42 po raz pierwszy

A nie będzie Ci za zimno? – pytam spoglądając na kumpla, który przebiera się na trening.

Myślę, że nie – odpowiada – będzie mi cieplej w trakcie. Ważne, że nie wieje. Pamiętam jak dawniej portierki i mieszkańcy akademika dziwnie się na mnie patrzyli, kiedy schodziłem na dół w takim stroju, a za oknem deszcz. Myślę, że teraz chyba już się zdążyli przyzwyczaić.

Wcześnie się szykujesz.

Zaczynam jakieś dwie godziny przed startem. Nieważne, czy to trening czy zawody. Muszę dobrze zjeść, potem się rozgrzać.

Pełny żołądek nie przeszkadza w trakcie biegu?

Nie wiem jak u innych, ale ja muszę być najedzony. Inaczej padnę. Podczas maratonu jem na każdym punkcie żywieniowym, a i tak zaczynam być głodny w okolicach trzydziestego, trzydziestego piątego kilometra. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale pierwsze treningi pokazały potrzeby mojego organizmu. I tego się trzymam. Dieta jest prosta, warzywa, owoce... Zwłaszcza przed zawodami staram się ściśle tego przestrzegać. Ważne, żeby posiłek nie był ciężki. Lodówkę zamykam jakąś godzinę przed startem albo wcześniej, jak już nie mogę nic więcej zjeść. Na pewno dużo makaronu albo ryżu. Tak naprawdę typ diety zależy od osoby. Banana?

Dzięki. Długo trenujesz?

Może sześć albo siedem lat, z przerwami. To była druga czy trzecia klasa liceum. Kolega mnie podpuścił. Chciałem uprawiać sport, ale nie miałem większej motywacji, poza tym byłem zupełnie zielony w tych kwestiach. Zaczynałem od krótkich, jedno lub dwu kilometrowych treningów, ale szybko zwiększyłem dystans – czułem, że mogę znacznie więcej. W tamte wakacje wybiegałem może czterdzieści kilometrów tygodniowo. Pamiętam, jak babcia szkoliła mój oddech. Tamte treningi naprawdę do dziś przynoszą efekty. Najfajniej było, kiedy małe dzieci widziały, co robię i też chciały, zwłaszcza taki mały chłopak. To był dla nich duży wysiłek biec za mną paręset metrów, ale dawali radę. To było naprawdę miłe uczucie. Zresztą i dziś czasem się tak zdarza.

Miałeś jakiś poradnik młodego biegacza, czy raczej samemu do wszystkiego dochodziłeś?

Właściwie biegania uczyłem się sam. Poznawałem swój organizm, jego funkcjonowanie w trakcie treningów itd. To dało mi doświadczenie, z którego teraz korzystam. Wiem, jak się przygotować do zawodów, staram się wyłapywać wszystkie błędy na treningach i dobrze jest, gdy te problemy zdarzają się tylko na nich. Wiadomo, zawody dają nieocenioną konfrontację efektów twojej pracy z innymi. Staram się podczas takich imprez zapamiętywać te rzeczy, które w jakiś sposób mogą podnieść moją kondycję, właśnie poprzez obserwację innych. Często w trakcie wymyślam nowe elementy treningów, niektóre są dobre, niektóre nie, wiadomo. Mnóstwo informacji jest w Sieci, zwłaszcza teraz, i chyba łatwiej jest dzięki temu zacząć. Poza tym troszkę lepiej zrobiło się na tym polu od czasów, kiedy zaczynałem, pojawiło się wiele poradników, pisanych zresztą przez samych biegaczy. Kiedyś nawet sam coś podobnego ściągnąłem, ale i tak zestaw treningów musiałem sam wymyślić pod własne potrzeby i cele. Dobrze jeśli mamy znajomego, który biega. Można z nim trenować. Taki wspólny trening ma wiele zalet, m.in. staramy się dobiec do końca, bez zatrzymywania się. Mamy też większą motywację. Szczególnie jeśli biegniemy ze starszą od nas osobą i czujemy, że ona jest lepiej przygotowana, bo biegnie z mniejszym wysiłkiem, podczas gdy my nie dajemy rady. Zwłaszcza na maratonach to widać. Nieobce jest takie podśmiewywanie się ze starszych u niedoświadczonych biegaczy. Potem, na trasie, z reguły śmieje się ostatni. Chyba każdy biegacz przeżył coś podobnego. To dobra lekcja pokory.

Mówisz, że łatwo zacząć. Ale przecież na dobre buty trzeba wyłożyć sporo pieniędzy. Nie każdego stać na nie.

