać problemy, które trzeba rozważyć i wspierać, gdy któryś z nich przerasta ucznia. Autorytet sam z siebie powinien szukać. Pytać. Wątpić.

A przecież często chcemy, by Autorytet był kimś innym. By nam podał rozwiązanie problemów od razu. By wskazał jednoznacznie kierunek i poprowadził za rękę. Czy tak właśnie nie jest łatwiej? Czy to nie dlatego kurczowo trzymamy się pewnych, ustalonych już koncepcji i nie dajemy sobie wmówić, że coś można zrobić w inny sposób? Lepiej? Prościej? Czy czasami nie przeinaczamy rzeczywistości podług tego, co jest dla nas w danej chwili wygodne? Mniej absorbujące, łatwiejsze? Czy czasami nie wkładamy autorytetowi w usta tego, czego faktycznie nie powiedział? Czy wręcz nie tworzymy sobie sami naszego własnego autorytetu i przypisujemy mu kogoś lub czegoś faktycznie istniejącego? Albo –- czy czasem nie szyjemy sobie autorytetu na miarę, idealnie pasującego do naszej, niezakłamanej przecież, wizji świata? I nieważne, czy wkładamy go w czyjś mundur, laboratoryjny fartuch czy sutannę. Sami dla siebie chcemy być autorytetem, wzorem do naśladowania i chcemy, by inni ten wzór również wyznawali w takim samym stopniu jak my.

Światło

Uważamy, że to, w co wierzymy, jest jedynie właściwe. Nasza wewnętrzna koncepcja świata nie dopuszcza innych, nawet jeśli wydaje nam się, że mamy wystarczająco szeroko otwarte oczy i umysł, by widzieć więcej niż widzą inni. Czasami ta nasza wiara jest tak silna, że nie dostrzegamy popełnianych przez nas błędów i odrzucamy każdą próbę uświadomienia nam tego. Na ile poświęcamy w ten sposób samych siebie i to, w co wierzymy? Czy cena za zysk z satysfakcji, że wszyscy się mylą, tylko nie my, nie jest zbyt wysoka? Czy czasem nie lepiej zatrzymać się na moment i spróbować podważyć autorytet, który sobie tak skrupulatnie konstruowaliśmy? Czy taka wewnętrzna wątpliwość nie byłaby większym zyskiem niż jej zupełny brak? A jeśli nie, to czy na pewno byłaby stratą? Czy czasem większego efektu nie dałaby zwykła, pozytywistyczna praca u podstaw, w tłumie i nad tłumem, a przez to i nad sobą, niż pseudoromantyczne rzucanie butelek z benzyną i kamieniami?

Jak często nasz własny, niezachwiany niczym światopogląd staje się krzywdą dla innych? Jak bardzo chcemy go włożyć w usta tych, których uważamy za bezmyślny, szary tłum? Do czego jesteśmy w stanie dopuścić, by świat podążał zgodnie z naszą koncepcją?

Przecież nie ma czegoś takiego jak bezmyślny, szary, pozbawiony skrupułów tłum. To my go sobie wymyśliliśmy. By usprawiedliwić samych siebie i to, jacy jesteśmy wobec siebie i ludzi, których spotykamy na co dzień. Jest nam potrzebny, by usprawiedliwić naszą ślepotę w obliczu światopoglądu, autorytetu, który chcemy wyznawać. Dlaczego tak łatwo błądzimy. W Świetle.

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();