Świętuję (nie)dzielę

Z czym kojarzy się niedziela?

Z nicnierobieniem, z lepszym obiadem, spotkaniem ze znajomymi/rodziną, z mszą (w wersji dla wierzących chrześcijan, niezależnie od stopnia zaangażowania).

Zasadniczym wyznacznikiem (choć coraz rzadziej) jest brak aktywności zawodowej w tym dniu, ze względu na wyżej wymienione czynności. Taki podział wynika z pewnych tradycji, zakorzenionych na gruncie kultury europejskiej, której składową było i jest chrześcijaństwo. Wyróżniał on (zresztą jak wszystkie tego typu klasyfikacje oparte na religii) tzw. czas sacrum i czas profanum (zob. m.in. Eliade M., Sacrum i profanum...). Ten pierwszy, związany z tym, co Nieuchwytne materialnie, ale zarazem istotne dla ludzkiej egzystencji wkracza w ciągłość tego, co związane z nasza codziennością. Podobnie jest z niedzielą – na czas oddawania czci Bogu, zawieszano tzw. normalne aktywności, aby wziąć udział w tych świątecznych. Oprócz wymiaru religinego, taki czas ma też ważkie znaczenie psychologiczne dla człowieka, ponieważ teoretycznie daje możliwość wytchnięcia, zrelaksowania się, celem nabrania nowych sił.

Zastanówmy się nad przysłówkiem: „teoretycznie”

Czy w istocie dzisiaj mamy do czynienia z przedłożonymi założeniami? Zapewne wielu z nas sobie pomyśli: no jak to? Przecież na swój sposób świętuję ten czas sacrum – wolne od zajęć mam? Mam. Śpię do południa? Śpię. Pójdę do kościoła na 19 (jak wstanę)? Pójdę (jak wstanę). Odpocznę? Jak się nie zmęczę wstawniem, to tak. I zgadza się. Ale czy wszyscy mogą tak powiedzieć?

Świętowanie kojarzy nam się m.in. z lepszym obiadem

No i trzeba go z czegoś zrobić. I w niedzielę, po wstaniu: tup, tup, tup do Polnego Marketu po jakąś świnię tudzież drób i z powrotem do pichcenia upolowanej zwierzyny. No a jak już mamy ten obiad skonsumowany, to czasem można skoczyć jeszcze po jakiegoś browczyka do Ropuszki a co bardziej wymagający udają się na ciastko z kawusią do jakiejś cukierenki (piszę: bardziej wymagający, ze względu na podjęcie niemalże mitycznej wędrówki do tego miejsca: ona – makijaż, on – dba o golenie). A może do kina na „Trampki Lenina”? I w sumie beztrosko idzie niedziela za niedzielą, urzeczywistaniając mit arkadyjski już tu na ziemi, tydzień po tygodniu (a czego ZSRR nie dokonał przez ponad 70 lat!). I wszystko jest niby pięknie i wzorcowo, gdyby nie fakt, że...

...nie wszyscy mają możliwość świętowania niedzieli

W poniższych rozważaniach ominę wątek pracy w tym czasie takich służb jak: ksiądz, lekarz, strażak, policjant itp. Chcę natomiast zogniskować Twoją uwagę, drogi Czytelniku na tym, iż taka Pani pracująca w Ropuszce czy w jakiejś hiperszopie, musi siedzieć tam sześć, osiem czasem i więcej godzin, żeby sprzedać piwko lub kisiel spragnionemu/głodnemu konsumentowi... A kiedy ma ona świętować niedzielę? W końcu nazwa tego dnia wywodzi się od czasownika: „nie działać”, czyli nie pracować tak, jak to się czyni w pozostałe dni tygodnia. Kiedy ma ona mieć czas dla rodziny, dla siebie? A czy nie można by tak zrobić prewencyjnie zakupów np. w sobotę, żeby uniknąć samonapędzającego się błędnego koła o następującym schemacie: jest wolny rynek – otwieram sklep w niedzielę, bo chcę zarobić więcej niż konkurencja (ona myśli dokładnie tak samo) – widzę, że jest otwarte, to idę kupić – dlatego ktoś siedzi w sklepie. Nie słyszałem o sytuacji w Polsce, gdzie osiedlowe sklepy otwierane w niedzielę, umówiły się na dyżur – tak, aby co niedzielę jeden był czynny, „tak na wszelki wypadek” (tak jak apteki w dużych miastach). Spójrzmy na np. Francję czy Niemcy, gdzie handel w dni świąteczne (także w niedzielę) jest zakazany. Niestety, u nas nie ma jeszcze tak silnych zwązków zawodowych. Zatem może warto zastanowić się nad wspólnym świętowaniem niedzieli – nie tylko w relacji: ja i moi najbliżsi, ale także wspomniani pracownicy, którzy są często ofiarami systemu hiphiphurrakapitalizmu, nieumięjętnego a często, co gorsza, bezmyślnego używania dóbr transformacji gospodarczej naszego kraju. Czytelnik może się obruszyć: nie można iść do sklepu, do kina, do cukierni w niedzielę? Jasne, że można, bo przecież jesteśmy wolni i „wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi mi korzyść”, jak deklaruje św. Paweł z Tarsu. Do powyższych prywatnych rozważań każdego z Czytelników, chciałbym dodać też temat, tu nieporuszony ze względu na ograniczone miejsce, a jakim są niedzielne wycieczki do centrów handlowych – czy dają możliwość integracji rodzinie/przyjaciołom/przypadkowym odwiedzającym? Czy czasem nie stają się pewnym współczesnym bałwanem popkultury konsumenckiej? Może uda się to szerzej poruszyć przy innej okazji.

Słowem podsumowania

Zachęcam wszystkich do świadomych, przemyślanych wyborów, do kierowania się także (a może zwłaszcza?) w kwestiach konsumeryzmu przykazaniem miłości. A może kogoś zaintrygował tak a nie inaczej sformułowany tekst? Pochodzi on z akcji o tejże nazwie, zainicjowanej w zeszłym roku przez Ruch Światło – Życie, której szczegóły można znaleźć na stronie: www.diesdomini.pl. Może, drogi Czytelniku, zechcesz się zaangażować w to dzieło? Jest to cały czas aktualne. Zatem świętujmy niedzielę, nie dzieląc! I to nie jest żadna utopia, wystarczy tylko dobra wola i działanie:)

Admin
Create content
Logowanie
Nawigacja
Markdown filter tips
## Header 2 ##
### Header 3 ###
#### Header 4 ####
##### Header 5 #####
(Hashes on right are optional)

Link [Drupal](http://drupal.org)

Inline markup like _italics_,
 **bold**, and `code()`.

> Blockquote. Like email replies
>> And, they can be nested

* Bullet lists are easy too
- Another one
+ Another one

1. A numbered list
2. Which is numbered
3. With periods and a space

And now some code:
    // Code is indented text
    is_easy() to_remember();