Wiesz, problemem nie jest sprzęt. Można zacząć biegać w butach, stroju gorszej jakości, potem się postarać. Problemy stwarzają ludzie, ich niewiedza, ignorancja, złe nastawienie – patrzą na ciebie z wyrzutem, że biegasz, albo celowo Ci to utrudniają. Pobili mnie za to, że biegałem. Pobili mnie za to, że starałem się robić coś więcej niż siedzenie pod blokiem i palenie fajek. Nie, nie załamałem się i następnego dnia również poszedłem biegać, mając satysfakcję, że nic im to nie dało. Często w treningach przeszkadzają psy. Nie wiem, czy ich właściciele zdają sobie sprawę z tego, że bieganie również wymaga koncentracji, zwłaszcza jeśli chce się uzyskać lepsze wyniki. Ujadanie psa wyprowadza z takiej równowagi, często gubi się oddech, rytm biegu, potem trzeba dłuższej chwili by do nich wrócić. Teraz jak biegam i widzę psa, to zwalniam, nieważne, czy pies jest na smyczy, czy nie, czy ma kaganiec itp. Przeraziło mnie, że wiele tzw. dużych psów jest właściwie bez kontroli. Mówienie, że pies nic mi nie zrobi, nie daje mi żadnej gwarancji, że jak przebiegnę obok niego, to on nie zacznie mnie gonić. Zwłaszcza jeśli widzę drobnego właściciela z dużym psem bez kagańca. Albo gorzej. Kiedy trenowałem na Jordankach widziałem, jak psy załatwiają się na bieżni, kopią w niej dołki, a ich właściciele nie robią zupełnie nic, nawet widząc, że ktoś tam biega. Wbiegnięcie w taki niby mały dołek może skończyć się dla biegacza tragicznie. Zwłaszcza wieczorami jest to uciążliwie, bo na większości tras nie ma oświetlenia i po prostu nie widać. Pomyślmy czasem o ludziach, którzy korzystają z takich obiektów. Mówię tu tylko o bieganiu, ale łatwo można podobne sytuacje przenieść na inne dziedziny sportu. Potem mamy pretensje, że nasi olimpijczycy nie zdobywają medali. A wystarczy chwila zastanowienia i się okaże, że w wielu miastach nie ma warunków do uprawiania sportu. Musiałem biegać po ulicach osiedla, po asfalcie, co też przyczyniło się do kontuzji, stąd te bandaże. Musiałem skupiać się na samochodach, przy przebieganiu przez skrzyżowania. Zauważyłem wtedy, że wielu kierowców nie obchodzi to, że stoisz piątą minutę przy przejściu dla pieszych, chcąc przebiec na drugą stronę i że taki postój powoduje utratę ciepła w mięśniach, ich zwiotczenie i tym samym czasem uniemożliwienie dalszego biegu. Albo sam rozkład zajęć na uczelni... Jak studenci mają trenować, skoro godziny wykładów, ćwiczeń zupełnie nie uwględniają ewentualnych treningów? Tak na marginiesie, łatwiej wstać na ósmą rano, żeby pobiegać, niż pójść na wykład. Z własnego doświadczenia wiem, że trening poprawia nie tylko sampoczucie, kondycję fizyczną, ale również kondycję umysłową. Sport nie tylko daje dużo dla zdrowia, ale również uczy samodyscypliny i mi np. łatwiej się pracuje po treningu, umysł tego potrzebuje. Chcemy mieć dobrze wytrenowaną kadrę sportową, a tak na dobrą sprawę robi się wszystko, by utrudnić uprawianie sportu. Nie narzekajmy potem, że mamy jednego Adama, jednego Roberta, jedną Otylię. Nawet na Barbarce zdarza się, że kierowcę z przodu zupełnie nie interesuje to, że biegniesz i że nie masz miejsca by bezpiecznie zejść – on się nie zatrzymuje. To przykre. Dobra, skończyłem jeść, czas na rozgrzewkę.

Ile dzisiaj?

Drobna połówka. – odpowiada mój rozmówca, zakładając buty.

Połówka?

No, jakieś dwadzieścia pięć. Czasem wychodzi tak, że połówki robi się siłą woli – śmieje się – piętnastki też. Kiedyś usłyszałem coś podobnego o maratonie i to chyba prawda, patrząc na ostatnią dyszkę na moim pierwszym maratonie. Do końca walczyłem nie tyle ze zmęczeniem, co ze sobą. Najgorsza jest utrata motywacji do dalszego biegu. Wiedziałem, że jeśli się zatrzymam to koniec, zejdę z trasy i nie ukończę, a to byłaby dla mnie ogromna porażka, tym bardziej, że dość długo się przygotowywałem i naprawdę zależało mi na Mecie, na pokazaniu niektórym osobom, co daje trening, co daje walka o swoje marzenia, ich realizację, na udowodnieniu sobie, że potrafię. Na szczęście udało mi się odnaleźć motywację w okolicach trzydziestego piątego kilometra (chciałem prześcignąć jednego chłopaka, który troszkę się ze mnie naśmiewał na starcie) i mimo, że praktycznie do końca zmierzałem marszo-biegiem, i trwało to kawałek czasu, ostatnie dwieście metrów nie czułem zmęczenia, tylko szczęście. Potem się okazało, że udało mi się wykonać cały maratoński plan, jaki sobie założyłem. To była największa nagroda. Ukończenie maratonu – to zwycięstwo samo w sobie, zwycięstwo nad sobą i naprawdę nie można zlekceważyć żadnego kilometra na trasie i trzeba się dobrze przygotować. Idziesz pobiegać?

Pokręciłem przecząco głową.

Będę za jakieś dwie i pół godziny. Postaraj się załatwić zestaw „potreningowy”.

To znaczy?

Soczki i masażystkę. O masażystki zawsze najtrudniej. Na razie.

Komentarze: 4 / Skomentuj wpis
5

Zgadzam się tu ze wszystkim właściwie. Odpowiadałbym tak samo. Prócz tego że biegam mniej, ale może kiedys tez bede mial przyjemność tych "42 po raz pierwszy" :) pozdro

najlepsze to uczucie po!

ale jak rozumiem ty Mariusz nie biegasz tych maratonów?

aaa sorry... członek klubu maratońskiego umk... szacunek heh...pozdrawiam

Please register or login to post a comment.
Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();